Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Totemy mówią stop

Poznański street art wzbogacił się o nowe dzieło - instalację przestrzenną Alicji Białej, którą nazwała Totemami. Jest ich sześć i każdy zwraca uwagę na problem, z którym ludzkość musi się uporać, żeby przetrwać: eksploatację łowisk, nadprodukcję plastiku, wycinkę lasów, zanieczyszczenie powietrza, zużycie wody. W ten sposób artystka próbuje nawiązać nie tylko wizualny kontakt z odbiorcą. - Wydaje mi się, że ostatecznie sztuka taka powinna być - otwierająca, nie zamykająca. I nie nadąsana, że my jesteśmy lepsi i że to jest dla niewielkiego grona kuratorów, tylko żeby niosła ze sobą jakąś pozytywną emocję i chęć dialogu - mówi.

.
Totemy Alicji Białej stanęły między biurowcem Bałtyk a hotelem Sheraton, tuż przy wejściu do Przystani Sztuki, fot. Damian Christidis

Skąd w ogóle pomysł na zbudowanie takiej konstrukcji?

Chcieliśmy z Iwem [Iwo Borkowicz, współautor koncepcji i projektu] odwołać się do totemów, które historycznie były drewniane. Wydaje mi się, że bardzo podprogowo tutaj to czytamy, bardzo emocjonalnie, jako coś pierwotnego, pogańskiego, naszego i dla mnie to było bardzo ważne, aby ta instalacja wywoływała głębokie uczucia, których czasami nawet nie umiemy nazwać, ale każdy z nas chyba to ma, kiedy widzi coś tak folkowo pomalowanego, kolorowego, drewnianego, naturalnego. Wcześniej było bardzo dużo fajnych, ciekawych założeń, które mogły dać ciekawy efekt.  Próbowaliśmy na przykład zrobić coś z powtórnie wykorzystanego plastiku, ale od początku projekt miał łączyć sztukę z kryzysem klimatycznym, pospolitym ruszeniem i edukacją społeczną, a jak mamy mówić o ekologii i problemach zanieczyszczenia i potem to robić ze specjalnie na tę okazję wyprodukowanego plastiku!

Jak miała wyglądać plastikowa instalacja?

Miała być zrobiona z siatek foliowych. Wiadomo, że siatki foliowe są średnio używane przez 12 min, nigdy się nie rozkładają, tylko rozpadają na mikrocząsteczki i trwają w przyrodzie tysiące lat. O ile ich wcześniej nie zjemy, np. z rybą. Chcieliśmy sprasować kilka warstw foliówek, potem je zszyć w długie paski, które miały zwisać z sufitu w prześwicie hotelu Sheraton i poruszać się na wietrze. Chcieliśmy zachęcić poznaniaków, żeby oddawali siatki foliowe nam i zaczęli używać toreb wielorazowych. Chodziło nam o wygenerowanie ruchu społecznego, a jednocześnie zwrócenie uwagi na problem zanieczyszczenia ziemi plastikiem, który jest olbrzymi, a jego rozwiązanie naglące.

To drugi, po wizualnym, aspekt tej instalacji - ekologiczny, kto wie, czy nie ważniejszy od tego estetycznego. Po co Ci te wszystkie ekologiczne dobudówki, nie wystarczy, że jest kolorowo i radośnie?

Bardzo chciałam znaleźć jakiś balans. Z jednej strony chciałam, żeby to było czytane, z drugiej, żeby było do pewnego stopnia abstrakcyjne. Zanim pojawiła się koncepcja Totemów, oglądałam film dokumentalny o produkcji mięsa i wstrząsnęło mną to, że wielokrotnie czytałam artykuły na ten temat, ale w momencie, kiedy podaje mi się jakieś olbrzymie dane, ja sobie tego nie potrafię wyobrazić. A tam pokazywano proste diagramy, np. ile wody potrzeba do wyprodukowania iluś tam kalorii wołowiny i warzyw. Działanie na proporcjach. I z tego filmu i mojej świadomości, że po raz pierwszy zaczęłam rozumieć takie duże dane, z tej uproszczonej wizualizacji, która natychmiast do mnie przemówiła, zrodził się pomysł, aby problem recyklingu właśnie w ten wizualny sposób zaczął działać. Bardzo prosty, bo to, co niosą Totemy, to bardzo uproszczone dane, instalacja, która proporcjami mówi o bardzo ważnych tematach. Gdybyśmy to napisali na plakacie, nikim by to nie wstrząsnęło. W momencie, gdy można porównać proporcje, to może to już robić jakieś wrażenie. Potraktowałam problem bardzo personalnie i miałam potrzebę, żeby o tym mówić i żeby spowodować jakąś faktyczną zmianę, chociaż zainteresować. Co się poniekąd udało, bo o tym rozmawiamy.

