Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Matki, ojcowie, dzieci, bękarty...

Marcin Liber, "dziecko" Teatru Ósmego Dnia - jak sam określa swój stosunek do legendarnego poznańskiego teatru, ikony wśród teatrów alternatywnych, zbuntowanych, kontestujących społeczno-polityczne porządki, zaangażowanych - na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie rozkłada na czynniki pierwsze odziedziczony po "rodzicach" teatralny spadek.

. - grafika artykułu
fot. Magda Hueckel

- Ach, jakże godnie żyli... to opowieść o poszukiwaniu powinności artysty, sentymentalna podroż przez dzieje Teatru Ósmego Dnia - mówił w wywiadach przed premierą Liber. Swoją teatralną drogę rozpoczynał dwie dekady temu u boku Ósemek - z ich doświadczeń czerpał, budując własny język w teatrze. Nie on jeden zresztą - siła oddziaływania Teatru Ósmego Dnia spowodowała w Poznaniu prawdziwe spiętrzenie fali teatrów niezależnych, wśród których pojawił się też Teatr Usta Usta założony przez Libera.

Po latach uczeń ponownie staje przed dawnymi Mistrzami - trochę w roli badacza, trochę zdystansowanego obserwatora i komentatora, a trochę zuchwałego prześmiewcy, który przefiltrowuje dokonania legendarnego Teatru - jego język, postawy i manifesty przez własne doświadczenia, ale też współczesne pytania o rolę i powinności aktora, o jego relacje z widzem i rzeczywistością wokół, o sens istnienia teatralnej wspólnoty, której swoistym wzorcem z Sevres pozostają Ósemki.

Po przełomowych momentach w historii zespołu prowadzi nas w spektaklu... dziecko. A konkretnie głos dziecka, słyszany z offu. Odczytuje - lekko sylabizując i potykając się przy trudniejszych frazach - artystyczne manifesty, obecne przez lata w scenariuszach Teatru. Na scenie przypominającej element wyposażenia dzisiejszych skateparków pojawiają się pierwsi bohaterowie. Najpierw nierozpoznawalne, zunifikowane postacie w białych, mocno przylegających do ciała kostiumach, a za chwilę oni: Lech Raczak, Ewa Wójciak, Marcin Kęszycki, Adam Borowski, Tadeusz Janiszewski... A konkretnie aktorzy ich grający: Michał Czachor, Anna Ilczuk, Jacek Beler, Michał Jarmicki i Andrzej Kłak. Prawdziwi bohaterowie siedzą na widowni, wśród gości zaproszonych na premierę. Co czują, obserwując działania na scenie? Jak odnajdują się w aktorskich kreacjach, stworzonych przez zespół Teatru Powszechnego? I w takiej opowieści o ich teatrze? A może są gotowi wstać i krzyknąć: "To nie tak!"? Albo wyjść?... Nie robią tego. Wstają dopiero do oklasków, nie kryją wzruszenia. Ale ani oni, ani Marcin Liber nie mogli być pewni, że tak właśnie skończy się ten wieczór.

Trudno opowiedzieć całą 55-letnią historię Ósemek w niespełna dwugodzinnym spektaklu. Dlatego twórcy wybierają z archiwów najbardziej emblematyczne fragmenty z ich teatralnej biografii: przełomowy rok 1968, konflikt z ówczesną władzą i represje, stan wojenny, doświadczenie emigracji...

Sięgają też głębiej - do przepastnej historii teatru i wyciągają z niej Moliera (w którego bez żadnych konsekwencji widz może rzucić pomidorem) i Jerzego Grotowskiego, od którego zaczęła się prawdziwa rewolucja w myśleniu o aktorstwie i sztuce teatru. Tyle, że w rozpostartej wygodnie w fotelu, pochłaniającej ciastko z bitą śmietaną postaci naprawdę trudno odnaleźć teatralnego guru, o którym uczą dziś podręczniki wiedzy o teatrze.

Podobnie zresztą jak ze wskrzeszonym w spektaklu Ryszardem Cieślakiem (brawo Andrzej Kłak!), wybitnym aktorem Teatru Laboratorium, w którego warsztatach biorą udział aktorzy Ósemek. Z prób naśladowania Cieślaka najlepiej wychodzi im wspólne palenie papierosów. Cała reszta jest zabawnym chaosem.

"Jebać dawnych idoli" - tak miał brzmieć podtytuł spektaklu, o czym reżyser informuje w jednej z ostatnich scen. Ostatecznie z dosadnej frazy zrezygnował, choć przewrotnie i tak trafiła do scenariusza. Bo taki właśnie jest ten spektakl - przewrotny, ironiczny, błyskotliwy, bezkompromisowy i maksymalnie szczery. Liber nie buduje pomników, raczej je obala. Nie utrwala legendy, a prowadzi z nią ciekawy dialog. Tak jak przez ponad 50 lat robili to jego idole.

Ewa Wójciak (świetna w tej roli Anna Ilczuk) i Lech Raczak (Michał Czachor) w finałowej scenie padają sobie w ramiona - tak kończy się spektakl. Odważnie? Brawurowo wręcz. "Jesteśmy - mówiąc wprost - skonfliktowani" - o relacjach z zespołem Ósemek pisał jeszcze kilka lat temu na łamach "Gazety Wyborczej" Lech Raczak. Współzałożyciel Teatru odszedł z zespołu na początku lat 90. Wiele wskazuje na to, że wieloletni konflikt między dawnymi przyjaciółmi dotąd nie został zażegnany. Liber postanawia powiedzieć o tym ze sceny wprost, być w stu procentach uczciwym wobec widza. Pokazać otwarcie, co go gniecie, uwiera, budzi wątpliwości, z czym się nie zgadza. Takiej postawy, takiego teatru uczył się przecież od najlepszych... 

Sylwia Klimek

  • Ach, jakże godnie żyli...
  • reżyseria: Marcin Liber
  • dramaturgia: Martyna Wawrzyniak
  • scenografia, kostiumy i reżyseria światła: Mirek Kaczmarek
  • muzyka: Filip Kaniecki
  • choreografia: Dominik Więcek
  • premiera: 23.11, Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019