Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA. Hocki-klocki

Gdybyśmy przenieśli się w czasie do 1929 roku, moglibyśmy udać się na Powszechną Wystawę Krajową, która trwała właśnie w tym majowym czasie i gromadziła liczną publiczność, zarówno z kraju, jak i zagranicy. Że była wydarzeniem wielkiej wagi - tego ukryć się nie da i wątpić nie można. Podsumowania pełne były komplementów kierowanych pod adresem jej organizatorów. Moją uwagę zwróciła jednak pewna skromna gazetka, gdzie sprawę potraktowano nieco inaczej.

.
Ilustracja z: "Pewukowe Wieńcowe i "Hocki-klocki"", wyd. Towarzystwo Czytelni Ludowych w Poznaniu, 30 września 1929

"Nie zobaczę Cię już i dlatego rozstanie jest tak bolesne. Wrosłaś w nasze serca, stałaś się nam drogą wysokiemi swojemi zaletami. Bo cóż! Byłaś poważna i stateczna, a jednak nie nudna, jak owe ośmieszone przez Moliera sawantki. Robił się ruch dokoła ciebie, zwoływałaś ku sobie całą Polskę, budowałaś zachwyt swoich i obcych. A przytem pamiętałaś i o rozrywkach, czarowałaś wdziękiem i humorem na rewjach i Wesołem Miasteczku"* - pisał o PeWuCe niczym o najpiękniejszej i najbardziej wyjątkowej gospodyni dr Marian Chełmikowski w jednodniówce wydanej z okazji zamknięcia Powszechnej Wystawy Krajowej, która ukazała się pt. Pewukowe Wieńcowe i Hocki-klocki 30 września 1929 roku. Nie brakuje tu, rzecz jasna, pochylenia się nad walorami PeWuKi i smutku, że wystawa zostanie zamknięta, ale oprócz tego jednodniówka zawiera treści żartobliwe, z przymrużeniem oka czy wręcz prześmieczwo traktujące zarówno Powszechną Wystawę Krajową, jak i osoby, dzięki którym tak wielka inicjatywa została zrealizowana.

Jak bowiem inaczej tłumaczyć, że kilka stron dalej widzimy karykaturę przedstawiającą prezydenta Cyryla Ratajskiego opatrzoną wiele mówiącym podpisem: "Jak Twardowski zawieszony między niebem...powodzenia i zaszczytów, a ziemią...trosk i kłopotów"? W istocie siedzi tu Ratajski nad miastem, na księżycu w kształcie rogala i z przewodnikiem po PeWuCe w dłoni. Czy myślał już wówczas o kłopotach, jakie po zamknięciu Wystawy zwalą mu się na głowę? Czy przeczuwał, że oponenci jego sukces będą próbowali obrócić przeciwko niemu?

Dalej widzimy Stanisława Wachowiaka, naczelnego dyrektora Powszechnej Wystawy Krajowej. W "Tece karykaturzysty" i dla niego znalazło się miejsce. Oto w stroju czarodzieja i różdżką w dłoni odprawia zaklęcia. Jakie? Nikt nie wie, choć domyślać się można, szczególnie, gdy spogląda się na podpis: "Wynalazł następującą magiczną receptę na organizowanie wystaw: Dużo, bardzo dużo gadać / Jak ocean płyną słowa.../ Ludzie robią, robią, robią.../ I wystawa już gotowa".

Czyżby autor zarzucał dyrektorowi, że jego działania polegały tylko na gadaniu, podczas gdy najpoważniejsza robota leżała w rękach robotników, stawiających pawilony w tempie iście błyskawicznym?

Oberwało się także Sewerynowi Samólskiemu, członkowi zarządu PeWuKi. Tutaj, przyznajmy to szczerze, posłużono się niesmaczną aluzją do gabarytów tego jegomościa! Potężny brzuch zdaje się wychodzić na plan pierwszy, a podpis: "Istotnie ciężki. Jest co dźwigać" - bardziej odnosi się właśnie do tej cechy ciała Samólskiego, aniżeli do trzymanego przez niego w dłoniach urządzenia z napisem "PWK".

