Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Popracuj nad kolorem

Obecnie plakat funkcjonuje już zupełnie inaczej niż jeszcze dekadę temu. Komercyjnie stracił niezależność, stając się częścią składową kampanii reklamowych i reprezentacji wizualnej marek, wypracowywanej zazwyczaj przez studia graficzne i agencje reklamowe. Wciąż jednak pełni dość klasyczną funkcję w instytucjach kulturalnych, które wybierają do współpracy konkretnych artystów.

.
Plakat Szymona Szymankiewicza do opery "Carmen"

W kontekście sztuki plakatu Poznań zajmuje symboliczne miejsce na mapie Polski ze względu na tradycje związane z Uniwersytetem Artystycznym, gdzie Polska Szkoła Plakatu jest wciąż kontynuowana jako idea poprzez wywodzących się z niej plakacistów. - To nie tyle sposób projektowania, co myślenia o problemie przekazywanym przez to medium. Ważna jest skrótowość, synteza, podstawa do skonstruowania komunikatu, a sama wizualna strona jest już drugorzędna. - uważa Szymon Szymankiewicz, pracownik UAP i artysta grafik, asystent u prof. Eugeniusza Skorwidera, który tę samą funkcję pełnił w przeszłości u Waldemara Świerzego. Jednym z charakterystycznych powiedzeń profesora, oddającym te idee, jest zdanie: "Plakat powinien zatrzymać, żeby poruszyć". Szymankiewicz uważa, że plakat tak naprawdę dzieje się w głowie odbiorcy, bo to zbiór składników, które w mózgu łączą się w całość, gdy uśmiechamy się, zawstydzamy, zasmucamy.

Osobami dbającymi o to, by ten wyjątkowy język w świecie komunikacji wizualnej przetrwał, są absolwenci UAP. Bycie plakacistą to jednak dość rzadki, bo raczej nieopłacalny zawód. - Trzymam się trochę takiego spostrzeżenia, które zasłyszałam kiedyś na studiach: "Artysta sam się nagradza". Ale myślę, że projektowanie plakatów jest opłacalne również w finansowym wymiarze. Tu jednak wydaje mi się, że "trzeba mieć nazwisko", jakkolwiek dziwnie by to brzmiało. To znaczy, że zlecenia na plakaty otrzymują osoby, które już gdzieś zaistniały albo są bardzo w świecie plakatu uznane i otrzymują naprawdę dobre stawki. U mnie niestety jeszcze nie wygląda to w ten sposób - wyjaśnia Dominika Czerniak-Chojnacka, graficzka, ilustratorka i plakacistka.

Tradycja i animacje

Estrada Poznańska, która jest producentem wydarzeń popularnych skierowanych do masowej publiczności, w sferze plakatu reprezentuje myślenie bardziej tradycyjne, stawiając na współpracę z autorami. - Jako instytucja kultury staramy się dawać szansę młodym, zdolnym twórcom. Co jakiś czas robimy research, sprawdzając bieżące trendy i to, kto wśród naszych rodzimych twórców podąża za nimi. Są inicjatywy typu Kulturalny Stary Rynek, do której zatrudniliśmy mieszkańca Poznania Adama Questa. Były też kreski, które tak nas zachwyciły, że nawet jeśli autorka była z Gdańska, jak Anna Rudak, to i tak poprosiliśmy ją, by narysowała nam plakat Nocy Muzeów - mówi Patrycjusz Tomaszewski z działu marketingu Estrady.

Przez Estradę organizowany jest m.in. Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych Animator, w którym identyfikacja wizualna powstaje w dość nietypowy i ciekawy sposób. Grupa osób zajmująca się imprezą wybiera artystę spośród grona nagrodzonych w poprzednim roku animatorów, u którego zamawia stworzenie animowanej czołówki, oddającej temat przewodni kolejnej edycji. - To czołówka dyktuje kształt graficzny plakatu. Jej elementy są na tyle mocne i przyciągające uwagę, że czasem potrzebna jest tylko niewielka ingerencja grafika. Zdarza się też, że plakat powstaje od podstaw, ale i w takim przypadku musi on stanowić niezwykle ścisłe odzwierciedlenie estetyki czy "graficznego ducha" animowanej czołówki - wyjaśnia Filip Kozłowski, koordynator konkursu.

