Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Przed nową artystyczną podróżą

Z Piotrem Klimkiem, nowym dyrektorem Teatru Animacji, rozmawia Monika Nawrocka-Leśnik.

.
fot. Grzegorz Gajos

Przede wszystkim serdecznie Panu gratuluję nowego stanowiska.

Bardzo dziękuję, ale proponuję poczekać z gratulacjami na koniec sezonu, bo na razie jeszcze na nie nie zasłużyłem.

Spuścizna poprzednich dyrektorów Teatru Animacji jest imponująca, więc rozumiem, że to trema?

To prawda, bo Teatr Animacji jest ikoną i kamieniem milowym w historii teatru lalek w Polsce. Ostatnie lata sprawiły, że to również jeden z najbardziej docenianych zespołów artystycznych w naszym kraju, wyznaczający standardy i trendy. Dodajmy do tego nieomal legendarną pracownię plastyczną oraz wiodącą rolę na polu nowej dramaturgii - i oto mamy nie tylko wymarzoną wizytówkę Poznania, ale też wielkie wyzwanie pod tytułem "jak tego nie zepsuć".

Podobno szybko się Pan nudzi tym, co robi. Przynajmniej w muzyce...

Po prostu nie potrafię "przykleić się" do jednej stylistyki czy gatunku i w ten sposób, skacząc z jednego na drugi muzyczny kwiatek, poznaję cały czas nowe muzyczne światy, nie popadając w rutynę. To raczej zdrowa forma niestałości. Teatr Animacji to zbyt wymagająca, odpowiedzialna i ekscytująca misja, by mogła się kiedykolwiek znudzić.

Co Pan zachowa, co będzie chciał zmienić? Jaki ma Pan pomysł na Teatr Animacji?

Najchętniej nie zmieniałbym niczego poza wystrojem foyer... Ale tak serio, moje propozycje programowe są kontynuacją linii zaproponowanej przez Marka Waszkiela - z dużą ilością nowej dramaturgii i misją przybliżania mieszkańcom Poznania tego, co najciekawsze w teatrze lalki i ożywionej formy. Teatr z definicji jest miejscem niezwykłym, areną zderzenia świata z wyobraźnią, a nasz dodatkowo stanowi niejednokrotnie miejsce inicjacji teatralnej, artystycznej. Teatr napina nam w głowie te mięśnie, które rozluźniane są przez kino i internet. Nie można od tej odpowiedzialności uciekać. A wręcz przeciwnie - trzeba szukać nowych sposobów na stawianie wyzwań naszym nazbyt zrelaksowanym bicepsom wyobraźni.

Czy teatr pozostanie otwarty na inicjatywy zespołu? Tak przecież powstał m.in. świetny spektakl/koncert Miłość nie boli, kolano boli, do którego skomponował Pan muzykę.

Mam w swoim teatralnym doświadczeniu uczestnictwo w kilkunastu realizacjach opartych na tak zwanych "inicjatywach aktorskich" i za każdym razem owocowały one nie tylko fantastyczną przygodą dla realizatorów, ale również wartościowym dziełem scenicznym dla widzów. W większości przypadków tytuły te pozostawały w liniowym repertuarze macierzystego teatru przez wiele lat, ciesząc się niesłabnącą frekwencją. Wierzę w taki sposób tworzenia teatru, bo jest organiczny i niewyrachowany - takie rzeczy robią najczęściej entuzjaści, teatralni wariaci, wkładający w swoją pracę spory kawałek siebie.

A co z ofertą edukacyjną, wernisażami i festiwalem Konteksty, którego ostatnia edycja odbyła się dwa lata temu?

