Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Haczyk na czytelnika

Laureatem III edycji Konkursu Reporterskiego Wydawnictwa Poznańskiego został Szymon Opryszek. Autor, zainteresowany kryzysem wodnym, chce odwiedzić każdy z kontynentów i zobaczyć, jak miejscowi sobie z nim radzą. Zwycięski projekt zdaniem jury "przywraca reportażowi perspektywę globalną".

fot. Łukasz Chmara
fot. Łukasz Chmara

Podobno "łatwo nie było". Propozycje - a było ich aż 150, okazały się "ambitne i przemyślane". Wśród finalistów III edycji Konkursu Reporterskiego Wydawnictwa Poznańskiego znaleźli się: Anita Demianowicz, której projekt traktował o kobietach w Salwadorze, gdzie prawo aborcyjne jest bardzo zaostrzone; Marcin Choduń, który chciałby poszukać śladów NRD w Niemczech i sprawdzić, czy cały czas kształtują np. kulturę naszych sąsiadów; oraz Marta Woźniak - jej projekt zakłada opowieść o reżimie w Argentynie w latach 1976-1983, która przedstawiona zostałaby z perspektywy Polki. Kobiety, która przeżyła Holokaust i wyjechała do Argentyny, gdzie z kolei dyktatura odebrała jej syna. - Nie może powiedzieć, że jej syn żyje, ale też, że umarł - wyjaśniała obecna na spotkaniu autorka.

Laureatem III edycji Konkursu Reporterskiego został natomiast Szymon Opryszek. - Woda nazywana jest już złotem XXI wieku. Chciałbym prześledzić, jak radzimy sobie z nią jako społeczności lokalne, jako państwo, jako firmy, jako świat. Chciałbym pojechać do siedmiu państw na siedmiu kontynentach i prześledzić ich "walkę" o wodę - opowiadał o pomyśle.  Reportaż Opryszki zostanie wydany przez Wydawnictwo Poznańskie. Laureat otrzymał także nagrodę pieniężną.

Musisz się przejąć historią

Spotkaniu wokół Konkursu towarzyszyła debata, w której udział wzięli jurorzy: Magdalena Kicińska, redaktor naczelna "Pisma", autorka nagradzanej Pani Stefy; Paulina Surniak, tłumaczka i redaktor inicjująca w Wydawnictwie Poznańskim; jej kolega redakcyjny Adrian Stachowski, wcześniej dziennikarz; Cezary Łazarewicz, znany reporter, autor sześciu książek, m.in. Sześć pięter luksusu, Elegancki morderca, Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka (nagrodzona Nagrodą Literacką "Nike") i zbioru reportaży Tu mówi Polska; oraz  Kamil Bałuk, reporter, autor książki Wszystkie dzieci Louisa  i współautor książki Wodecki. Tak mi wyszło.

Czy rzeczywiście nie ma złych tematów, tylko, co najwyżej, źli reporterzy? - Było kilka osób, które znałem i wiem, że napisaliby zawsze porywający tekst. Oczywiście fajny temat ułatwia pracę, ale temat to jest możliwość opowiedzenia pewnej historii. Ja głównie opowiadam historię Polski - wyjaśniał Cezary Łazarewicz. - Jeśli ta historia Polski jest związana z losem ciekawych osób, to zakładam, że to jest taki haczyk, na który łapiemy czytelnika. Sposób opowiadania jest najważniejszy - dodał.

Reportażysta przyznał także, że tematy "rosną" i "długo dojrzewają" w reportażyście, że nikt nie wpada na nie w ciągu jednego dnia. - Trzeba to przemyśleć - tłumaczył. - Mam pecha, nigdy nie mam wolnego. Cały czas myślę o tym, co napisać, kto byłby ciekawym rozmówcą - wyliczał. - To z jednej strony jest fajne, bo człowiek nigdy się nie starzeje, jest w akcji, ale z drugiej nigdy nie przejdę na emeryturę - mówił pół żartem, pół serio.

Magdalena Kicińska z kolei przypomniała miniaturę reporterską Lidii Ostałowskiej o Wierze, która zamiatała liście na cmentarzu. - To nie jest tekst tylko o tym wydarzeniu, ale też o czymś więcej - mówiła. Zdaniem autorki nie istnieje algorytm, który wskazywałby na bohatera czy też miejsce akcji, które dawałoby pewność, że powstanie świetny tekst. - To jest zawsze suma tego, kto przychodzi do redakcji, z jakim tematem i w jakim momencie - wyjaśniała. - To musi z ciebie wynikać. Musisz się przejąć tą historią. Wtedy jest szansa, że przejmie się nią też czytelnik - tłumaczyła dalej.

A co, oni nas za roboty mają?

- Najważniejsze jest to, żeby autor wierzył w swój tekst - mówił Łazarewicz, pytany o to, co jest tematem. - Muszą się zgrać: człowiek, który jest przekonany do tematu i wydawca, czy redaktor, który wierzy w tego człowieka, wierzy, że to zrobi - dodał.

