Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Takie Winiary pamiętamy

Rozmowa z Ewą Burchard i Katarzyną Stelmachowską, autorkami albumu "Taki Poznań pamiętamy... Życie na Winiarach w XX wieku".

.
Spotkanie na Boninie

Wszystko zaczęło się na podwórku św. Leonarda 1/1a?

Ewa Burchard: Tak, dokładnie.

Tam się Panie wychowały i poznały - jak czytamy w książce Taki Poznań pamiętamy... Życie na Winiarach w XX wieku. Choć dziś wygląda tam zupełnie inaczej niż wtedy.

E.B.: Domy, w których się urodziłyśmy, jeszcze stoją, ale podwórka są już inne, przebudowane...

Katarzyna Stelmachowska:...ogrodzone

Najdawniejsze wspomnienia w obu "winiarskich" książkach pochodzą od osób znacznie starszych.

K.S.: Tak. Mamy wspomnienia pań, które są o pokolenie starsze od nas. Korzystałyśmy z ich opowiadań i fotografii.

E.B.: Najstarszą z żyjących jest pani Walkowiak (z rodziny Paetzoldów), ma 94 lata. Odwiedzamy ją chętnie i czerpiemy jak ze skarbnicy wiedzę o Winiarach. Podziwiamy wspaniałą pamięć, poczucie humoru i życzliwość, którą się z nami dzieli.

K.S.: Podczas pracy nad pierwszym albumem zdobyłyśmy kilka przedwojennych zdjęć winiarskich stowarzyszeń i organizacji. Na większości z nich, zawsze pośrodku, stał charakterystyczny pan z siwą brodą. Nikt nie potrafił powiedzieć, kim jest. Dopiero pani Walkowiak, mimo kłopotów ze wzrokiem, na podstawie naszego opisu zidentyfikowała nauczyciela i społecznika - Bolesława Dezora.

Co było dla Pań najważniejsze: odszukać własne wspomnienia, zrobić to dla winiarczyków czy dla następnych pokoleń?

E.B.: Zaskoczyło nas, kiedy na pierwszej wystawie pojawiło się wielu obecnych mieszkańców. Byli bardzo zainteresowani tym, co tutaj kiedyś istniało. Pierwszy tom dedykowałyśmy właśnie mieszkańcom, dawnym i obecnym, z nadzieją, że nasza historia, nasze Winiary - sąsiedzi, rodzice, znajomi - nie zostaną zapomniane...

K.S.: My jesteśmy ostatnim pokoleniem, które pamięta tamte Winiary, dlatego ważne, że w albumach na zawsze pozostanie ich obraz.

Bo był to przedmiejski albo wręcz podmiejski klimat.

E.B.: Można powiedzieć nawet wiejski, taka wieś w Poznaniu. Pamiętam krowy, które wędrowały ulicą Leonarda od strony Kowalskiej, przechodziły dzisiejszą Piątkowską i szły Wyłomem. Dzisiejsze os. Powstańców Warszawy było polem. Stały jedynie budynki sióstr pasterek, a poza nimi pola aż do "Cepelinki". Pamiętam już nie budowlę, jedynie pozostałości po niej, płyty, wystające żelastwa porośnięte trawą. Takie Winiary wspominamy, te krówki i bruk...

K.S.:...wozy konne gospodarzy. No i tak zwanych wędrownych dziadów, którzy chcieli coś uhandlować, zbierali szmaty.

Zanim powstały książki o Winiarach, była wspomniana już wystawa.

E.B.: Wystawa możliwa dzięki życzliwości winiarskiego proboszcza, który nie znając nas zupełnie, na początku 2013 roku zaufał nam i udostępnił salę w Domu Parafialnym. Wystawę odwiedziło około dwóch tysięcy osób. Wielu winiarczyków było w posiadaniu własnych zdjęć, pamiątek, ale po raz pierwszy mieli okazję zobaczyć w jednym miejscu ponad 400 fotografii dawnych Winiar. Nie zapomnę reakcji jednego z panów, który chwycił mnie za rękę i powiedział: "Dziewczyny, zróbcie coś z tym, nie chowajcie tego z powrotem do szuflad".

