Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA: Kobiety, mężczyźni i radio

Tak się czasem zdarza, że chciałoby się napisać coś doniosłego i "ku chwale", szczególnie w obliczu pięknych rocznic, bo jakże to nie pochwalić, nie wspomnieć z aprobatą, że powstało wiele lat temu coś na ówczesne czasy nowatorskiego i nowoczesnego? A tymczasem los robi psikusa i wzrok szukający punktu zaczepienia, aby właśnie w tak doniosłym tonie wspomnieć o robiącym wrażenie jubileuszu, zatrzymuje się na czymś, co potem przekreśla jakiekolwiek szanse na popełnienie takiego tekstu.

.
Montaż urządzeń technicznych Radia Poznańskiego, 1927, ze zb. Narodowego Archiwum Cyfrowego

Znaleźć wielostronicowe i pełne podniecenia artykuły o uruchomieniu 24 kwietnia 1927 roku Poznańskiego Radia jest niezwykle łatwo. I proszę mnie źle nie zrozumieć - nie neguję w żadnym wypadku zasadności tego podniecenia ani tego, że warto o tym każdego roku wspominać! Jednak, kiedy wzrok mój padł na pewien tytuł, a potem zaczął wędrować po treści interesującego felietonu - odwrotu dla mnie nie było.

"Jeżeli tak spojrzeć na sprawę z góry i z odległości, to mogłoby się wydawać, że z pań jedynie speakerki oraz śpiewaczki mają styczność ze światem radja. Bo kto słyszał kiedy o radjoamatorkach? Trudno sobie nawet takie stworzenie wyobrazić" - czy można przejść obojętnie wobec takich słów? Jeśli to mało, czytajmy dalej: "Pomyślmy, jakby wyglądała kobieta, budująca sobie, dajmy na to, detektor? Przyzwyczailiśmy się już coprawda* do kobiety palącej "Damesy", przyzwyczailiśmy się do damy, kierującej Rolls-Roycem, przez jakiś czas przyzwyczajano nas nawet do konduktorów tramwajowych rodzaju żeńskiego, ale kobieta, zajęta konstrukcją naprzykład 5-lampowej neutrodyny, wyłączającej stację lokalną?! Coś się w nas wzdryga i otrząsa na samą myśl o takim obrazie!". Zapyta ktoś: skąd to się wzięło? Odpowiadam więc, że felieton ten pod znamiennym tytułem Kobiety a radjo opublikowano w "Tygodniu Radjowym" (nr 3/1928). Kto go napisał? Nie wiem. Niewiele mówią inicjały "uj" na końcu tekstu. Czy jednak nie jest tak, że gdyby poglądy tu przedstawione uznano za skrajnie kontrowersyjne i obraźliwe, nie ukazałyby się w poczytnym czasopiśmie, które dotyczyło zarówno narzędzia rozrywki, jakim było radio, jak i kultury, którą popularyzowało? Może więc wiele było osób, które mogłyby się pod nimi podpisać?

Smaczków w dalszej części nie brakuje. Gotują krew w żyłach, ale i powodują konsternację - żart to czy też nie żart? Kpina? A jeśli tak to z kogo? Czy z kobiet tylko? A może z mężczyzn? Dwuznaczne wydaje się to wszystko, szczególnie kiedy padają i takie słowa: "Czyżbyśmy (zbliżcie się, powiem wam to na ucho), czyżbyśmy aż tak bardzo nie wierzyli w "damską" inteligencję? Śmiejecie się. Zapewne, zapewne, bajka o małej wadze kobiecego mózgu została już obalona... Ale jak między nami mówiąc: czyż zdanie nasze o poziomie umysłowym niewiasty uległo przez tę rewelację naukową jakiejkolwiek zmianie? Trudno wyleźć z tej kwestii. Chciałoby się nie być w sprzeczności z prawdą, i chciałoby się równocześnie nie narażać na miano impertynenta. Bo najsilniej nas przecież boli słuszność bliźniego. A w dodatku najbardziej mściwe są właśnie kobiety". I gdyby nie to ostatnie zdanie można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że autor ironizuje tu raczej na temat mężczyzn i ich zakotwiczenia w błędnym przekonaniu o wątłej sile kobiecego umysłu. Nie dość jednak, że to ostatnie zdanie jednak padło, to i dalej nie jest lepiej, gdy czytamy, że "płeć tzw. piękna poleci za jedną tylko nowością odrazu, za modą krawiecką, za nowym fasonem kapelusza"!

O cóż tu chodzi właściwie, gdy autor wspomina o "nowościach" i dlaczego? Wychodzi on bowiem z przekonania, że kobiety później od mężczyzn zaczynają fascynacją darzyć nowinki w świecie techniki. Przykładem od tajemniczego felietonisty jest nawet kino, do którego ponoć kobiety nie żywiły początkowo przekonania, dopiero później nabrawszy do niego sympatii. I to na tyle, że "obecnie zobaczyć już można w kinie także i poważne matrony, a rzecz ciekawa, najczęściej same lub z przyjaciółkami, nigdy prawie a przynajmniej bardzo rzadko w męskim "otoczeniu"". To przekonanie do nowości rodziło się w kobietach dopiero dziwnym trafem wtedy, kiedy już sami mężczyźni odchodzili od zainteresowania tymi nowościami, poszukując kolejnych atrakcji i ujścia dla swojej wynalazczej pasji oraz potencjału. Nie inaczej miało być z radiem, które panie początkowo traktowały jako niebezpieczny pochłaniacz męskiego czasu i źródło negatywnego wpływu na życie domowe.

Po roku od uruchomienia poznańskiej radiostacji mijał już według "uj" szał na radio, zelżała fascynacja, mężczyzn opuszczała obsesja. Fabryki produkujące radioodbiorniki oraz instalatorzy, w mgnieniu oka montujący je w mieszkaniach, odbierali dotychczasową pasję jako wynikłą z chęci unowocześniania i tworzenia. I paradoksalnie, właśnie wtedy to w kobietach obudziła się sympatia do korzystania z tego niezwykłego urządzenia. Co je w tym ostatecznie urzekło? Udoskonalone odbiorniki, ulepszone programy, ilość stacji nadawczych, częstotliwość rozmaitych audycji.

Tym samym doszło więc do sytuacji, kiedy radio stało się chlebem powszednim, czymś zwyczajnym, choć nadal atrakcyjnym, to już nie tak fantastycznym. Nie wzbudzającym w mężczyznach emocji związanych z wynalazczością, a kobiety przyciągającym tylko ze względu na efekt niesiony przez radiowe fale. Taki stan rzeczy autora felietonu skłonił do wysunięcia wniosku, że "niema radjoamatorek, jak ich nie było nigdy, ale niema też prawie i radjoamatorów. Są tylko słuchaczki i są słuchacze".

Tak oto refleksje na temat radia stały się tłem dla rozważań o kobietach i mężczyznach, podążaniu za modą i tym, jak szybko ona powszednieje. Ciekawe, co dziś na ten temat powiedziałby nasz felietonista?

Justyna Żarczyńska

*we wszystich cytowanych wypowiedziach została zachowana pisownia oryginalna

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020