Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

ROZMOWY W GARDEROBIE. To było nasze podwórko

- Bunt chyba miałem w genach, bo jedno z najwcześniejszych moich wspomnień to ucieczka z domu: z wózkiem i misiem w kierunku Wągrowca, żeby zobaczyć, co tam jest za horyzontem - opowiada Tadeusz Janiszewski*, aktor i reżyser Teatru Ósmego Dnia.

.
fot. Krzysztof Fabiański

Szukałam Twojego biogramu i nie znalazłam...

...na pewno jest w moim prywatnym archiwum. Ale tylko po angielsku, bo był potrzebny, kiedy w Dublinie uczestniczyłem w takim projekcie na jednego aktora i jednego widza: 100 aktorów i 100 widzów dobierających się losowo, a potem 10-minutowe spektakle face to face - mam więc spisane, w czym brałem udział.

To akurat łatwo odtworzyć, gorzej z informacjami typu gdzie i kiedy się urodziłeś.

Powinienem uzupełnić stronę w Wikipedii.

Tam w ogóle Ciebie nie ma. Funkcjonujesz jako "ciało zbiorcze" - Teatr Ósmego Dnia.

No to mówię: urodziłem się 24 stycznia 1950 roku w Rogoźnie Wielkopolskim.

Jak pamiętam, studiowałeś ekonomię.

Mam absolutorium, czym sprawiłem radość rodzicom i rodzinie, ale potem porzuciłem działania związane z obroną pracy magisterskiej pt. "Marszrutyzacja przewozów pieczywa w Poznaniu". Temat stał się legendarny, także jako przedmiot kpin kolegów.

A skąd w ogóle pomysł na takie studia?

To sprawka mojej mamy. Ja od piątego roku życia marzyłem o teatrze, brałem udział w zajęciach amatorskich zespołów teatralnych, wszyscy więc byli przekonani, że mój los jest przesądzony. A moja mama powiedziała: "Tadziu, ty przecież bardzo lubisz języki obce, kochasz podróże, w tej chwili otwierają handel zagraniczny w Poznaniu, aktorem możesz zostać zawsze, zaraz po studiach wrócisz do tego, ale będziesz miał  konkretny zawód...". No i mnie przekonała. Pamiętam, że właściwie z biegu podchodziłem do egzaminów wstępnych. Okazało się, że wszystko zdałem bardzo dobrze, tylko mój niemiecki szwankował, w związku z czym przez pierwsze dwa lata ważyło się, czy dostanę się na specjalizację z większą ilością języków obcych. Ale po drugim roku z nauką było już różnie - brałem urlopy dziekańskie, współzakładałem Kabaret "Deska", pojawił się T8D.

I co na to ojciec, mama?

Na szczęście nie musiałem się spowiadać - byli doświadczonymi rodzicami, wychowali piątkę dzieci. Ja korzystałem z przywilejów najmłodszego. Było mi wolno wiele. Tym więcej, że moja mama, kiedy ojciec siedział w więzieniu w 1948 roku, zawarła taki pakt z Panem Bogiem, że zostanę spłodzony jakby w podzięce za jego wyjście na wolność, i to mi zapewniało niesamowitą niezależność. Nie wtrącali się w moje wybory, poza tym jednym zdecydowanym: "teraz handel zagraniczny".

Nie miałeś więc też powodu do młodzieńczych buntów.

Wobec sytuacji rodzinnych - nie. Ale bunt chyba miałem w genach, bo jedno z najwcześniejszych moich wspomnień to ucieczka z domu: z wózkiem i misiem w kierunku Wągrowca, żeby zobaczyć, co tam jest za horyzontem.

Ale to ciekawość, nie złość.

No tak. I powtórzyłem to jeszcze trzy-cztery razy. Zawsze jednak tak, by całkiem się nie zgubić.

Miejsce pochodzenia determinuje...  

Rodzice nauczyli mnie pracy i samowystarczalności. Z kolei małe miasteczko i amatorski zespół teatralny tworzyły więzi, o jakie w dużych miastach trudno; z Rogoźna wyniosłem ogromną potrzebę bycia we wspólnocie i współdziałania. A także aktywności.

Nadal tkwi w Tobie to małe miasteczko?