O to, jak się walczy o temat, odpowiedział natomiast Kamil Bałuk: - Jest różnica pomiędzy szewską pasją, uporem maniaka a wiarą w to, co się robi.  - Czasami nie wiem, czy ta osoba jest już lekko ześwirowana, nie zna słowa "nie", czy rzeczywiście w to wierzy. Ale są też takie osoby, które bardzo szybko tracą wiarę, potrzebują potwierdzenia - wyjaśniał dalej. Jego zdaniem przy okazji zgłaszania tematu przede wszystkim warto pomyśleć, dlaczego jest to ważne dla ciebie, a potem komu się to spodoba.

Wiemy już też, że Magdalena Kicińska na starcie nie dyskwalifikuje żadnych tematów. A najważniejsze to przekonać ją, że to, o czym chcemy pisać, jest ważne. Przy okazji pytania opowiedziała też o kolegach redakcyjnych w "Piśmie". - Można przyjść i pogadać, ale ludzie niechętnie z tego korzystają - przyznała. - Gadamy sobie o tym, co się dzieje w Polsce, na świecie. O tym, co nas poruszyło, o czym należy opowiedzieć - wyliczała.

Redakcje przez lata ewaluowały, jak i prace nad tematem. - Po 1989 roku redakcja była dla nas czymś najważniejszym, była wszystkim. Tam się spędzało całe życie. Każdy palił papierosy. Redakcje były strasznie zakopcone. Każdy tekst był wydarzeniem. O swoich tekstach rozmawialiśmy godzinami -  wspominał Łazarewicz. - Pamiętam, jak w "Gazecie Wyborczej" wprowadzono gdzieś w połowie lat 90. zasadę, że w ciągu kwartału trzeba napisać jeden większy tekst do "Magazynu" i jeden mniejszy do gazety codziennej. Wojciech Tochman powiedział wtedy: A co, oni nas za roboty mają?

Zmieniać świat

Zdaniem Łazarewicza w redakcji (choć ze wskazaniem na palarnię) odbywały się najlepsze wymiany myśli. Dla niego było to coś najlepszego. Z czasem jednak redakcja stała się czymś zbędnym. I wtedy coś "zginęło". - Żeby robić gazetę, potrzebna jest redakcja. To wymiana myśli, emocji, kłótnie. To było twórcze. Nie wiem, jak można się kłócić przez Skype'a - mówił. - A dzisiaj jak chodzę po redakcjach, to mam wrażenie, że to są oddziały geriatryczne, gdzie siedzą automaty, które przerzucają w komputerach jakieś teksty. Nie wiem, czy dziś w ogóle autorzy tekstów czytają swoje teksty i o nich rozmawiają - opowiadał dalej. Zdaniem reportażysty kiedyś redakcje powstawały po to, żeby "zmieniać świat". A nie "zarabiać pieniądze i ciąć koszty".

Czym się kieruje redakcja Wydawnictwa Poznańskiego przy wyborze tematów? Jak trzeźwo ocenić pomysł? - To się zmienia. Nasze podejście ewoluuje. Są momenty, że coś się dzieje na świecie ważnego i że nie ma jeszcze o tym książek. Ale są to też czytelnicze mody. Polacy kierują się sugestiami blogerów, dziennikarzy, które często idą w tę samą stronę - mówiła Paulina Surniak.

Zapytana z kolei o to, jaki temat ją ostatnią zachwycił, wskazała na Posełki Olgi Wiechnik. -  Przez tyle lat edukacji nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby się zastanawiać, kim były pierwsze kobiety w sejmie - nie ukrywała. - Chciałbym mieć częściej otwierane oczy i słuchać takich herstorii - dodała. Poczytać natomiast mogłaby o największej prowincji w Chinach, gdzie półtora miliona osób zostało zamkniętych w obozach pracy. Być może ktoś się tym zajmie. Sama nie jest w stanie.

W lekturze o historii muzyki rozrywkowej w Polsce chciałby się zanurzyć Bałuk, a Kicińska marzy o wielkiej biografii Adama Michnika. Co ją ostatnio zaskoczyło? To tekst, który ukaże się w marcu albo w kwietniu w "Piśmie", o mniejszości ukraińskiej w Polsce. O obozach pracy i współuczestniczeniu w zbrodniach, przez bierność.

Łazarewicza natomiast oczarowała biografia Anny Walentynowicz Doroty Karaś. Chciałby natomiast, żeby powstała książka o Polsce z "obu stron". - O tym, co się stało z nami w ciągu tych ostatnich 30 lat, o tym, dlaczego w chocholim tańcu zmierzamy do katastrofy...

Monika Nawrocka-Leśnik

  • Czy tematy leżą na ulicy? Porozmawiajmy o współczesnym reportażu - spotkanie wokół III edycji Konkursu Reporterskiego Wydawnictwa Poznańskiego
  • CK Zamek
  • 21.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020