Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Nic się nie stanie

- Na studiach artystycznych skupiałem się na myśleniu i zacząłem zauważać rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałem - mówi Mikołaj Tkacz*, którego wystawę "Co ja naprawdę myślę o wystawach z przypadku" otwiera w piątek Galeria 9/10.

.
Mikołaj Tkacz "Co ja naprawdę myślę o wystawach z przypadku"

Dlaczego zająłeś się sztuką?

Nie umiałbym powiedzieć kiedy ten moment miał miejsce - zajmowałem się tym nieprzerwanie od dzieciaka. Już w podstawówce wiedziałem, że chcę iść na uczelnię artystyczną, więc nie było momentu, gdy to "zaskoczyło". Ale to nie jest tak, że moje wczesne rzeczy nazwałbym sztuką - zresztą do dziś boję się tego określenia w stosunku do tego, co robię. Komiksy rysuję od nastoletniości, więc eksperymenty z nimi na studiach też przyszły naturalnie.

Stylistyka twoich rysunków jest dziecinna. Powiedz - czy ktoś pomylił je kiedykolwiek z rysunkami dziecka bądź bałeś się, że tak zostaniesz odebrany? Bo wciąż czerpiesz ze swojego wewnętrznego dziecka...

Tak. To chyba dlatego, że nieprzerwanie od dzieciństwa rysuję komiksy. Świadomie zacząłem to robić w liceum. Gdy przygotowywałem się do matury ustnej o surrealizmie, czytałem dużo o Joanie Miró. Zauważyłem wtedy, że jeśli w danej postaci jakiś element jest dla niego najważniejszy, to robi się dla niego wielki - tak, jak u mnie. Rysunkiem można operować tak, jak dzieci. Przestałem się już bać używania takiej kreski. Nie zdarzyło mi się, aby ktoś mi powiedział, że pomylił moje prace z rysunkami dziecka.

Gdy kończyłem studia w Szczecinie i robiłem komiks na dyplom, to Łukasz Skąpski zwrócił mi uwagę, że te naiwne i uproszczone rysunki mają w sobie coś z dyletanctwa i zastanawiał się, czy aby nie jest to zbyt odważne, aby tak je robić.

Czyli nie było tak, że ktoś podszedł i powiedział "panie, ale to jak dziecko, niczego się pan nie nauczył?"

Raz miałem wystawę w galerii Łazienka w Krakowie, która mieściła się w łazience galerii zajmującej się głównie malarstwem. Gdy w trakcie trwania mojej wystawy odbywał się inny wernisaż, jedna dziewczyna przyszła do łazienki umyć sobie stopy, bo była jakaś instalacja z piaskiem i miała je zapiaszczone. Chciała otworzyć kurek w wannie, w której narysowałem tuszem moją postać jako część tej wystawy. Gdy prawie jej się to udało, co spowodowałoby zmycie pracy, zatrzymaliśmy ją. Powiedziała "Przecież to nie jest sztuka. No nic by się nie stało".

Czy masz prace nie będące "dyletanckie" - o których przypadkowy widz mógłby powiedzieć "no panie, to jest sztuka, czemu pan tego nie pokazuje?"

Znalazłem się w nietypowej sytuacji na Akademii Sztuki w Szczecinie, gdy tworzył się na niej kierunek Multimedia. Nigdy w życiu na żywo ani z żadnych opowieści nie słyszałem o wykładowcach tak zapalonych do pracy ze studentami. Byli zachwyceni tym, że jesteśmy jedynym rocznikiem i mogą się na nas skupić. To był zupełnie eksperymentalny kierunek. Nie było w ogóle ważne to, abyśmy się skupili na rysunku realistycznym. Chodziłem do pracowni Zbigniewa Taszyckiego, u którego uczyłem się przyglądania rzeczom - bardziej abstrakcyjnym, niż odwzorowanym z rzeczywistości. Nie nauczyłem się przez te studia warsztatu. Ale gdy zacząłem więcej rysować w ostatnich dwóch latach zdałem sobie sprawę, że wszystko trzeba tak naprawdę zrobić własną pracą.

Czy jeden ze swoich poprzednich filmów "Rysunki, które zrobiłem w manii" naprawdę zrobiłeś w stanie manii?

To były faktycznie rysunki zrobione zaraz po epizodzie maniakalnym, który miałem w 2012 roku. Na drugim roku studiów zbytnio się skupiałem, żeby cały czas robić projekty. Co drugą noc leżałem i pracowałem umysłowo, obmyślając rzeczy. Później wstawałem o świcie i zaczynałem działać. To trwało tydzień i było zupełnie wyczerpujące. Przez ten czas mój rysunek zupełnie się "poluzował" i przestałem się przejmować formą. Od tamtej pory wiele rzeczy zacząłem robić intuicyjnie.

Sporo rysunków z tego filmu jest usytuowanych na poziomie meta-: "komiks o niczym", komiksiarze, którzy nic nie tworzą i o tym rozmawiają... Wszystkie powstały w tamtym tygodniu manii?

