Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

SESJA FOTOGRAFICZNA. Nie narzucam sobie żadnych granic

- Fotografia to jest medium, można je naginać, eksperymentować. Nie zawsze musi mieć formę odbitki galeryjnej w super jakości - uważa Diana Lelonek*, artystka wizualna.

.
fot. D. Lelonek, dzięki uprzejmości galerii lokal_30

Jesteś fotografem?

Raczej artystką wizualną. Fotografia nie jest moim jedynym medium, jest jednym z narzędzi z którego korzystam w swoich projektach, acz faktycznie jest mi ono najbliższe. Z wykształcenia jestem fotografką. To myślenie o kompozycji i obrazie jest mi bliskie.

Dla większości moich rozmówców fotografia jest ważna ze względu na rejestrację rzeczywistości. Czy dla Ciebie ta kwestia także jest kluczowa?

Wszystkie moje obrazy są zahaczone w rzeczywistości, bo o niej bezpośrednio mówią. U  mnie zawsze najpierw jest idea, do której dopasowuję narzędzie. Teraz robię projekt o odkrywkach węgla brunatnego w Wielkopolsce wschodniej i wynikających z tego konsekwencjach i wybrałam takie medium, jakim są przetwory z owoców. Robię soki z rokitnika, który rośnie na hałdach. Ale powstało także wiele fotografii, taki cykl dokumentujący zmiany ekosystemu toczące się w rejonie. Zdjęcia, choć są częścią projektu, nie istnieją same dla siebie - znajdą się na etykietach soku czy w alternatywnym przewodniku po Wielkopolsce wschodniej, który właśnie przygotowuję. Gdybym zrobiła tylko dokument o krajobrazach to mam wrażenie, że mniej bym powiedziała. Fotografia bywa ograniczająca.

W Desie można kupić Twoją fotografię "Ładowarka Mac", z cyklu "Nowa Archeologia: Liban i Płaszów, 2017 r.". Jaką rolę fotografia pełni w tej pracy?

Ten cykl opierał się na przedmiotach, które były znalezione. Zostałam zaproszona do zrobienia wystawy na Miesiąc Fotografii w Krakowie i skupiłam się na pozostawionych przez naturę i człowieka śladach na terenach obozu koncentracyjnego w Płaszowie i kamieniołomu Liban. Wystawa skupiała się na współczesnych przedmiotach - odpadach znalezionych na tym terenie. Była mapowaniem tych miejsc poprzez to, co zostało tam zostawione przez okolicznych mieszkańców. Te rzeczy - skamieliny geologiczne z kamieniołomu Liban i rzeczy pochodzenia ludzkiego - były pomieszane w gablotach.

Ładowarka była po prostu jednym z przedmiotów. Po przeskalowaniu sfotografowane przedmioty zyskiwały nowe znaczenia.

Czyli wyjście poza dokumentacyjną formę.

Budowlane elementy - wskaźniki współczesnych przemian terenu, nowych inwestycji deweloperskich, były powiększone i wyglądały jak skały jak z warstw geologicznych. To budowało narrację.

W pracy "Zoe-Therapy" postanowiłaś zaingerować w materiał fotograficzny. Zazwyczaj staramy się zrobić zdjęcie jak najładniejsze, a Ty je specjalnie psujesz.

Psułam zdjęcia, by powstawały nowe fotografie i nowe znaczenia. Żeby zrobić nowy obraz, musiałam zepsuć inny. Tworzyłam optymalne warunki do rozwoju drobnoustrojów i oddawałam pleśni i bakteriom powierzchnię fotografii. Najistotniejszy jednak był koncept i to, co i dlaczego ma zostać zapleśniałe. To nie było psucie, by zepsuć.

To pytanie o granice fotografii. Czy Ty jako artystka wizualna masz taką granicę której nie przekroczysz?

Fotografia sama w sobie ma zawarte ograniczenia, ale ja nie narzucam sobie żadnych granic. Bo czemu właściwie? To jest medium, można je naginać, eksperymentować. Nie zawsze musi mieć formę odbitki galeryjnej w super jakości. Choć lubię też takie świetnie zrobione i wydrukowane zdjęcia, tę jakość wielkoformatowego negatywu, plastykę obrazu. Mam taki fetysz fotografki w sobie. Te zapleśniałe zdjęcia były też prezentowane jako wycięte zdjęcia myślicieli, które zarastały na żywo - mam je dalej pochowane w pudełkach.

Praca żyje dalej.

Uwielbiam żyjącą i zmieniającą się sztukę. Fotografia jest zamrożoną chwilą, a moja praca ciągle ewoluuje. Za każdym razem pokazywana jest w kolejnym stadium. Wszystko zostało sfotografowane w momencie, gdy była ona w szczytowym momencie rozwoju tej pleśni. I ten projekt zaczął funkcjonować dzięki fotografii w inny sposób - po przeskalowaniu do formatu 100x150cm każdy zarodek pleśni był widoczny i ta jakość była bardzo bardzo realistyczna. Ten zapleśniały Arystoteles ma wtedy zupełnie inne przełożenie na obraz, myślenie o projekcie.

