Kultura Poznań.pl

Teatr

opublikowano:

Silna reprezentacja lalek

Tajemnice Galerii Lalek działającej przy Teatrze Animacji zdradzają jej kuratorzy - Katarzyna Grajewska i Grzegorz Fijałkowski.

.
Marionetka klasyczna ze spektaklu "Bestia i Piękna", 1999 r., fot. Monika Nawrocka-Leśnik

Galeria Lalek należy do tych, które przemierzamy wyznaczonym szlakiem. Składają się na nią dwie sale...

Katarzyna Grajewska: Pierwsza - Od lalki do animacji - jest odzwierciedleniem tradycji Teatru Animacji. Prezentujemy w niej lalki, począwszy od czasów Leokadii Serafinowicz aż po współczesność. Wytypowanie ich reprezentacji było jednak karkołomnym zadaniem. Sala podzielona została na trzy etapy: 1960-1980, czyli okres teatru Leokadii Serafinowicz, ten przejściowy od 1980 do 1989 roku - z bardzo ciekawymi obiektami, np. lalkami-totemami ze Stworzenia słońca, oraz czas Janusza Ryla-Krystianowskiego - od 1989 do roku 2014. Druga sala - Animacja lalek - mieści różne typy lalek. To miejsce eksperymentu, służy pokazom - również tym filmowym, by goście Galerii zobaczyli, jak dane lalki funkcjonowały w spektaklach.

Grzegorz Fijałkowski: Chcemy odwiedzającym Galerię przybliżyć obowiązujące kiedyś formy i techniki, a także pokazać, jak to wygląda dziś. Aktorzy demonstrują działanie lalki, ale dzieci mogą ją dotknąć i same zabawić się w animatorów.

Wszystko fajnie, ale wiadomo, że takie lalki szybciej się wtedy niszczą. Mają w związku z tym swoich dublerów?

G.F.: Nie mają. W Galerii znajdują się lalki, które rzeczywiście grały w spektaklach. A raczej grają nadal. Niektóre wrócą do swych przedstawień, jeśli te doczekają się wznowienia. Inne znakomicie prezentują się w nowych produkcjach. Mamy w repertuarze spektakl La la lalki, w którym powracają lalki wyciągnięte z lamusa po wielu latach.

A co z lalkami powstałymi po 2014 roku?

K.G.: Wciąż występują na scenie. Ekspozycja została pomyślana tak, by mogła się zmieniać. Żeby można ją było przekształcać, uzupełniać o inne lalki.

G.F.: Przestrzeń Galerii została zaprojektowana w taki sposób, by pokazywać obiekty w różnej konfiguracji. Możliwa jest zmiana ekspozycji, na przykład dobranie i prezentowanie lalek ze względu na tworzywo, z którego zostały wykonane.

Naliczyłam w Galerii aż 12 rodzajów lalek. Ekspozycje jednak zdominowały kukły i tzw. lalki noszone. Czy możemy wskazać elementy charakterystyczne dla danego okresu historii Teatru Animacji?

K.G.: Leokadię Serafinowicz interesowała metafora zamknięta w lalce. Stworzyła własny, autorski, plastyczny teatr. Ryl-Krystianowski zaznaczał wyraźnie rolę aktora na scenie, konfrontował go z przedmiotem, lalką. Sensy wynikały z tego zderzenia, rodziły się "pomiędzy". Zapraszał do współpracy wielu znakomitych scenografów.

G.F.: Serafinowicz korzystała z bardzo naturalnych materiałów, jak wiklina, drewno czy blacha. Wraz ze zmianą czasów jednak zmieniały się i tworzywa.

To dobrze czy źle?

G.F.: To naturalne, że materiały się zmieniają. Trzeba je tylko odpowiednio wykorzystać. Obecne materiały - silikony, żywice, styrodury i dibondy -  niosą ze sobą możliwość wykreowania nowych obrazów plastycznych.    

Czy tęskni Pan za klasyczną lalką?  

G.F.: Każdy spektakl to nowe i ciekawe wyzwanie. Nie ma lalek, które lubię bardziej. 

A scenografów? Jak pracowało się z nimi kiedyś, a jak teraz?

G.F.: Niektórzy scenografowie robią bardzo dokładne projekty, których trzeba się sztywno trzymać. Inni są bardziej elastyczni, dają nam wolną rękę.

K.G.: Grzegorz z koleżankami i kolegami z pracowni wkładają serce w to, co robią. A rolą aktora jest wydobycie na scenie z lalki całego bogactwa.

G.F.: Na końcowy efekt składa się wiele elementów, na pewno światło i muzyka. No i aktor musi ją dobrze poprowadzić.

K.G.: Tchnąć w nią życie...

G.F.: Ważna jest precyzja, z jaką lalki są wykonane, bo w końcu one są używane. Grają na scenie po kilkaset razy.

Lalka przeżyje spektakl?

G.F.: Tak, chociaż jest jak człowiek, z czasem pojawiają się u niej jakieś dolegliwości. Ale my jesteśmy od tego, żeby jej pomóc, więc jak trzeba, wymieniamy kolano albo robimy przeszczep skóry.

Na pewno któreś z lalek zatrzymały się w Państwa pamięci. Nie uwierzę, że żadna z nich nie wywinęła jakiegoś numeru.

G.F.: Nie pamiętam, żeby któraś spłatała mi figla... Ale szczególnie wspominam prace nad dwoma spektaklami. Pierwszy to Bestia i Piękna, do którego budowaliśmy wysokie pomosty. Aktorzy stali trzy metry nad sceną, więc wiązanie lalki trwało parę godzin. Każda nić musiała być właściwie naciągnięta, w odpowiednim dystansie do siebie. Nici, na których zawieszone są marionetki, muszą ze sobą współgrać. Inaczej lalka nie ożyje. To była dobra szkoła dla całej pracowni. A drugi to Wielka Arfa. Nad całą produkcją tego spektaklu pracowaliśmy aż trzy miesiące.

To dużo?

G.F.: Tak. Dziś bardzo często ubolewam nad tym, że brakuje nam czasu na wykończenie. A właściwie aktorzy powinni dostać prototyp lalki i zobaczyć, czy się sprawdzi na scenie. Teraz pracuje się za szybko, a poprawki dokonywane są na gorąco.

Na wystawie są dziesiątki lalek, ale to nie wszystko. Ile ich mieszczą w sobie magazyny i Lamus?

G.F.: Kilkaset na pewno. A może nawet tysiąc.

Czy najstarsza z nich znajduje się w Galerii?

G.F.: To jawajki z Pieśni o lisie i bałwanki z Bałwankowej bajki ze spektakli z początku lat 60.

Najstarsza znaczy najcenniejsza?

K.G.: To zależy od przyjętego kryterium. Każda z lalek jest wartością samą w sobie.

Kto i kiedy może zobaczyć Galerię Lalek?

K.G.: W trakcie sezonu spotkania dla grup w Galerii prowadzą aktorzy po spektaklach. To świetni przewodnicy, bo często sami na scenie animowali te lalki. Prezentujemy też fragmenty zarejestrowanych spektakli. Przygotowaliśmy programy, w których zamieściliśmy krótką charakterystykę sal i opisy typów lalek. Ale można też oczywiście przyjść indywidualnie. Wejście do Galerii znajduje się w Ogrodzie Zamkowym, bilet kosztuje 5 zł.

rozmawiała Monika Nawrocka-Leśnik

*Katarzyna Grajewska -  zastępca dyrektora Teatru Animacji

**Grzegorz Fijałkowski - kierownik pracowni artystycznych Teatru Animacji

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019