Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

MY NAME IS POZNAŃ. Stare dusze, młody gniew

- Manhünt to jedynie wizja przyszłości zwykłego młodego człowieka, obserwującego to, co dzieje się na świecie. Uważamy, że wszystko idzie ku najgorszemu, a nasze teksty są formą ostrzeżenia - mówią Mikołaj Wąsowicz, Sebastian Koput, Szymon Tempłowicz i Stanisław Gauza, tworzący poznański, thrashmetalowy zespół Manhünt, który niedawno wydał swoją debiutancką płytę "Offensive Characters".

. - grafika artykułu
Manhunt, fot. materiały prasowe

W dniu Wszystkich Świętych minionego roku ukazała się Wasza debiutancka płyta. Przesłuchałem ją kilka razy i wciąż zadawałem sobie pytanie: ile Wy macie lat? Jesteście bardzo młodą ekipą, a brzmicie jak stare dusze. Skąd u Was miłość do właśnie takiego grania?

Mamy po 19, 20 i 23 lata, a zamiłowanie do takiej muzyki zawdzięczamy naszym ulubionym zespołom, takim jak Decapitated, Sodom, Death i Wehrmacht. Chcemy grać w podobnych klimatach, żeby być częścią tego metalowego świata.

A co jest w nim dla Was najfajniejsze? Co daje Wam właśnie ta przestrzeń, nie tylko od strony twórczej, ale po prostu życiowej, prywatnej?

Od strony twórczej to dla nas dowolność tematyki oraz wolność liryczna. Od prywatnej - świetna okazja do odnalezienia siebie oraz rozładowania emocji.

Nie ma wątpliwości, że "Offensive Characters" to przede wszystkim frontalny atak thrashu - jak sami zauważacie, pomysł na granie w duchu przywołanego wcześniej Sodomu, ale też Slayera czy Death z pierwszych lat ich działalności. Startujecie z podobnego punktu wyjścia, ale w zupełnie innej rzeczywistości. Na ile to świadomy dialog z tamtym, dawnym momentem w historii metalu, a na ile naturalna potrzeba grania ostro i bezpośrednio dziś - już bez tej samej społecznej i kulturowej otoczki, która towarzyszyła tamtym zespołom na początku lat 80.?

Świadomie nawiązujemy do klasyków gatunku i wczuwamy się w klasyczne, brudne granie, ponieważ brakuje nam tej muzyki i tej atmosfery. Dzisiejszy świat jest przesiąknięty komercją i pustką oraz niezaspokojoną żądzą zarobku. Mało kto robi muzykę, bo ją lubi i naprawdę czuje.

Dziś mówi się o swego rodzaju kryzysie metalu i rocka, zwłaszcza względem choćby lat 90. Jeśli rzeczywiście jest coś na rzeczy, to co powiedzielibyście ludziom, którzy jak dotąd nie chcieli się nawet o niego otrzeć, by spróbowali dać szansę tej muzyce?

Uważamy, że jedyne, co możemy zrobić, to pokazać im naszą twórczość albo twórczość innych zespołów tego gatunku i liczyć na to, że im się spodoba. Metal jest na tyle "nietypową" muzyką, że jeśli komuś naprawdę się nie podoba, to jego zdania praktycznie nie da się zmienić.

Tytuły takie jak "Lepper Brain", "Napalm in Shanghai", "Hunger" czy "Burning Pages" brzmią jak hasła wyjęte z głowy przegrzanej informacjami, historią i bieżącą przemocą świata. Jesteście bardzo młodym zespołem - ta agresja jest reakcją na rzeczywistość, w którą właśnie wchodzicie czy raczej sposobem na jej uproszczenie i nadanie jej czytelnych konturów w muzyce, która z definicji nie zostawia wiele miejsca na niuanse?

Wąsu [Mikołaj Wąsowicz - przyp. red.] - odpowiadający u nas za gitarę rytmiczną, wokal i teksty - jest zapalonym fanem historii, w szczególności II wojny światowej oraz okresu powojennego. Swoje teksty pisze z perspektywy zwykłego człowieka, który zostaje wciągnięty w całą tę machinę wojenną, prowadzoną przez ludzi stojących nad nami, kierujących się wyłącznie własnym interesem. Teksty oparte na przeszłych doświadczeniach mają uświadamiać ludziom, co może nas czekać, jeśli wszystko będzie szło w tym samym kierunku.

