Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Poznański wstyd Gierka

Edward Gierek do końca życia wstydził się, że w czerwcu 1956 roku w Poznaniu musiał ukryć się przed zbuntowaną "klasą robotniczą" w szafie.

.
Poznań, czerwiec 1956 r., pogrzeb poległych funkcjonariuszy UB i żołnierzy. Edward Gierek w środku na drugim planie, obok (z lewej) Józef Cyrankiewicz, fot. Archiwum IPN

W połowie lat 50. Gierek robił szybką karierę w strukturach partii. Był jednym z młodszych członków najwyższych władz PZPR, świeżo upieczonym sekretarzem Komitetu Centralnego ds. ekonomicznych. Uchodził za sprawnego i rzutkiego działacza partyjnego, który potrafi rozładowywać napięte sytuacje. Zanim zjawił się w Poznaniu, uspokoił nastroje strajkowe na Śląsku - potrafił zjechać pod ziemię i porozmawiać z górnikami. "Tak się złożyło, że byłem głównym gaśnicowym w czasie wielkich napięć społecznych (...). W poznańskim Czerwcu również próbowałem zapobiec strajkom, niestety, przyjechałem, gdy miasto było już w ogniu" - opowiadał Gierek w Przerwanej dekadzie, wydanym w 1990 r. wywiadzie rzece, spisanym przez Janusza Rolickiego. Pewien epizod z czerwca 1956 roku był dla niego tak przykrym doświadczeniem, że nigdy się nim nie pochwalił.

Wyciągnęli go z auta

W czwartek 28 czerwca 1956 r. rano poznańscy robotnicy wyszli na ulice z transparentami: "Chcemy chleba", "Chcemy jeść", "Precz z ruską demokracją". Żądali obniżenia wyśrubowanych norm produkcyjnych oraz wypłaty potrącanego od lat podatku i podwyżek. Gdy weszli na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, obecni tam korespondenci zachodniej prasy wysłali w świat sensacyjne relacje o robotniczym buncie w Poznaniu. Pod Wojewódzkim Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego trwały już walki, kiedy do Poznania dojeżdżał właśnie 43-letni wówczas Edward Gierek. O wybuchowej sytuacji w Poznaniu dowiedział się poprzedniego dnia od Mariana Czerwińskiego, wiceprzewodniczącego Centralnej Rady Związków Zawodowych. "Natychmiast po otrzymaniu sygnału, że szykuje się strajk, skontaktowałem się z Ochabem (wówczas I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR - red.), a Czerwińskiego prosiłem, aby nakłonił Stasiaka, sekretarza partii w Poznaniu, o bezpośrednią interwencję u niego. I sekretarz, jak wywnioskowałem z rozmowy, nie odczuwał jednak zbyt wielkich obaw z powodu niepokoju w Poznaniu" - wspominał po latach Gierek. Mimo to Gierek postanowił pojechać samochodem do Poznania. 28 czerwca 1956 r. o piątej rano wyjechał z Warszawy. Około godz. 10 był pod Poznaniem - i od razu trafił w sam środek wydarzeń: "Dojechałem tylko do rogatek miasta, bo zatrzymała mnie pikieta strajkowa. Stamtąd więc pieszo poszedłem pod Komitet Wojewódzki, który był już zdemolowany, a po ulicach krążyły grupy młodych ludzi i robotników z biało-czerwonymi sztandarami".

Gierek nie poszedł dobrowolnie - demonstranci wyciągnęli go z auta i musiał iść razem z nimi. Nikt nie wiedział, że to sekretarz KC. Wraz z pochodem robotników Gierek doszedł na Stary Rynek, a potem do gmachu Wojewódzkiej Rady Narodowej (w zamku). Tam dowiedział się, że zdemolowana została komenda Milicji Obywatelskiej, a także więzienie, a najaktywniejsi demonstranci poszli pod Urząd Bezpieczeństwa na ul. Kochanowskiego.