Mam ambitny plan opakowania każdej nowej premiery zestawem map i narzędzi nawigacyjnych, tak aby praca z podejmowaną przez sztukę teatralną tematyką mogła być kontynuowana w szkole lub w domu. Chciałbym nawiązać bliższy dialog ze środowiskiem nauczycielskim, licząc po cichu również na efekt sprzężenia zwrotnego. Drugą odnogą działalności edukacyjnej jest pomysł na działalność koła teatralnego dedykowanego młodzieży licealnej, z premierami na deskach TA i siedzibą w naszym teatrze. Trzecią - otwarcie mobilnej sceny, mogącej dotrzeć do odległych dzielnic miasta albo do miejscowości, do których teatr nigdy wcześniej nie zawitał. Nie wszystko pewnie uda się zrobić od razu, ale będziemy konsekwentnie starali się działalność edukacyjną rozszerzać i wzbogacać. Wystawy to kolejny element, który powinien synergicznie wspierać trud poruszania przez teatr ważnych kwestii. Zależy mi na efekcie wzajemnej koherencji wszystkich organizowanych przez nas wydarzeń. Konteksty to z kolei wielka i chyba jeszcze nie do końca wykorzystana szansa na budowanie wizerunku i marki - zarówno teatru, jako bardzo ważnego ośrodka dla środowiska teatralnego w Polsce, ale również miasta Poznania, jako miejsca, do którego przyjeżdża cały świat, by pokazać swoje najciekawsze realizacje teatru formy, lalki, światła i ruchu.

Czy ma Pan już pomysł na pierwszą premierę?

Mój "spektakl otwarcia" będzie gotowy dopiero gdzieś na początku lutego, a to z powodu kilku międzynarodowych wyjazdów, jakie czekają zespół TA zaraz po wakacjach. Na początku nowego roku do zrealizowania Barona Münchhausena zaprosiłem reżysera Konrada Dworakowskiego i scenografkę Marikę Wojciechowską, z którymi już kilkakrotnie udało nam się stworzyć widowiska o charakterystycznej i bardzo życzliwie przyjmowanej przez widzów estetyce.

Kogo jeszcze planuje Pan zaprosić do współpracy?

Współpracę zadeklarowali już m.in. Paweł Aigner, Przemek Jaszczak, Piotr Cieplak, Anna Augustynowicz, Leszek Mądzik i Agata Biziuk. Mam też całą listę życzeniową twórców, do których zaproszenia do Poznania dopiero zostaną wystosowane. Ponadto chciałbym również, aby znalazło się miejsce dla młodych realizatorów - niekoniecznie tych sławnych, ale już dających poznać swój talent.

Sytuacja, w której teatr ma swoją publiczność, wydaje się komfortowa. Teatr Animacji już dawno zdobył serca dzieci. Czy będzie Pan kontynuował walkę o dorosłego widza?

Zgadza się. Teatr Animacji ma wspaniałą i wierną młodą publiczność. Tym bardziej odpowiedzialna wydaje się misja utrzymania jej i zachęcenia do kolejnej wizyty w Zamku. Walka o widza dorosłego (i tego najtrudniejszego - dorastającego) to zadanie, z którym boryka się od lat większość teatrów lalek w Polsce. Skojarzenie "teatr lalek = teatr tylko dla dzieci" pokutuje w naszej wyobraźni kulturowej od początku ubiegłego wieku i zmiana tego schematu jest pracą rozpisaną na pokolenia.

Wiadomo jednak, że nawet najlepszy dyrektor nic nie zdziała bez zespołu.

Każdy teatr to przede wszystkim jego zespół aktorski. A my wszyscy: z administracji, pracowni, realizatorzy i technicy sceny - przy całej naszej miłości do sztuki teatralnej, jesteśmy wsparciem dla ich talentów i osobowości. Tak było od czasów Szekspira i Moliera i tak pewnie będzie po koniec naszej cywilizacji. Nie mam żadnych wątpliwości, iż to właśnie oni stanowią w pierwszym rzędzie o jakości i marce Teatru Animacji. Zdecydowałem się na podjęcie misji prowadzenia tej sceny na ich zaproszenie, co stanowi dla mnie powód do niezwykłej dumy i jednocześnie spore emocjonalne i artystyczne zobowiązanie, które postaram się w miarę swoich możliwości wypełnić. Póki co kontempluję uczucie radosnego wyczekiwania przed nową artystyczną podróżą.

Rozmawiała Monika Nawrocka-Leśnik

Piotr Klimek kompozytor, pedagog i producent muzyczny. Jest absolwentem Akademii Muzycznej w Poznaniu oraz Królewskiego Konserwatorium w Hadze. Autor muzyki do ponad 150 realizacji repertuarowych w teatrach instytucjonalnych w Polsce oraz za granicą. Dla Teatru Animacji stworzył muzykę m.in. do spektakli Miłość nie boli, kolano boli, No coś ty czy Kto wysiedzi to jajo?

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.