Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Piszę jedną powieść w odcinkach

- Polityka historyczna - koszmarne sformułowanie - narobiła wiele złego. Mam nadzieję, że dożyjemy czasów, w których nikt nie będzie tworzył polityki historycznej, a historycy będę zajmowali się opisywaniem historii - mówi Ryszard Ćwirlej, pisarz kryminałów.

.
Ryszard Ćwirlej, fot. archiwum prywatne

Już nikogo nie słychać jest trzecią powieścią rozgrywającą się w Poznaniu lat 20. i 30. XX wieku. Pan, autor znany wcześniej z powieści dziejących się w czasach PRL, także sięgnął do kryminałów retro. Co intrygującego jest w tamtej epoce?

Lata 20. i 30. XX wieku wydają się zamierzchłą przeszłością, ale korzenie demonów, które obecnie opanowują nasz kraj, sięgają właśnie dwudziestolecia międzywojennego. To był czas nabrzmiałego antysemityzmu, organizacje o charakterze nacjonalistycznym stawały się coraz bardziej prężne. Warto przyglądać się tej przeszłości, aby móc znaleźć odniesienie do tego, co dzieje się dzisiaj. Tę książkę pisałem kilka miesięcy temu, a teraz problem antysemityzmu znowu w naszym kraju wybił niczym przepełnione szambo. Tamten czas jest często idealizowany, znany głównie z przedwojennych filmów i powojennych seriali, jak Kariera Nikodema Dyzmy. Tymczasem był to okres dużej biedy, nierówności społecznych.

Akcję książki Tylko umarli wiedzą umieścił pan niemal w przededniu dojścia do władzy Hitlera. Społeczeństwo niezadowolone z sytuacji w kraju stawia na formację, która okaże się nieporównywalnie gorsza. Znajdziemy tam dosłowne wręcz nawiązania do "wstawania z kolan".

Gdy pisałem o Niemcach, którzy "wstają z kolan", to odwoływałem się do słów z ówczesnej propagandy, że Niemcy "prostują zgięte karki". Ruch faszystowski, narodowosocjalistyczny, obiecywał ludziom przywrócenie godności, która została rzekomo im zabrana. Skojarzenie o wstawaniu z kolan niejako samo się narzucało.

Po kilku pokoleniach doświadczeń, jakbyśmy nadal tkwili w tym samym miejscu.

Nie nauczyliśmy się niczego po endeckich wybrykach z gettem ławkowym ani po antysemickich ekscesach w 1968 roku. Zaczynamy powtarzać dokładnie te same kalki. Patrzę na to z przerażeniem. Nie wyciągamy z naszej historii żadnych wniosków.

Może dlatego, że zamiast historii jako nauki uprawiamy politykę historyczną.

Niestety to prawda. Polityka historyczna - koszmarne sformułowanie - narobiła wiele złego. Mam nadzieję, że dożyjemy czasów, w których nikt nie będzie tworzył polityki historycznej, a historycy będę zajmowali się opisywaniem historii.

Co różni śledczych z Milicji od tych z czasu II RP? Metody? Mentalność? A może wbrew pozorom więcej jest podobieństw?

Prawdziwego "psa" policyjnego w zasadzie nic nie różni od prawdziwego "psa" milicyjnego. Milicjanci, o których piszę, nie służą w tej formacji, bo chcą siłą utrzymywać panujący ustrój. Oni walczą ze światem przestępczym, robią to, co powinni robić policjanci śledczy. Oczywiście Milicja Obywatelska kojarzy się z aparatem opresji, pałowaniem ludzi, ale tym zajmowali się ZOMO-wcy, a inwigilacją podziemia SB.

W Już nikogo nie słychać pojawia się niejaki Anastazy Olkiewicz, i zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa. Jest ojcem Teofila Olkiewicza, bohatera kryminałów "milicyjnych". To próba stworzenia pomostu między różnymi czasami historycznymi?

