Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Urząd jest ciekawszy od redakcji

- Początkowo to miał być romans z zabójstwem w tle. Główni bohaterowie mieli się poznać w dramatycznych okolicznościach podczas znalezienia zwłok. Ale okazało się, jak to podobno często się zdarza pisarzom, że wymyślone przeze mnie postaci zaczęły żyć własnym życiem - opowiada Lilia Łada*, debiutująca autorka kryminału "Zabójstwo z urzędu".

fot. Sławek Wąchała
fot. Sławek Wąchała

O Twojej książce zrobiło się głośno, jeszcze zanim się ukazała. Fabuła toczy się w środowisku urzędników poznańskiego magistratu, ludzi ze szczytów lokalnej władzy. To w oczywisty sposób działa na wyobraźnię i sprawia, że czytelnicy zastanawiają się, kto jest kim w powieści. Ja po lekturze Zabójstwa z urzędu sądzę jednak, że stworzyłaś po prostu świetny kryminał, którego bohaterowie to postaci fikcyjne, ale mające swoją osobowość i charakter. Mylę się?

Zdecydowanie się nie mylisz! Chciałam napisać książkę, której akcja osadzona byłaby we współczesnym Poznaniu, takim, jaki znam, w jakim mieszkam i pracuję. Początkowo to miał być romans z zabójstwem w tle. Główni bohaterowie mieli się poznać w dramatycznych okolicznościach podczas znalezienia zwłok. Ale okazało się, jak to podobno często się zdarza pisarzom, że wymyślone przeze mnie postaci zaczęły żyć własnym życiem i moich zamiarów kompletnie nie brały pod uwagę. W efekcie powstał więc kryminał z delikatnie zarysowanym wątkiem romansowym. A dlaczego dzieje się w Urzędzie Miasta? No cóż, powód był prozaiczny. Pracowałam tam dwa lata i poznałam realia urzędowe na tyle dobrze, że mogłam osadzić w nich akcję książki. Oczywiście mogłam wybrać jakąś redakcję i zabić redaktora naczelnego - albo nie, jakiegoś sekretarza redakcji, podstępnego, wrednego typa, który wszystkim uprzykrza życie. Dziennikarką jestem od ponad 30 lat, urząd był tylko epizodem w moim życiu zawodowym. Tylko że wydał mi się zwyczajnie ciekawszy, no bo to w końcu takie dość nobliwe miejsce, prawda? Urzęduje tam prezydent, przyjmuje się oficjalnych gości, zapadają bardzo ważne decyzje na wysokich szczeblach, dzieje się polityka... Trup wprowadziłby do takiego środowiska znacznie więcej zamieszania niż do jakiejkolwiek redakcji, no i reakcje wszystkich pracujących w urzędzie byłyby znacznie ciekawsze. A ile możliwości motywów zabójstwa! No i tak właśnie powstał pomysł zabicia jednego z wicedyrektorów w Urzędzie Miasta Poznania.

Kolejnym powodem było to, że - o ile mi wiadomo - chyba nigdy w książce nie wykorzystano jeszcze pomysłu zabójstwa urzędnika. Polityków i owszem, ale urzędnika - nie. A przecież to właśnie urzędnicy podejmują wiele ważnych decyzji mających konkretny wymiar finansowy, wystarczy choćby wziąć pod uwagę zagospodarowanie przestrzenne. Dla właściciela sporego terenu na sprzedaż ma ogromne znaczenie, czy na jego działce będzie można wybudować bloki czy trzeba będzie posadzić las. Nie mówię, że mógłby zabić za to, aby decyzja była dla niego korzystna, ale z pewnością rozważałby wszelkie możliwości przekonania owego urzędnika do swojej wizji. Tak pojawił się zarys fabuły, a za nią - bohaterowie. Zdecydowanie są to jednak postaci fikcyjne, od urzędników poczynając, a na policjantach i dziennikarzach kończąc.

Pomysł napisania tej powieści to był impuls czy raczej zaplanowane działanie?