Te rysunki robiłem, jak miałem drobne nawroty - kiedy już miałem ich świadomość. Robiłem je w formie wyładowania, zabicia chwili. Nie wiedziałem nawet, co narysuję. A w tamtym tygodniu przychodziły mi do głowy irracjonalne dość pomysły, których w końcu nie zrealizowałem. Podam przykład. Dużo oglądałem telewizji z moją ówczesną dziewczyną. Wybieraliśmy zwłaszcza filmy na Polsacie z lektorem, przy których dużo rozmawialiśmy. Wymyśliłem, aby te dyskusje nagrywać w dobrej jakości i tłoczyć z nich winyle: field recordingi z sytuacji oglądania filmów o specyficznej przestrzeni dźwiękowej. Fascynowało mnie przesadne uwiecznianie chwili.

Jeżeli tyle czasu artyści spędzają nad przemyśleniem rzeczy, zanim zaczną ją robić bądź nie, to dlaczego ludzie z zewnątrz tego nie dostrzegają?

W dzisiejszych czasach jest tak łatwo robić rzeczy i mamy tak szeroki dostęp do technologii, że zawsze się może pojawić zarzut "każdy mógłby to zrobić". Bo każdy mógłby na przykład w dany sposób ustawić kamerę czy przesterować obraz w programie. Ale po to mamy tak dobre narzędzia, aby wykorzystując je używać swojej wrażliwości.

Wierzę w to, że jeśli ktoś bardzo się skupi na zajmowaniu się czymś, to zacznie robić bardzo dobre rzeczy. Coraz częściej spotykam ludzi, którzy nie ukończyli uczelni artystycznych i realizują po swojemu świetne prace.

Jednak to, co mówisz, kojarzy mi się z sytuacją, gdy człowieka nigdy nie zajmującego się sztuką nagle ogarnia szaleństwo i zaczyna tworzyć. A potem z niepokojem oglądasz jego "prace".

Myślę raczej o filmowcach czy malarzach, którzy np. po czterdziestce nagle zaczęli tworzyć. Wcześniej zaledwie się ocierali o ten świat, a potem błyskawicznie się wybili. Ich prace często wydają mi się lepsze od wykalkulowanej działalności osób wyuczonych jak tworzyć sztukę.

Czy myślisz, że ten stan euforii wykładowców na szczecińskim ASP popchnął cię w stronę manii, że przyczyną było to, że tak się wzajemnie nakręcaliście?

Nie przesadzałbym z tym. Miałem parę miesięcy, gdy niezdrowo żyłem. Zachłysnąłem się wyjściem z domu rodzinnego, siedzeniem po nocach, oglądaniem telewizji... Pamiętam, że wielu wykładowców bardzo się wtedy zmartwiło - że może zbyt wiele wymagają i zbyt napędzają studentów.

Wiedzieli o tej sytuacji?

Tak. Obawiałem się powrotu - wyobrażałem sobie, że wszyscy myślą "ten to oszalał". Dostałem jednak zrozumienie i wsparcie ze strony środowiska.

Jeśli pochodzisz z Poznania, to dlaczego w ogóle wyjechałeś do Szczecina na studia? Tutejsze ASP cię odpychało?

Nie myślałem, że chcę uciec z Poznania. Była tu wtedy świetna scena galerii Stereo, Starter, Pies. Nie dostałem się na animację na ASP - byłem zaraz pod kreską. Bardzo dobrze się jednak stało, bo pojechałem do nieznanego miasta na studia, których bym się nie spodziewał. Gdybym został, to pewnie bym tak nie eksperymentował.

Bałeś się zostać kimś, kto na przykład będzie chciał robić takie filmy mówione jak Wojciech Bąkowski? On ma na swoim koncie takie niestaranne, "dziecinne" dzieła.

W wieku młodzieńczym Bąkowski bardzo na mnie wpłynął, jeśli chodzi o estetykę i sposób tworzenia. Jako nastolatek byłem fanem zespołu KOT, którego piosenki znałem na pamięć. Gdy spotykałem Wojtka w jakichś sytuacjach, to był dla mnie wtedy niczym gwiazda rocka.

Gdy zacząłem robić filmy z rysunkami, to bardzo się bałem, że to będzie cały czas do niego porównywane. Gdy po latach oglądam te filmy studenckie, to jednak tak bardzo się tego nie czuje. Wydaje mi się, że obecnie ta forma filmu opowiadanego stała się bardziej uniwersalna, bo dużo więcej artystów zaczęło z niej korzystać po swojemu.

rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Mikołaj Tkacz - członek komiksowej grupy Maszin. Razem z Mazolem (Michałem Rzecznikiem) tworzy "Nieśmieszne rysunki". Wraz z KXLT jest założycielem wydawnictwa muzycznego Magia. Występuje solowo pod nazwą Wszystko.

  • Wystawa Mikołaja Tkacza "Co ja naprawdę myślę o wystawach z przypadku"
  • Galeria 9/10
  • wernisaż: 14.06, g. 21.30
  • czynna do 5.07