Pierwszy album sprawia wrażenie opowieści o szczególnym miejscu, w którym żyją ludzie, a album drugi - o ludziach na tle miejsca.

E.B.: Dokładnie tak. W drugim mowa też o licznych organizacjach, o których wcześniej zbyt wiele nie wiedziałyśmy. Rezultaty poszukiwań były dla nas zaskoczeniem. Taka sobie wieś, o której prawie zapomniano. Jeden z tomów "Kroniki Miasta Poznania" poświęcony był Winiarom i jest w nim wiele cennych informacji, ale ma inny charakter.

Przyznam, że o klubie sportowym Urwinia też wcześniej nie słyszałem.

E.B.: Niewielu słyszało, my również.

Tęsknią Panie do Winiar?

K.S.: Tak. Ja tam spędziłam 12 lat. I czuję się winiarczykiem, chociaż od lat mieszkam na Winogradach.

E.B.: Winiary to moje pierwsze miejsce: beztroskiego dzieciństwa, poczucia bezpieczeństwa, bliskości rodziny, pierwszych przyjaźni, a za tym w dorosłym życiu się tęskni.

Kiedy dziś wracają Panie na Winiary, co dominuje: melancholia, smutek, inne emocje?

K.S.: Przed wystawą, przed albumami miałam żal, sama nie bardzo wiem do kogo. Chyba najbardziej do miasta, że zdecydowało w latach 70. o rozbiórce "naszych" Winiar, że wybudowano bloki na miejscu dawnych gospodarstw. Natomiast po wystawie, kiedy okazało się, że nie jestem sama w tęsknocie za tym, co minęło, pogodziłam się z rzeczywistością. Teraz spacer po Winiarach daje mi dużo radości.

E.B.: Ja nie miałam aż takich emocji, może dlatego że mieszkałam na Winiarach dłużej, dłużej też na nich bywałam, oswajałam się ze zmianami, które zachodziły. Po założeniu własnej rodziny wyprowadziłam się, ale moi rodzice pozostali w tym samym domu do śmierci. Do 2002 roku mogłam tam wracać razem z dziećmi, które też mają winiarskie korzenie.

Dla Pań to już zamknięta opowieść czy będzie ciąg dalszy?

E.B.: Pytają nas o to. Obie mamy ogromny sentyment do naszej szkoły, nieistniejącej już  "Siedemnastki". Mimo że była biedna, obskurna, mile ją wspominamy, spędzałyśmy w niej dużą część dnia. Lekcje, potem zabawy, gry, kółka, odpowiedzialność za "gazetki"...

K.S.: A po szkole chodziło się nad Wierzbak, który później został skanalizowany, lub zimą na górki przy ulicy Sokoła i Źródlanej...

I ta myśl o "Siedemnastce" kusi?

E.B.: Kusi.

K.S.: Musimy to zrobić (śmiech). I musimy się spieszyć, tak jak przy drugim albumie.

E.B.: Niestety kilka osób nie doczekało. Były na wystawie, "widziały swoją młodość", czekały...

K.S.:...jedna z pań obejrzała album w styczniu - już sama nie miała siły go trzymać, oglądała z pomocą córki - dosłownie na łożu śmierci.

Zatem będzie album o szkole.

E.B.: Szkoda, że została zburzona, najstarszy budynek był z XIX wieku, więc zabytek. Stary, parterowy, z czerwonej cegły, ale pamiętamy, że całkiem solidny. Jakie piękne miejsce, aby stworzyć w nim winiarskie minimuzeum. Po pierwszej wystawie pojawiła się nadzieja, że znajdzie się lokal, w którym można będzie gromadzić pamiątki czasów minionych, które nie zawsze jest komu przekazać. Same nie mamy takich możliwości, ale może znajdzie się pasjonat i pomoże?

rozmawiał Tomasz Janas

  • Ewa Burchard, Katarzyna Stelmachowska "Taki Poznań pamiętamy... Życie na Winiarach w XX wieku"
  • wyd. Wagros

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018