Czy Piotr Voelkel, założyciel Fundacji Vox Artis i Fundacji Talenty, której jesteś stypendystką, i pomysłodawca zagospodarowania tej przestrzeni, próbował narzucić Ci jakąś koncepcję?

Ani on, ani Karolina Koziołek, prezes Fundacji, nie narzucali mi niczego i bardzo to sobie w nich cenię. To jest niebywała swoboda. Ten projekt jest o tyle niesamowity, że właściwie konceptualnie mogłam zrobić, co chcę. Oczywiście musiało się spodobać i musiałam swoją koncepcję obronić. Jednak nawet już w fazie wykończenia, pieszczenia się z detalem, cały czas słyszałam pytanie jak ja to chcę zrobić, jaki efekt chcę osiągnąć. I czy jestem zadowolona. To było podejście do tej pory zupełnie mi obce, bardzo fajne i wspierające. Chociaż na początku chyba myśleli, że zaproponuję jakieś malowanie, mural. Ja od razu wiedziałam, że to odpada i zaczęłam przestawiać mnóstwo różnych koncepcji, już takich bardziej przestrzennych.

Totemy powstawały dwa lata w specjalnie do tego celu wynajętej pracowni przy ul. Marcelińskiej. Przez media społecznościowe zapraszałaś do pracowni poznaniaków do wspólnej pracy. Jaki był cel tych działań?

Chodziło nie tylko o wspólne malowanie, ale o koncepcję wspólnotowości, gromadzenia się, aby rozmawiać o problemach, ale także o estetyce, zanim jeszcze Totemy ostatecznie powstały. Wydawało mi się to bardzo ważne.

Na spotkaniach w pracowni pokazywałaś filmy. Chciałaś przygotować przyszłego widza na odbiór Totemów?

Wybieraliśmy filmy, które mówią dokładnie o problemach poruszanych w projekcie, i z którymi byłam emocjonalnie związana, ponieważ to były pierwsze filmy dokumentalne, które oglądałam, zanim pojawiła się ta koncepcja albo w czasie jej początkowej realizacji. Pracownia na Marcelińskiej już nie funkcjonuje, właśnie tam sprzątamy, ale latem będziemy pokazywali kolejne filmy w Concordii i zapraszali różne osoby do dyskusji i na wykłady.

Prowadzisz edukację ekologiczną w szkołach. To kontynuacja projektu?

Zaczęło się od mojego młodszego rodzeństwa, kiedy koledzy z kasy mojej siostry przyszli do pracowni na Marcelińską. Mogli się wpisać do wnętrza brył, z których zbudowane są Totemy. Wcześniej swoją sentencję wpisał tam prezydent Poznania i im się bardzo spodobało, że oni też mogą to zrobić. Potem dostałam propozycję poprowadzenia zajęć w różnych szkołach. Opowiadam o tym, jak się pojawił pomysł Totemów, jak odczuwam potrzebę zmian w kwestii ekologii i środowiska, mówię o zagrożeniach związanych z zanieczyszczeniem ziemi plastikiem, o smogu, o Grecie Thunberg, która jest prawie w ich wieku, i jej strajku szkolnym. Zadziwia mnie, że to jest pokolenie wychowane z telefonem komórkowym, na którym mają dostęp do wszelkich informacji, a nic o tym nie wiedzą.

Jesteś zadowolona z Totemów i tego wszystkiego, co się wokół tego projektu dzieje?