Fotografia jest czymś zatrzymanym - a Ty lubisz łączyć dokumentację tego co jest zatrzymane, z tym co się zmienia.

W "Center for living things" fotografia przyjęła formę faktycznie dokumentalną. Powstała strona internetowa - jak to przy projekcie badawczym, i jest tam zakładka "Kolekcja". Śmieci które znalazłam w lesie są skatalogowane w sposób nawiązujący do muzeów, ale też do sklepów internetowych. Trzeba przyznać, że powstały po prostu atrakcyjnie wizualnie obrazy. Bo fotografia ma tę funkcję mocno estetyczną. Dobrze zbudowany obraz zawsze będzie podkreślał atrakcyjność.

Całość przypomina fotografię produktową.

Bo to są produkty - tylko postprodukty, nie pełnią już funkcji dla ludzi, ale dla roślin.

Czy dla samego dzieła sztuki by coś zmieniło, gdybyś to teraz sfotografowała tą butelkę? Zmieniłoby się znaczenie?

Byłby tylko kolejny etap degradacji, czy zarastania. Clou samego projektu leży tak  naprawdę poza samymi fotografiami - że ja to zbieram w tym lesie, kolekcjonuję, opisuję, robie dokumentację. Zwracam uwagę na pewne zjawiska. Że o tych śmieciach można mówić jako o części globalnego procesu; tych śmieci jest aż tak dużo, że stają się już integralną częścią środowiska i procesów naturalnych.

Dlaczego Twoja sztuka skierowała się w stronę ochrony środowiska?

Żyjemy w takim momencie, kiedy albo zawrócimy, albo zginiemy. Z raportu IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change - przyp.red.) wynika, że do 2030 roku emisje dwutlenku węgla muszą spaść o 45%. Mamy tylko jedenaście lat by zapobiec sytuacji, gdy temperatura Ziemi wzrośnie o więcej niż 1,5 stopnia, bo powyżej tej wartości czeka nas katastrofa. Żyjemy w takim momencie, że trudno się od tych zmian odwrócić, a jednocześnie nadal nie podejmuje się wystarczających, a właściwie to praktycznie żadnych działań. A tu chodzi o poważne zmiany systemowe, które są nieuniknione, a takich zmian nie da się przeprowadzić z dnia na dzień. Nigdy nie było w historii całej ziemi tak, by jakiś gatunek wytwarzał procesy geologiczne - a my to robimy.

Mam takie narzędzia, kompetencję i wiedzę jakie mam, więc za ich pomocą staram się o tym opowiadać. Jako jednostka niewiele mogę zrobić, mogę jedynie ograniczać na różne sposoby swój indywidualny ślad węglowy, angażować się w protest. Mogę i staram się to robić - używać swoich narzędzi wyniesionych z pola sztuki, aby mówić o obecnych zmianach klimatycznych i o zagrożeniach z tym związanych. Twórczość też może być formą aktywizmu.

"Center for the Living Things" to projekt który jest dostępny poprzez specjalną stronę internetową. Stąd mam pytanie o  formę prezentacji. Czy artyści powinni jeszcze wystawiać się w galeriach, czy skupić się raczej na przenoszeniu sztuki do internetu?

Wystawiać się tylko na Instagramie?

Ty masz swoją stronę internetową projektu, stronę - portfolio i Instagram.

Na wystawach w galerii pokazuję zawsze tablet z tą stroną internetową, a na drugim tablecie zdjęcia z Google Street View. Ale nie wszystko można pokazać w internecie - chociażby moje żyjące obiekty. Uważam, że analogowe formy współistnienia ludzkiego powinny być zachowane.

Byłaś asystentką w VII Pracowni Fotografii w Katedrze Fotografii na UAP. Co to znaczy uczyć fotografii? Nie uczyłaś przecież obsługi aparatu.

Uczy się myślenia obrazem, a nie narzędzi samych w sobie. Ważnym jest, by mieć opanowane podstawy techniczne i móc dobierać konkretne elementy fotograficzne do swoich zapotrzebowań. To uczenie o koncepcie, o tym jak budować kolejne kroki, których efektem jest skończony projekt. O tym, że sam proces jest ważny. To jest nauka wrażliwości, wydobycia jej z siebie. Każdy tę wrażliwość ma inną i każdy to medium fotograficzne wykorzysta inaczej.

rozmawiał Adam Jastrzębowski

*Diana Lelonek - artystka wizualna, absolwentka UAP. W swojej sztuce interesuje się działaniami z pogranicza bio-artu. Prezentowała swoje fotografie podczas Miesiąca Fotografii w Krakowie. Jej prace są w zbiorach Muzeum Fotografii w Lozannie i Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018