Jaka jest Wasza największa obawa? Że historia zatoczy koło?

Trudno odpowiedzieć, zważywszy na to, że nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Teksty Manhünt są jedynie wizją przyszłości proponowaną przez zwykłego młodego człowieka, obserwującego to, co dzieje się na świecie. Skupmy się jednak na teraźniejszości i na tym, co obecnie wydarza się wokół nas. A wydarza się wiele, weźmy chociażby atak Stanów Zjednoczonych na Wenezuelę. Uważamy, że wszystko idzie ku najgorszemu, a nasze teksty są formą ostrzeżenia.

Kogo albo co uznajecie za tytułowe "ofensywne postaci"? To konkretni ludzie, systemy i idee czy raczej pewien typ mentalności, z którym regularnie się zderzacie?

"Offensive Characters" ma na celu wzniecić wewnętrzny bunt zwykłego obywatela przeciwko ludziom, którzy nami rządzą, odbierają nam wolność i dyktują warunki życia. Uważamy, że wszystkie aspekty codzienności są poniekąd kontrolowane przez polityków oraz właścicieli korporacji, z czym absolutnie się nie zgadzamy i co chcemy piętnować.

Kiedyś o muzyce - nie tylko rockowej - mówiło się właśnie w kontekście buntu, że można nią realnie coś zmienić. Dziś to nadal może działać?

Naszym zdaniem tak, ponieważ w dzisiejszych czasach subkultura metalowa się odradza. Ludzie chcą nawiązywać do historii, ponieważ czują przesyt kulturą współczesną.

Czego najbardziej Wam dziś brakuje jako zespołowi dopiero wchodzącemu na scenę: przestrzeni, uwagi, sensu czy może poczucia, że to, co robicie, faktycznie coś zmienia? I czy to w ogóle jest Wasz cel, czy raczej liczy się wspólna, czysta radość z grania i nie oglądacie się na takie kategorie?

Siłą rzeczy jesteśmy zespołem muzycznym, więc naszym głównym celem jest granie koncertów i tworzenie własnego materiału, którego słuchanie sprawia nam przyjemność. Oczywiście chcemy się też wyżyć - zarówno emocjonalnie, jak i życiowo, także w sensie finansowym. Jesteśmy jednak młodą, wciąż początkującą kapelą, więc ta druga rzecz to na razie marzenie, które być może kiedyś uda się zrealizować.

A na ile ważne jest dla Was to, że Wasza muzyka komuś się nie spodoba? Czy negatywna reakcja potrafi być równie cenna jak entuzjazm?

Jeśli jest to konstruktywna krytyka, wtedy traktujemy ją jako cenną wskazówkę dotyczącą tego, co można poprawić - niezależnie od tego, czy chodzi o muzykę, czy na przykład o prezencję sceniczną. Natomiast w przypadku typowego hejtu nie zwracamy na niego uwagi i idziemy przed siebie.

Poznań ma długą, momentami bardzo ciężką historię metalową. Czy ten lokalny kontekst jest dla Was w jakiś sposób istotny, czy na tym etapie to raczej tło niż punkt odniesienia?

Jak najbardziej - lokalna historia metalu ma na nas pewien wpływ, ale nie oglądamy się za siebie i staramy się skupiać na współczesnej scenie, rozwijać ją i dokładać swoją cegiełkę. Wąsu jest absolwentem technikum budowlanego, więc zna się na rzeczy. (śmiech)

Thrash metal ma swoją pułapkę: łatwo ugrzęznąć w autopilocie - coraz szybsze riffy, coraz ciaśniejsze schematy. Czego najbardziej chcielibyście uniknąć przy pracy nad kolejnym materiałem?

Chcielibyśmy uniknąć powtarzalności oraz monotematyczności. Uważamy, że debiutancki materiał jest dość różnorodny. Tym samym tropem pragniemy iść w przypadku kolejnego albumu.

Rozmawiał Sebastian Gabryel 

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026