Zawsze powtarzam, że nie napisałem kilkunastu powieści, ale cały czas piszę jedną w odcinkach. Opowiadam historię mającą wiele wątków i bohaterów. Siłą rzeczy muszę w latach 20. XX wieku odwoływać się do bohaterów będących przodkami postaci z lat późniejszych. Olkiewicz z lat 80. XX wieku musiał mieć jakiegoś ojca. Zwrócił mi na to uwagę mój przyjaciel, lubelski pisarz Marcin Wroński, który kiedyś zadzwonił do mnie i właśnie o to zapytał. Odpowiedziałem, że Olkiewicz miał ojca, ale nic nie wiem na jego temat. W powieści Ręczna robota Teofil Olkiewicz wspomina jedynie o swoim ojcu, który walczył w powstaniu wielkopolskim, a później brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Marcin Wroński pisał kryminał dziejący się w latach 20. na Zamojszczyźnie i tam pojawia się postać pewnego posterunkowego, któremu chciał nadać nazwisko Olkiewicz, na co chętnie się zgodziłem. I tak w wydanej kilka lat temu książce Kwestja krwi Marcin Wroński umieścił Anastazego Olkiewicza. Pod koniec powieści wsadza go do pociągu i wysyła do Poznania. Jeszcze w pociągu Olkiewicz spotyka pewną damę i coś tam zaczyna między nimi iskrzyć, ale na tym powieść się kończy. Postanowiłem kontynuować temat, ale przedtem stworzyłem przestrzeń i bohaterów, którzy pomogą Olkiewiczowi odnaleźć się w poznańskiej rzeczywistości: komisarza Fischera, sierżanta Okonia, paru innych, którzy znali go z czasów powstania i wojny. W pierwszej książce, Tam ci będzie lepiej, dziejącej się w 1924 roku, Olkiewicza jeszcze nie ma, pojawia się we wspomnieniach. W Już nikogo nie słychać, w roku 1926, przyszedł czas, aby Olkiewicza wyciągnąć z pociągu.

Antoni Fischer, główny bohater serii, jest postacią całkowicie wymyśloną czy ma jakieś oparcie w osobie lub osobach kiedyś żyjących?

W czasach międzywojennych mieliśmy kilku znanych policjantów, ale do powieści nie można było zaadaptować jednej postaci. Dysponujemy skromną wiedzą na temat tego, co ci policjanci robili, zachowało się niewiele dokumentów. "Ulepiłem" więc takiego typowego poznaniaka, o cechach dających czytelnikowi możliwość zaprzyjaźnienia się z nim.

Fischer w pierwszej powieści poznaje swoją przyszłą żonę - Niemkę. Z kolejnych książek dowiadujemy się, że zamieszkali razem w Poznaniu, doczekali się potomstwa. Pod koniec lat 30. XX wieku polsko-niemiecka rodzina z pewnością stanie przed bardzo trudnym wyborem. Dowiemy się z pańskich książek, jakiego wyboru dokonają?

Myślę o tym i trochę się tego nawet obawiam. Celowo stworzyłem taką rodzinę, aby pokazać, że Poznań był miastem wielu narodowości. Zdarzały się mieszane małżeństwa. Komisarz nosi niemieckie nazwisko, ale czuje się Polakiem. W przedwojennej niemieckiej Pile, nazywającej się Schneidemühl, żyło wielu Niemców noszących polskie nazwiska. To było pogranicze, tygiel kulturowy. Stąd pomysł stworzenia małżeństwa polsko-niemieckiego, które w 1939 roku będzie musiało dokonać wyboru. Jakiego? Jeszcze do końca nie wiem, jeszcze nie stawiam ich przed tym wyborem. Na razie kolejna książka rozgrywać się będzie w latach 1918-1919.

Jaka to będzie tym razem historia?

Umieszczę akcję na tworzącym się wtedy Uniwersytecie Poznańskim. To mój ukłon w stronę uczelni, która w 1919 roku będzie obchodziła 100-lecie. Wcześniej, jeszcze w tym roku przed wakacjami, ukaże się powieść Masz to jak w banku dziejąca się w przełomowym roku 1989.

rozmawiał Mateusz Malinowski

Ryszard Ćwirlej - autor książek kryminalnych, dziennikarz radiowy i telewizyjny. Ma w swoim dorobku kilkanaście powieści, których akcja toczy się w czasach PRL i w dwudziestoleciu międzywojennym, zawsze w Poznaniu.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.