Koledzy czasami mówią, że w pewnych sprawach jestem zbyt konserwatywny, że trzymam się ustalonych linii... Ja uważam, że wyszło nam na dobre, kiedy upierałem się przy niektórych decyzjach. To chyba pochodzi właśnie z wychowania w Rogoźnie i w takiej bardzo szerokiej rodzinie.

...?

Zjazdy rodzinne są na 200-300 osób! Czasami myślę, że byłoby fajnie napisać sagę takiego rodu, w większości wywodzącego się ze wsi, gdzie - nie tak często, ale jednak - robiło się kariery, wielu rodzicom zależało na wykształceniu dzieci. Odkrywam też krewnych gdzieś w Argentynie, Chile, w Stanach, bo na przełomie XIX i XX wieku niektórzy wyjeżdżali...

Korzenie masz wielkopolskie?

Z obu stron. Chociaż dziadek od strony mamy, Franciszek Schoener, przyjechał tu spod Hanoweru. Natomiast pradziadkowie od strony ojca prawdopodobnie są z linii żydowskiej. Moja babcia nazywała się Bucholz. I to jest dla mnie bardzo interesujące.

Kiedy przyjechałeś do Poznania, od czterech lat działał już T8D. Wiedziałeś?

Nie. Ja w ogóle nie zdawałem sobie sprawy, że jest możliwy taki teatr studencki. Pamiętam, że w gablotach na Fredry wisiały zdjęcia z Warszawianki. Zadziwiały mnie, ale teatru nie szukałem. Dopiero potem, kiedy nastał czas urlopów dziekańskich i chciałem jeździć po Polsce, oglądając spektakle, poszedłem do ZSP z pytaniem, czy organizują takie eskapady. Tam trafiłem na Lecha Raczaka, który powiedział: "A my tu organizujemy Akademię Teatralną". I wszystko się zmieniło.

Różne daty pojawiają się w związku z Twoim dołączeniem do Ósemek.

Jesienią 1969 roku przystąpiłem do Akademii. Wkrótce potem Lech zaproponował mi wejście w pierwszy skład teatru, który wtedy już pracował nad Jednym tchem. Odmówiłem, bo byłem jeszcze zbyt zielony, a poza tym miałem w tym czasie obóz żeglarski, obóz jeździecki, szykowałem się do wyjazdu do Jugosławii, do czego doszło dopiero w 1973, co wtedy wiązało się z planem, by przez tę Jugosławię uciec z Polski...

Ale nie uciekłeś.

Bo uświadomiłem sobie, że teatr jest najważniejszy. Doświadczenie pracy nad kolejnym spektaklem i rozpoznawaniem metody - to było olśniewające... Rozwijana przez nas metoda Grotowskiego prowadziła do rzeczywistej współodpowiedzialności i współtworzenia, prawdziwej zbiorowej kreacji, do tego wspólne pisanie tekstów itd. To było fascynujące po prostu. I tego nie mogłem sobie dać odebrać.

W stanie wojennym znowu pojawił się dylemat: zostać czy wyjechać. Niektórzy decydowali się na bilet w jedną stronę.

Dla mnie możliwość odcięcia sobie drogi powrotu nie wchodziła w grę.

Z emigracji wróciliście do Poznania, choć mieliście inne propozycje.

Z Sardynii na przykład...

Dlaczego więc Poznań?

Ważna była przeszłość, wcześniejsze doświadczenie. To było nasze podwórko, nasza ziemia. Mieliśmy widzów, którzy na nas czekali. Nie można było ich zostawić, zawieść. Wędrując po Europie, ciągle myśleliśmy o tym, skąd wyszliśmy.

Wyobrażasz sobie siebie mieszkającego gdzie indziej?

Nie. Nie wiem. Dzisiaj nie wiem. Chyba to niemożliwe.

Czas płynie: w przyszłym roku będziesz świętować 50 lat swojego ósemkowego życia.

Cóż... Ars longa, vita brevis.

rozmawiała Anna Kochnowicz-Kann

*Tadeusz Janiszewski - ur. 1950 r. w Rogoźnie Wielkopolskim, z Teatrem Ósmego Dnia związany od 1969 roku. Aktor, twórca i reżyser. W latach 1994-2000 dyrektor naczelny T8D. W 2007 r. odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, który oddał w 2008 r. na znak protestu w sprawie obchodów Marca'68.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018