Jeśli chodzi o inne poznańskie instytucje kulturalne, teatry obecnie już raczej porzuciły myślenie o zamawianiu niezależnych plakatów do konkretnych produkcji. Zamiast tego korzystają z formy afisza, którego stały, łatwo rozpoznawalny wzór natychmiast informuje odbiorcę, gdzie wystawiane jest dane przedstawienie. Tu pomysłem jest więc stosowanie identyfikacji wizualnej nawiązującej do tradycji. Przykład? Teatr Wielki, który od 2016 roku współpracuje z Katarzyną Augustyniak, a od 2017 roku i Rozwodu Figara korzysta właśnie z takiej powtarzalnej formy graficznej.

Plakat jako część opowieści

Obecnie plakat uległ marginalizacji i zmienił swój oryginalny, bardziej niezależny charakter, w którym funkcjonował w przeszłości. Fundacje, które organizują w mieście festiwale kulturalne, nie traktują plakatu już tak autonomicznie jak kiedyś - jest on dla nich zaledwie częścią identyfikacji wizualnej, elementem strategii reklamowania wypracowywanej marki.

Fundacja Malta organizująca międzynarodowy festiwal teatralny Malta, który odbywa się w Poznaniu od 1991 roku, ma już za sobą czasy, gdy plakaty tworzyli dla niej niezależni artyści, tacy jak Kobas Laksa czy Marcin Liber. Dziś funkcjonuje w niej myślenie o budowaniu kompleksowej opowieści wizualnej o festiwalu za pomocą kampanii wizerunkowej. W latach 2008-2012 fundacja współpracowała z agencją reklamową Just, a potem z agencją Huncwot, która do dziś odpowiada za design jej strony internetowej. Od 2016 roku za pracę nad komunikacją wizualną Malty odpowiada studio graficzne Bękarty, które tworzą Marcin Matuszak i Krzysztof Ignasiak. Pracują w nim absolwenci UAP, działający na pograniczu sztuki i działań reklamowych.

- Myślimy o plakacie w kontekście całej identyfikacji wizualnej festiwalu. Rozmawiamy z Bękartami o jego programie, kontekstach i problematyce, ideach związanych z daną edycją. Oni z kolei szukają kontekstów z obszaru sztuk wizualnych i plastycznych i przygotowują dla nas prezentację, którą wspólnie omawiamy z działem programowym i kuratorem. To nie jest zwykła praca studia graficznego, lecz znalezienie odpowiedniego partnerstwa - wyjaśnia Agnieszka Kopiewska, rzeczniczka Fundacji Malta.

W innej fundacji, Ad Arte, zajmującej się organizacją młodszego wydarzenia kulturalnego Short Waves Festival, nowe podejście związane z myśleniem o identyfikacji wizualnej panuje od samego początku. Za jego identyfikację wizualną odpowiada Studio Uniforma. - W dzisiejszych czasach nie jest tak, że wyprodukuje się jeden, prosty plakat, a on spełni swoją rolę. Odbiorców angażuje się inaczej - za pomocą viralowych kampanii w social mediach. Trzeba mieć pomysł na całą narrację, która będzie zajmowała odbiorców przez cały okres trwania festiwalu - mówi prowadzący studio Michał Mierzwa. I dodaje: - Mamy coraz mniejszą zdolność skupienia uwagi i jesteśmy nastawieni na bardzo krótkie, kilkusekundowe komunikaty. Muszą się powtarzać regularnie, bo jesteśmy atakowani przez taką ich ilość, że konieczne jest przypominanie. I nie może być to wciąż ten sam plakat. To nie autor, lecz studio jest w stanie wypracować komunikację wizualną na wszystkie nośniki.

(...)

Więcej o kondycji poznańskiego plakatu - w czerwcowym numerze magazynu IKS. Już w sprzedaży!

Marek S. Bochniarz

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019