Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA. Kobiecy głos radia

Niniejszy tekst traktować należy jako pewnego rodzaju kontynuację wątku, który podjęty został w ostatnich Zapiskach z lamusa. Będzie więc i o radiu, i o kobietach. Poznańskie Radio przemawiało bowiem głosem, a raczej głosami, znakomitych spikerek.

.
Gabriela Krygier-Bernacka, ok. 1928, ze zb. Narodowego Archiwum Cyfrowego

"Nie myślałam o zapowiadaniu kiedykolwiek w radjo, gdy na początku powzięcia myśli realnej wybudowania tutejszej stacji w połowie czerwca 1926 r. polecił mi obecny dyrektor, p. K. Okoniewski, wykonanie pisemnych prac organizacyjnych. Jestem wobec tego też najstarszą współpracowniczką "Radjo Poznańskiego""* - pisała o sobie Barbara Jurkówna, której cała wypowiedź na temat pracy w radiu ukazała się w ramach cyklu Speakerzy polscy o sobie na łamach "Tygodnia Radiowego" (nr 25/1928). I tu rodzi się pytanie odnoszące się do artykułu Kobiety a radio cytowanego w poprzednich Zapiskach z lamusa, gdzie jego autor jasno sugerował, że udział kobiet w rozwoju radiofonii był w gruncie rzeczy żaden, bo panie nie przejawiały tak charakterystycznej z kolei dla mężczyzn (w jego mniemaniu) chęci działania i wynalazczości, skupiając się raczej na słuchaniu. Anonim przyznał, co prawda, że wśród spikerów pojawiają się także kobiety, jednak fakt ten nie wydał mu się wart poważniejszego potraktowania. I o ile dla niego nie była to sprawa istotna - dla mnie wręcz przeciwnie.

A wszystko dlatego, że panie wespół z innymi pracownikami brały odpowiedzialność za realizację zadań, które w ostatecznym rozrachunku doprowadziły do tego, że radio w ogóle uruchomiono i że później spotkało się ono z takim entuzjazmem. Przykładem jest właśnie Barbara Jurkówna, która podejmując się pracy organizacyjnej, wcale nie spodziewała się, że zostanie później radiową spikerką. Propozycja prowadzenia audycji pojawiła się dopiero po czasie. Poza tym - czy należy pomijać taki wkład w funkcjonowanie radia, gdzie rzeczą wielkiej wagi jest nie tylko to, że się słyszy, ale czego się słucha i jaki głos wydobywający się z głośników do nas dociera?

"Niemałe zatem przeszłam emocje, gdy pan dyrektor zlecił mi w maju ub. r. wzięcie udziału w nadprogramowych dialogach "w celu wypróbowania głosu". Sprawiały mi wówczas "pierwsze kroki" przed mikrofonem niejedne trudności. Obawa "wsypania się" wobec tysięcy niewidzialnych słuchaczy trapiła mnie niezmiennie" - wspominała dalej Jurkówna, dając tym samym wyraz tym wszystkim przeżyciom, jakie towarzyszą zapewne niejednemu, o ile nie wszystkim, dziennikarzom i spikerom i dzisiaj, kiedy wiedzą, że zmierzyć się będą musieli z oceną kapryśnej nieraz publiczności. Nie inaczej było wtedy, gdy radio dopiero raczkowało. Tym bardziej, że słuchowiska mają przecież swoją specyfikę, pozbawione są spontanicznej interakcji między tym, kto mówi, a tym, kto słucha. Przyszła spikerka z czasem nabyła odwagi i pewnej ogłady, a słowa otuchy ze strony współpracowników utwierdzały ją w przekonaniu, że warto, by swojego głosu użyczała Radiu Poznańskiemu.

"Z wygłaszania nadprogramu postąpiłam na speakerkę zastępczą. Była to już trudniejsza rola, gdyż nie można być jako speakerka mechanicznym automatem, wypowiadającym tylko to, co znajdzie "na papierze". Zachodzą bowiem sytuacje, gdzie speakerka musi sama "od siebie" coś zapowiedzieć, coś wykombinować. Lecz i w tej sytuacji z czasem "znalazłam się", wskutek czego postąpiłam na stopień "głównej speakerki" radiostacji poznańskiej" - opowiadała nasza bohaterka, która w dalszej części tekstu wspominała też o trudnościach wpisanych w ten zawód. Mylił się więc ten, kto w oczywisty sposób deprecjonował znaczenie pracy spikerek, jakby chciał wręcz machnąć ręką i powiedzieć: "Ach, no tak - spikerki... Ale co to za wielkie wyzwanie? Co to za wkład dla radia?". "Od "zachowania się" speakerki przed mikrofonem zależy bardzo często powodzenie radiostacji. Musi się ona zawsze odpowiednio "nastrajać" - a nie zawsze to, niestety, można! Nie zawsze bowiem jest człowiek zdolny do odpowiedniego wystąpienia, by radiosłuchacze się nie nudzili zwykłem powtarzaniem jednych i tych samych zwrotów, często powracających tytułów, nazwisk itd.".

Jurkówna miała więc intuicję, że od tej wyjątkowej umiejętności nawiązania kontaktu ze słuchaczami zależało to, czy z przyjemnością zasiądą przy swoim radioodbiornikach ponownie. Spikerka wiedziała także, że wciąż zdarzają się zakłócenia i problemy podczas audycji oraz zapowiedzi programów. Zwróciła jednak przy tym uwagę na fakt bardzo nowoczesnego, jak na tamte czasy, wyposażenia i przygotowania jej miejsca pracy, ponieważ audycje prowadzone były w specjalnym, osobnym pokoju, który gwarantował, że mikrofony nie wychwytywały niepożądanych i mogących rzutować na odbiór dźwięków z zewnątrz.

"Powracając do tematu, mogę zatem zapewnić, że zajęcie moje obecne spełniam z wielkiem zamiłowaniem, mając każdorazowo przeświadczenie, że tysiące osób nieznanych mnie słuchają, dla których odczuwam wiele, wiele sympatji i wdzięczności. Uczucie to wpływa z wielkiej ilości listów z kraju i zagranicy w uznaniem dla mej pracy jako speakerki. Również i "surowa" Prasa, której się najwięcej bałam, odnosi się do mnie przychylnie. Stąd pochodzi też moja pewność obecna przed mikrofonem, sprawiająca normalne, bez tremy i zakłopotania wygłaszanie" - kończyła wywód.

Nie da się tym samym zaprzeczyć, że kobiety na radio miały jednak wpływ i nie unikały pracy nad upowszechnianiem radiowych audycji. Nie można też wątpić, że miały równocześnie świadomość powagi sytuacji i znaczenia radia. Pamiętajmy bowiem, że Barbara Jurkówna nie była jedyną poznańską spikerką. Obok niej uznaniem cieszyła się również Maria Prusinkiewicz i Gabriela Krygier-Bernacka, co dobitnie świadczy o tym, że kobiety stały obok kolegów również po tej drugiej, czynnej stronie barykady, użyczając Poznańskiemu Radiu swoich głosów.

Justyna Żarczyńska

*we wszystkich cytowanych wypowiedziach została zachowana pisownia oryginalna

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020