Książka chodziła mi po głowie od dawna, ale brakowało pomysłu na osadzenie akcji w konkretnym miejscu. To znaczy wiedziałam na pewno, że będzie to Poznań, żadne inne miasto nie wchodziło w grę, ale gdzie konkretnie w Poznaniu? To już nie było takie łatwe. Ale gdy przyszedł mi do głowy pomysł z urzędem - od razu wiedziałam, że to jest to. Od pierwszej wyobrażonej sobie przeze mnie sceny: majestatyczny, efektowny budynek, urządzone z przepychem wnętrza - przynajmniej niektóre - prezydenci, ambasadorowie, milionerzy i zwłoki dyrektora na podłodze w jego gabinecie... Usiadłam więc i zaczęłam pisać, a tak się szczęśliwie złożyło, że miałam na to czas po odejściu z urzędu, a przed podjęciem kolejnej pracy. Być może napisałabym ją wcześniej, ale po prostu nigdy nie miałam tyle czasu, bo jako dziennikarka lokalna z równie lokalnymi zarobkami zazwyczaj pędziłam z jednej pracy do drugiej, żeby zarobić na życie. Własnych pomysłów nie miałam już kiedy realizować.

Zabójstwo z urzędu jest twoim debiutem, ale w szufladzie masz kolejne powieści z podkomisarzem Dariuszem Młotkowskim w roli śledczego. Zdradzisz, w jakim otoczeniu będzie toczyć się następne dochodzenie?

To będzie Wilda. Konkretnie okolice Roboczej, ZNTK, Sikorskiego i dworzec główny. Te miejsca zawsze silnie działały mi na wyobraźnię, a pamiętam je sprzed kilkudziesięciu lat, gdy mieszkałam właśnie na Wildzie. Chodziliśmy tam z synem na spacery, bo jego również od dziecka interesowały zabytkowe budynki przemysłowe, a wejście na te tereny nie było trudne. Wtedy to był fascynujący i chwilami przerażający labirynt walących się budynków niewiadomego przeznaczenia. Teraz na miejscu wielu z nich stoją nowe osiedla, ale gdzieniegdzie jeszcze te dawne, ponure magazyny są i można poczuć klimat dawnej Wildy i jej mieszkańców. Zresztą nie było po prostu w Poznaniu innej dzielnicy, która tak dobrze pasowałaby do tej opowieści.

Sporo opowiadasz o książce w poznańskich mediach. Kiedy będą mogli spotkać się z Tobą czytelnicy?

Tu polegam całkowicie na moim wydawcy, czyli Wydawnictwie HipkiKrzy, bo to oni są fachowcami w tej branży. Wstępnie ustaliliśmy, że zorganizujemy spotkanie autorskie we wrześniu w Brismanie Barze Kawowym na Jeżycach. Dodatkową atrakcją spotkania będzie wystawa fotografii Eweliny Jaśkowiak i Sławka Wąchały, którzy uwielbiają fotografować Poznań i robią to wspaniale. Niektóre z ich zdjęć prezentują miejsca znane z książki, bo oboje, a Sławek szczególnie, kibicują moim zmaganiom z wydaniem tej książki i są wielbicielami podkomisarza Młotkowskiego. A przynajmniej tak twierdzą. Z miłośnikami kryminału spotkam się też dodatkowo na Festiwalu Kryminału Granda 21-23 września. We wrześniu lub październiku planowane jest też spotkanie w lokalu Kahawa Książka i Kawa. Zapowiedzi spotkań ze mną będzie można znaleźć na profilach facebookowych - moim autorskim i Wydawnictwa HipkiKrzy.

Wywiady, spotkania, sława. Jak to znosisz?

Dla dziennikarki to chleb powszedni, chociaż z tej drugiej strony, czyli indagowanego, nie indagującego, jest nieco trudniej, bo nie bardzo ma się wpływ na to, co ostatecznie znajdzie się w tekście. Sławy jako takiej jeszcze nie doświadczyłam, to w końcu dopiero debiut, ale jestem jej bardzo ciekawa i czekam, czekam... Spotkania z kolei są szalenie miłe, a zwłaszcza to, że tylu ludzi mnie wspiera. Z własnej inicjatywy wrzucają swoje zdjęcia z moją książką na mój profil FB, wrzucają recenzje, choćby  kilka zdań, które przesyłają przyjaciołom z propozycją, żeby kupili i przeczytali, bo warto - a przecież nie muszą tego robić. I, co szczególnie mnie cieszy, jak dotąd wszystkie opinie o książce są pozytywne. A czy może być coś ważniejszego dla autora? Coś, co może mu dać energię do pracy nad kolejnymi książkami? Chyba nie.

rozmawiał Mateusz Malinowski

*Lilia Łada - długoletnia dziennikarka poznańskich mediów informacyjnych, przez dwa lata pracowała w biurze prasowym prezydenta Poznania. Miłośniczka muzyki operowej, dobrych win, bałkańskiej kuchni, turystyki rowerowej i wodnej oraz rewitalizacji Warty.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018