Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Koncert polsko-białoruski

Teatr Ósmego Dnia przygotował program obchodów 45. rocznicy powstania Komitetu Obrony Robotników pod hasłem Kobiety demokratycznej opozycji 1976-2021. W jego ramach zostanie w czwartek otwarta wystawa Niepokorne 1976-1989 i zaprezentowany spektakl Teczki. Z kolei w piątek i sobotę odbędą się panele dyskusyjne. Ostatni panel, Kobiety białoruskiej opozycji, zamknie w sobotę koncert polsko-białoruski Nasty Niakrasavej i Jacka Kleyffa*, który mówi: - Obecna sytuacja społeczno-polityczna nie tyle kołem się toczy, co sinusoidą czy po okrągłej sprężynie.

. - grafika artykułu
Jacek Kleyff, fot. materiały prasowe

Jako doszło do tego, że zaczął Pan występować z artystką białoruską Nastą Niakrasavą?

Podyktowało to samo życie. Nasta od czternastu lat mieszka w Polsce. Była front woman projektu R.U.T.A., odnogi Kapeli ze Wsi Warszawa. Śpiewali pieśni sprzed trzystu lat, skierowane przeciwko panu i plebanowi. Był to duży zespół, który jeździł po całym kraju. Bardzo ostro, punkowo w tym projekcie wrzeszczała, więc nie wiedziałem jeszcze wtedy, że ma tak piękny głos. Jakieś siedem-osiem lat temu nasze ścieżki skrzyżowały się na festiwalu w Gorajcu koło Biłgoraja. Nasta przyszła śpiewać refreny i wystąpiła z nami na scenie. Jeszcze nie mogliśmy wtedy połączyć naszych dróg artystycznych, bo działała w zespole R.U.T.A. Powiedzieliśmy jednak sobie, że może uda się to zrobić w przyszłości.

Po dwóch latach spotkaliśmy się na imprezie rozdania Nagród Newsweeka im. Teresy Torańskiej. Nasta powiedziała wtedy, że projekt R.U.T.A. został zawieszony, już nie występują i jest wolna. Od razu uznaliśmy, że zaczynamy współpracę. Od tego czasu jeździmy razem tam, gdzie tylko się da. Jeżeli zapraszają mnie samego i nie ma warunków materialnych na cały mój pięcioosobowy zespół, to jadę wtedy z Nastą. W naszym wspólnym projekcie ona gra na cymbałach i akordeonie do moich piosenek, a także śpiewa chóry. Do repertuaru włączyliśmy również - szczególnie ze względu na ostatnią, bieżącą sytuację - pieśni białoruskie, które wykonuje Nasta. Bardzo dobrze się nam razem współpracuje.

Jakie utwory wykonuje Pan w czasie takiego koncertu?

Wykonuję wszystkie piosenki, które mam. Śpiewam repertuar, który cały czas narasta od roku 1970. Ze starych utworów wybieram te, które pasują do bieżącej sytuacji, w tym mojej i egzystencjalnej. Nowe są jeszcze bardziej z tym związane.

Czy mógłby Pan powiedzieć więcej o tych nowych piosenkach?

Do mnie piosenki przychodzą. Nie siadam i nie piszę codziennie przez trzy godziny, aby potem coś z tego odłowić. Jedną z moich ostatnich pieśni Piotr S. ułożyłem, gdy podpalił się Piotr Szczęsny. Jest też nowszy, satyryczny utwór o tytule Banan, który opisuje ścieżkę banana z Afryki do Polski. Kiedyś zresztą działałem w teatrze satyrycznym Salon Niezależnych. To zarówno śmieszna, jak i straszna piosenka, bo opisuje syndrom półkolonializmu, który Polska uprawia w postaci wysysania z Afryki tego, co najlepsze - tak, jak każdy inny europejski kraj - płacąc za to grosze.

Czy w repertuarze mają Państwo również utwory odnoszące się bezpośrednio do obecnej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, czy unikają Państwo takiej jednoznaczności?

Nie unikamy. Nie przyszedł do mnie jeszcze żaden tekst, który byłby na konkretnie ten temat. Cały mój repertuar był zawsze bardzo społeczny, więc dawne piosenki pasują też do tego, co się teraz dzieje. Jeżeli przyjdzie do mnie tekst na ten temat, to obiecuję panu, że przepuszczę go przez długopis i zrobię do niego muzykę.

Na pewno będziemy jednak do tego nawiązywać w konferansjerce. Nasta śpiewa też w czasie koncertu białoruskie pieśni, do których ma bardzo antyłukaszenkowskie komentarze. Bardzo przeżywa to, co obecnie dzieje się na Białorusi, bo zamykają i torturują jej przyjaciół i znajomych. Śpiewamy też Mury po białorusku.

Mówi Pan, że Pana starsze piosenki pasują do obecnej sytuacji. Czy ma Pan przez to poczucie, że w Polsce i regionie doszło do powtórki z dawnych lat?

To skojarzenie samo się nasuwa. Niektórzy mówią, że sytuacja sprzed trzech dni [rozmowa odbyła się 9 października] jest klasyczna dla Rejtana. To ten pierwszy, bardzo zdecydowany krok poza Unię Europejską - czyli związek, który w jakikolwiek sposób chroni nas przed Rosją. Jesteśmy tym bardzo poruszeni i na pewno w najbliższą niedzielę stawimy się na demonstracji, ale pojawimy się tam oczywiście anonimowo.

Powiedziałbym, że sytuacja nie tyle jednak kołem się toczy, co sinusoidą czy po okrągłej sprężynie. Jest tak, jakby człowiek spoglądał w dół i widział poprzednie piętro, stan zbliżony do tego co sprzed lat, a dotyczący podobnego syndromu. Oczywiście nasuwają się porównania z PRL-em. To, co się dzieje, jest dość drapieżne i nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Jacek Kleyff - wolny twórca piosenek i obrazów oraz - jak sam o sobie mówi - rzemieślnik precyzji słowa w danym wzruszającym momencie życia i tworzenia muzyki. W latach 1971-1976 współtworzył z Januszem Weissem i Michałem Tarkowskim teatrzyk Salon Niezależnych (3 Trójzęby Neptuna na Famach, Złota Szpilka Opole'72). Współzałożyciel Orkiestry Na Zdrowie (ONZ), która wygrała pierwszy Przystanek Woodstock Jerzego Owsiaka w 1995 roku w Czymanowie nad jeziorem żarnowieckim i z którą to występuje od ponad trzydziestu lat do dziś dnia. W 2012 roku nakładem wydawnictwa Czarne ukazała się książka będąca zapisem wywiadu-rzeki z Jackiem Kleyffem pt. Rozmowa. W jego życiorysie poza działalnością w ONZ znalazło się miejsce na współpracę z Komitetem Obrony Robotników (1976-80), skończenie studiów architektonicznych, prace wysokościowe, filmowe i teatralne epizody aktorskie, studiowanie systemów filozoficznych Dalekiego Wschodu i malarstwo. Największą jego miłością zawsze jednak było - i nadal jest - wszczepianie tekstów własnych w muzykę, czyli tworzenie piosenek.

  • koncert polsko-białoruski Jacka Kleyffa i Nasty Niakrasavej
  • 23.11, g. 20
  • Teatr Ósmego Dnia
  • bilety: 10 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021