Kolejna karykatura przedstawiała dyrektora administracyjnego przedsięwzięcia - Leona Szczurkiewicza, który trzymając papierosa, rozmawiał przez telefon. Rozmowa musiała być bardzo emocjonująca. Podkreślają to błyskawice wydobywające się z jego uszu i ust, a także podpis: "Kontakt - później krótkie spięcie / Wszystko strzela, błyska, pstryka / Tu zebranie, tam przyjęcie / Tryska ze mnie elektryka".

Dyrektor finansowy PeWuKi, Leon Mikołajczak, przedstawiony został w otoczeniu wyciągających się ku niemu dłoni proszących, jak się zdaje, o pieniądze. Jaka była odpowiedź dyrektora? Ano figa. Pokazana jedną i drugą ręką. Mina również sama mówi za siebie - zdeterminowana, jasno sugeruje, że nikt tutaj nic nie dostanie, choćby nie wiem, co się miało dziać. A potwierdza taką interpretację kolejny sugestywny wierszyk pod spodem: "Chcesz pieniędzy bracie? Figa! / Dla Pewuki pieniądz wszystek / By zaś nie musiała potem / Ubrać wstyd w figowy listek".

Zawalonego papierzyskami i w pocie czoła skrobiącego coś na kartce papieru przedstawiono szefa propagandy PeWuKi - redaktora Antoniego Krzywego. Tu podpis pojawił się krótki: "Pan naczelnik - to ja...".

Ostatnia ofiarą karykaturzysty był redaktor Stanisław Kucik, pełniący obowiązki naczelnika Wydziału PWK. Pokazano go w sytuacji, którą trudno nawet skomentować. Sprawa przedstawia się bowiem tak, że naczelnik stoi na krześle i intensywnie przygląda się figurce postawionej na półce, gdzie oprócz niej znajdują się także tomy encyklopedii. Pod obrazkiem widnieje rymowanka, sugerująca może, że jakieś uchybienia, które powstały w trakcie przygotowań PeWuKi, nie zostały zauważone, a uwaga wszystkich skupiona została tylko na pozytywach: "Ani oko nie widziało, ani oko nie słyszało / Wszystkim się nam dobrze działo...".

Jakby tego było mało, dalej opublikowano żarty związane z samą wystawą. Pierwszy dotyczy sposobu traktowania gości hotelu "Polonia", który wybudowano specjalnie z okazji Powszechnej Wystawy Krajowej. Elegancki, dobrze urządzony gmach gwarantował przyjezdnym udany wypoczynek. Jak sugeruje opatrzony rysunkiem dowcip, nie każdy mógł jednak liczyć na wysoki poziom obsługi. Zainteresowaniem pracowników cieszyć się mógł na przykład bogaty gość, który przybył do Poznania ze Stanów Zjednoczonych. Tabun lokajów, hotelowy boy i służąca z uniżonością przyjęli go w progach hotelu. Inaczej już rzecz się miała z niepozornym człowiekiem w mundurze, który przybył z Łucka. Pod tym wszystkim umieszczono ironiczny podpis: "Gościnność w hotelu "Polonia"". Kolejne żarty również są podszyte szyderstwem. "Szczęście Pewuki uśmiecha się każdemu - ironicznie" - czytamy. Albo: "Czego obawia się Prezydent Ratajski po zamknięciu Wystawy? Trzęsienia ziemi". Lub: "Czego najwięcej w biurze zagubionych rzeczy na Pewuce? Straconych głów, do których nikt nie chce się przyznać".

Nie brakuje w jednodniówce artykułów, z których wyłania się pozytywny, choć może ujęty w nieco lżejszą, z przymrużeniem oka traktowaną formę, odbiór Powszechnej Wystawy Krajowej. Tekstów pochlebnych nie brakowało właściwie nigdzie. Trudno się zresztą dziwić. Jednak chyba zawsze dobrze, kiedy czyjeś dowcipne, może i krytyczne trochę oko zagląda tam, gdzie rzadko komu zajrzeć się zdarza. Wszak istnieje przecież zazwyczaj druga strona medalu.

Justyna Żarczyńska

*we wszystkich cytowanych wypowiedziach została zachowana pisownia oryginalna

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020