W pokoiku, czyli szafie

Gierek chciał połączyć się telefonicznie z Ochabem, ale nie zdążył. Do budynku wpadli robotnicy ze sztandarem w dłoniach. Chcieli rozmawiać z przewodniczącym WRN, w którego pustym gabinecie przebywał akurat sekretarz KC. Demonstranci byli rozjuszeni i gdyby odkryli, kim jest Gierek, mogłoby dojść do linczu na wysoko postawionym przedstawicielu partii. Sytuację - i towarzysza - uratowała przytomna sekretarka, która schowała go i przebywającego z nim Czerwińskiego w dwóch dużych szafach.

Gierek w swoich wspomnieniach opowiadał potem oficjalnie, że został ukryty "w pokoiku recepcyjnym". Janusz Rolicki, autor wywiadu rzeki z Gierkiem, ujawnił jednak po latach, że Gierek i Czerwiński musieli się ratować zdecydowanie mniej honorowo. Gierek wspominał: " (...) To nie byli robotnicy, lecz rozgorączkowani ludzie".

"Po ich wyjściu zadzwoniłem do Ochaba, by zdać mu sprawozdanie z powagi sytuacji. Na pytanie, czy należy użyć broni, odpowiedziałem, że należy za wszelką cenę uniknąć rozwiązania zbrojnego" - wspominał późniejszy I sekretarz KC PZPR. "Gierek był tą szafą bardzo zawstydzony. On, późniejszy szef partii, musiał się chować do szafy! Prosił mnie, by o tym nie pisać" - przyznał kilka lat temu w wywiadzie prasowym Rolicki. Gierek utrzymywał, że 28 czerwca 1956 r. w rozmowach z Warszawą opowiadał się za pokojowymi rozwiązaniami. Nie miał jednak na to wpływu - już o godz. 10 Biuro Polityczne KC PZPR wydało decyzję o siłowym stłumieniu buntu. Gierek był w tych rozgrywkach statystą. Robotniczy protest rozbili żołnierze dwóch dywizji pancernych i dwóch dywizji piechoty. W walkach zginęło w sumie 57 osób.

Gierek przemawiał następnego dnia na pogrzebie poległych ubeków i żołnierzy na Cytadeli: "Stojąc dziś nad ich mogiłami, w świętym gniewie i oburzeniu przyrzekamy, że uczynimy wszystko, aby przykładnie ukarać sprawców ich śmierci!" - groził. Następnie pojechał z premierem do szpitala wojskowego, by odwiedzić 31 żołnierzy, "ranionych podczas walk ze zbrojnymi grupami dywersantów".

"Kto się opierał, to w mordę"

Ale to nie koniec związków Gierka z poznańskim protestem. Latem 1956 r. władze partii powierzyły mu opracowanie raportu o tragedii. Kierowana przez niego komisja pracowała w Poznaniu od 29 czerwca. 3 lipca 1956 r. Gierek przedstawił wstępną ocenę: "Było niezaprzeczalne, że wydarzenia poznańskie miały charakter wrogiej, antyludowej dywersji i prowokacji politycznej. Były dywersją (...) przygotowaną i kierowaną przez wrogi ośrodek". Zgodnie z oficjalną wykładnią wspomniał o bojówkach, które miały zmuszać robotników do strajku i demonstracji. "I o pikietach, które stały na wszystkich wylotach miasta, jak również na prawie wszystkich ulicach i zatrzymywały, proszę was, komunikację w mieście (...) wyciągały ludzi, kto się opierał, to w mordę, prawda, i do widzenia" - przekonywał z trybuny. I oskarżył poznańską organizację partyjną o to, że z jej grona wywodzili się "prowodyrzy" zajść.

10 lipca 1956 r. Biuro Polityczne zatwierdziło raport Gierka. "Raport był tendencyjny i zakłamany. (...) Zgodnie z poglądami ówczesnego kierownictwa partii, bunt robotników przeciwko władzy ludowej nie mógł wynikać z błędów systemu socjalistycznego, a więc musiał być sprowokowany i kierowany przez imperialistycznych wrogów" - napisał prof. Edmund Makowski w książce Poznański Czerwiec 1956. Pierwszy bunt społeczeństwa.

Piotr Bojarski

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020