Tak dużo o tym myśleliśmy, tyle było wokół tego nerwów, że chyba nie doszłam jeszcze do tego momentu, że mnie to cieszy. Jestem Totemami trochę zmęczona, bo wydaje mi się, że bardzo wiele osób próbuje ten projekt spłycić. Tymczasem trzeba do niego podchodzić stopniowo, czytać go i o nim rozmawiać. Ten temat wymaga skupienia. W Londynie, gdzie studiuję, projekt bardzo się spodobał, a tu mam wrażenie, że jednak ten oddźwięk jest stosunkowo mały. Dziwiłam się trochę, ale może to zawsze tak jest, że siedzisz zamknięta przez rok i coś mielisz i ci się wydaje, że to faktycznie wstrząśnie chociaż tym najbliższym środowiskiem, a tak nie jest.

Może stajemy gdzieś obok tych problemów, bo czujemy się bezradni?

Ludzie mówią, co to zmieni, kiedy ja zmienię jakieś przyzwyczajenie, zrezygnuję z przysłowiowej słomki i siatki foliowej, przecież są nas miliardy. I tak to działa. Co by było, gdyby wszyscy ludzie na świecie myśleli, że nic się nie da zmienić?

Masz propozycje na kolejne instalacje?

Założenie jest takie i to jest moje marzenie, żeby koncepcja Totemów pojawiła się w różnych miejscach na świecie. Żeby nie skończyło się na tych sześciu, bo wybierając te tematy, przerobiliśmy mnóstwo innych statystyk. Wystarczy zdecydować, którą statystykę chcemy wizualnie opracować i możemy to robić w innym miejscu. To jest gotowa koncepcja, która powstała razem z pomysłem na poznańskie Totemy i bardzo bym chciała, żeby się rozrosła. Ku mojemu zdziwieniu już teraz zaczęły się pojawiać propozycje, np. z Hanoweru. Fajnie by było, gdyby się z tego zrobiła seria, najlepiej w tej samej skali, w grupie lub czasami tylko jeden. Przygotowaliśmy angielski tekst do mediów zagranicznych, mojej uczelni bardzo zależy, żeby to szerzej pokazać. Kiedy projekt zacznie się rozrastać, będę się zwracała do konkretnych galerii, żeby może coś wspólnie zrobić. Dla mnie to jest bardzo istotne, bo bardzo się z tą koncepcją, ideologią zrosłam. Mam potrzebę mówienia o tych statystykach, o tych danych naukowych, ponieważ mam wrażenie, że mało kto zwraca uwagę na problem ekologii, nawet jeżeli są to osoby wykształcone, czytające, to jakoś przeskakujemy przez te informacje.

Zanim na dobre wrócisz do swojej londyńskiej szkoły czeka Cię jeszcze twórcza przygoda z festiwalem Malta.

Przygotowuję oprawę wizualną Operetty, która będzie finałem tegorocznej Malty. Jeden z moich kolaży do Polski Świetlickiego, Żyjesz w Matrixie, jest hasłem tego widowiska i znalazł się na promującym je plakacie. Tłem do Operetty będą animacje z wykorzystaniem kilku kolaży do Polski, ale będą tam też prace, które nie pojawiły się w książce, ani na wystawach i kilka zupełnie nowych. Pracuję nad tym, wiele kolaży jeszcze nie jest gotowych, wymyślonych. Nie stresuję się, że to zaraz, nie spieszę się. Kolaże - w przeciwieństwie do innych rzeczy, którymi się zajmuję - tworzy mi się lekko i szybko, intuicyjnie. Nie wysiaduję moich wycinanek polskich, same przychodzą.

rozmawiała Danuta Bartkowiak

*Alicja Biała - poznanianka, artystka wizualna, autorka kolaży do książki Marcina Świetlickiego Polska, murali na całym świecie, plakatów teatralnych, okładek płyt, projektów graficznych książek, studentka prestiżowej The Royal College of Art w Londynie. Pracowita, błyskotliwa, poukładana, z poczuciem humoru. Ma 24 lata.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019