Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

MALTA FESTIVAL. Podróże przez górę

30 stronicowe libretto to nie przewodnik po dwutomowym dziele Thomasa Manna. Niektóre szlaki, którymi zwykli podążać czytelnicy oryginału, są ledwie zasygnalizowane. Te wybrane przez Małgorzatę Sikorską-Miszczuk i Andrzeja Chyrę zostają poetycko przetworzone. Wybierając się na operę "Czarodziejska góra", wyruszamy w podróż, w trakcie której najpewniejszym kierunkowskazem okaże się nasza intuicja.

. - grafika artykułu
Fot. M. Zakrzewski

Hans Castorp, który przyjeżdża do sanatorium Berghof, to bohater bardziej uniwersalny niż jego literacki pierwowzór. Nie poznajemy charakterystyki rodziny, z jakiej się wywodzi ani historii jego życia do momentu opuszczenia pociągu na stacji w Davos. Możemy to dopowiadać, przypominając sobie treść książki, jednak nie wydaje się to konieczne. Hans początkowo czuje się zdrowy, szybko jednak wciągają go lokalne rytuały takie jak zbiorowe mierzenie temperatury, które poprzez utrwalanie hipochondrii integrują grupę pacjentów. Dlatego postanawia zostać i poddać się terapii. Doktor Behrens nadzorujący ten proces staje się pierwszym przewodnikiem Hansa po świecie góry. Wkrótce pojawiają się następni aspirujący do tego miana - Settembrini, Krokowski, Naptha. W ogniu zderzających się światopoglądów i sprzecznych rad, młody mężczyzna próbuje dookreślić siebie. Przechodząc zarówno przez fazy akceptacji, jak i negacji przekonań mentorów, dojrzewa. Choroba, z którą przybywa, to bierność. Pobyt na górze stanowi okres przebudzenia, zaczynający się od odzyskania czucia w ciele.

Inaczej tęskni brzuch

W świat zmysłowości wprowadzają Hansa kobiety. Rosjanka Kławdia Chauchat, w której się zakochuje oraz Amerykanka Diane, która z kolei jego obdarza uczuciem. Obecność w operze tej drugiej wydaje się godna uwagi, gdyż w książce jest postacią epizodyczną, wspomnianą zaledwie jednym zdaniem - umiera tuż przed przybyciem bohatera, który zamieszkuje w jej pokoju. Na scenie pojawia się i znika, łącząc teraźniejszość z przeszłością, jawę ze snem. Początkowo Hans buntuje się przeciwko jej obecności "umarłaś / wyciągnij wnioski / nie rozpychaj się / nie śpiewaj", wkrótce jednak uznaje płynność granic między światami żywych i umarłych. Pragnienie bliskości z Rosjanką spełnia się dzięki obcowaniu z Amerykanką. Diane swoją miłość opowiada w pięknej, liryczniej arii "Inaczej tęskni brzuch". Później tymi samymi słowami Hans uwodzi Kławdię, ku rozpaczy autorki słów. Historię tego emocjonalnego trójkąta kończy scena ślubu Rosjanki i Hansa. Ich miłość realizuje się dopiero poprzez śmierć Hansa.

W brzuchu anakondy

Drugą stroną dojrzewania Hansa, jest oswajanie się ze śmiercią, co najpełniej wyraz znajduje w postępującej zażyłości z Amerykanką. Umarła, ale nieustannie powraca. Reszta bohaterów również jawi się jako zatrzymana między życiem a śmiercią, trwająca poza czasem. Berghof to stacja tranzytowa. Pacjenci poddają się terapii, ale nie czekają na wyzdrowienie, a raczej na koniec. Śmierć przybiera postać anakondy. Metafora, której nie znajdziemy u Manna, w operze stanowi lejtmotyw. Nieposkromiony apetyt gigantycznego węża chcącego połknąć cały kosmos w poruszającej arii opisuje pani Stöhr, powraca do niego również chór.

Istotność tego motywu podkreśla projekcja napisu "Die Anakonda verschlingt alles" (anakonda pożre wszystko) w drugim akcie. Powoli przepływające ogromne litery anektują przestrzeń sceny, ale również pełnią funkcję komentarza do wydarzeń. Patrząc całościowo, scenografia "Czarodziejskiej góry" nigdy nie jest transparentna, ale wnosi dodatkowe sensy. Buduje ją zgeometryzowana, monumentalna forma. Nie pojawiają się codzienne przedmioty, łóżko nie jest łóżkiem, a stół stołem. Minimalistyczna konstrukcja pozwala, by akcja przebiegała na kilku planach lub poziomach, przez co zostają oddane relacje między wydarzeniami czy bohaterami. Autor scenografii - Mirosław Bałka - zagospodarował scenę, tworząc przestrzeń symboliczną. W pierwszym akcie utrzymana w ciemnych barwach, przypomina przekrój pionowy góry, z wydrążonymi kanałami, którymi przemieszczają się bohaterowie. Budzą się również skojarzenia z grobowcem. W drugiej części forma ta zostaje położona, stając się wertykalną, a scena przeobraża się w labirynt.

Słyszę szmery, syki

Bez wątpienia najbardziej nowatorsko została potraktowana sama forma opery. Paweł Mykietyn zrezygnował z obecności orkiestry. Skomponował muzykę elektroniczną, bazując zarówno na przetworzonych brzmieniach instrumentów, jak i zarejestrowanych dźwiękach naturalnych. Raz zimną, niemal metaliczną, chwilami przepełnioną emocjami, angażującą słuchaczy. Muzyka temperaturą korespondowała z akcją, dopełniały się nawzajem. Zaskakująco udanym spotkaniem okazało się zestawienie elektroniki ze śpiewem operowym. Istnieje szansa, że dzięki tej modyfikacji "Czarodziejska góra" przyciągnie odbiorców na co dzień niegustujących w operze, a jednocześnie oczarować może i wielbicieli tradycyjnej formy.

Nic nie rozumiem/ale dobrze mi to robi

Na "Czarodziejską górę" z pewnością wybiorą się tak osoby, dla których książka Manna jest utworem kanonicznym, jak i ci, którzy jej lekturze się nie oddali. Dla tych pierwszych znajomość pierwowzoru może okazać się balastem, jeśli nie zdecydują się potraktować opery jako dzieła autonomicznego, choć nawiązującego do oryginału. Mogą się zatracić w poszukiwaniu punktów wspólnych, tracąc przyjemność eksplorowania nowych ścieżek. A jest ich mnóstwo, gdyż poetyckie, obfitujące w metafory libretto pozostawia odbiorcom wolność interpretacji. Całość została pomyślana tak, żeby wszyscy, również osoby nieznające powieści, mogli odbyć niezwykłą podróż. To, z czym z niej powrócą zależy głównie od nich.

Agnieszka Dul

  • Malta Festival: "Czarodziejska góra" Thomasa Manna
  • Mykietyn / Sikorska-Miszczuk / Chyra / Bałka
  • prapremiera: 26.06, kolejne pokazy: 27-28.06