Kultura w Poznaniu

Opinie

opublikowano:

W świecie Ryszarda Kai

Pokonując schody prowadzące na piętro poznańskiej Galerii Arsenał, wchodzimy do innego świata. Przepych przedmiotów, wrażenie lekkiego chaosu i tajemniczy klimat przywodzą na myśl odczucie, które towarzyszy dziecku wchodzącemu pierwszy raz na strych pełen bibelotów, tajemniczych kształtów i historii do odkrycia. Co odkryjemy, odwiedzając wystawę Ryszarda Kai?

. - grafika artykułu
fot. Bogusz Bogatko

Muszę się przyznać, że zanim poszedłem na tę wystawę, nie wiedziałem o artyście niemal nic. Kwestią decyzji była rezygnacja ze zgłębienia tematu tuż przed wernisażem. Nie żałuję, bo utraciłbym część ekscytacji, jaka zawsze towarzyszy odkrywaniu, zwłaszcza kiedy tyle jest do odkrycia. Ryszard Kaja jest artystą niezwykle płodnym. Porusza się w obrębie wielu technik. U podstaw jest malarzem, bo malarstwu poświęcił się w młodości, zaraz po tym, jak porzucił marzenia o byciu ornitologiem. Swój styl, który wykształcił w dużej mierze pod wpływem twórczości rodziców, przeniósł potem na inne media. Wsławił się jako scenograf i projektant strojów, potem jako plakacista, a ostatnio rysownik, cały czas pozostając jednak sobą. Nawet w dekoracjach teatralnych przemyca charakterystyczne dla siebie prywatne elementy, jak imbryki (z podtekstem erotycznym) czy meloniki, a także historie swoje i swoich znajomych, którymi przepełniona jest jego twórczość. Często pojawia się też Leszek - życiowy partner Ryszarda, który będąc ważną częścią jego życia, również staje się elementem jego twórczości. W ten sposób artysta oswaja wszystkie przestrzenie, w których tworzy, i tworzy z nich swój własny teatr.

Niekończąca się opowieść

Strukturę wystawy można porównać do pokaźnego zbioru opowiadań, napisanych przez jednego autora, lecz na tyle ciekawych i różnorodnych, że chce się więcej nawet po przeczytaniu kilku opasłych tomów. Jedna z pierwszych myśli, która przyszła mi do głowy, to ta, że autorem tych opowiadań mógłby być Bohumil Hrabal. Jak się wkrótce okazało, zupełnie nie bezpodstawnie. Kaja uwielbia czeskiego mistrza literatury, a jeden z jego ważniejszych cykli rysunkowych opatrzony jest nawet tytułem Hrabale. Ba! Niemal wszystkie historie "napisane" przez artystę mają coś z hrabalowskiego klimatu. Zagłębiając się w przestrzeni wystawy, możemy być wręcz przytłoczeni liczbą historii, które tam znajdziemy. Każdy najmniejszy obrazek czy szkic zawiera w sobie własną opowieść. Nie są to nawet ilustracje do tekstów, a teksty same w sobie, z tym że nie tyle napisane, co zaklęte w obrazie. Wystarczy odrobina wyobraźni, żeby do nich dotrzeć. Jeśli nie skupiamy uwagi na tych treściach, możemy obejrzeć wystawę dość szybko, ale stracimy wtedy wiele przyjemności. Najlepszym chyba rozwiązaniem jest odwiedzenie jej kilkakrotnie, by spokojnie zagłębić się w chociaż części historii.

Ciepło czerni

Obawiałem się trochę szaleństwa formy i pstrokatości, jednak zupełnie bezpodstawnie. Mimo, że dzieła Kai są przepełnione energią, często szalone i rozedrgane, to najlepszym określeniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest subtelność. Subtelny i wyszukany jest tu kolor, nierażący niepotrzebnym nasyceniem barw, przygaszony domieszką czerni, jest przyjemny dla oczu. Czerń, zarówno ta czysta, jak właśnie zastosowana do okiełznania barw, jest wyraźnie kolorem ważnym dla artysty. Nie oznacza to jednak, że prace są mroczne, wręcz przeciwnie. Emanuje z nich spokój i ciepło, które udziela się całej przestrzeni wystawy. Jeśli chodzi o formę, odnoszę wrażenie, że jest taka, jaką artysta chciałby, żeby była. Mam na myśli sytuację, w której wyobrażasz sobie coś, a Twoja ręka oddaje dokładnie to, co sobie wyobraziłeś. Taka swoboda twórcza wynika zapewne z ogromnej praktyki, czemu trudno się dziwić, widząc ogrom prac artysty.

Kaja oswaja Arsenał

To, że prace Kai oswoiły przestrzeń galerii Arsenał, że z wielkiego white cube'u stworzyły zaciszne i ciepłe atelier, właściwie już napisałem. Ta sytuacja to oczywiście nie tylko zasługa artysty, ale też całej ekipy pracującej przy wystawie, a w szczególności kuratora Georgiego Gruewa, który walczył z artystą o minimalizm. Co prawda od początku stał na przegranej pozycji, ale jego starania sprawiły, że ten chaos jest chaosem kontrolowanym, a ekspozycja mimo wszystko wyważona. To, co możemy podziwiać, jest więc efektem przyjaznego konfliktu między twórcą a kuratorem.

Nie chciałem nawiązywać do niezbyt dobrego wizerunku Arsenału ostatniego czasu, bo nie o to przecież chodzi. Myślę jednak, że warto, ponieważ Kaja oswoił nie tylko przestrzeń wystawy, lecz także Arsenał jako instytucję. Można przypuszczać, że zorganizowanie wystawy jego właśnie prac miało na celu dość subtelnie odczarować wizerunek galerii jako skrajnie prawicowej. A nawet jeśli takiego założenia nie było, to trochę, przynajmniej dla niektórych, mogło to tak zadziałać. Atmosfera na wernisażu była wyjątkowo ciepła, chyba z powodu serdecznej osobowości artysty, a dzieła oswajania dopełnił istotny dla Kai zapis w kontrakcie, bez którego ponoć nie doszłoby do wystawy. Otóż Kaja zażyczył sobie, że dyrektor Galerii Miejskiej Arsenał ma pocałować go w czoło. Piotr Bernatowicz wywiązał się ze zobowiązania.

Bogusz Bogatko

  • Co oswaja Ryszard Kaja - wystawa indywidualna prac Ryszarda Kai
  • kurator: Georgi Gruew
  • Galeria Miejska Arsenał
  • 5-28.08