Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Swietłany Aleksijewicz historie uczuć

O bezsilności słowa, o kolekcjonowaniu uczuć zamiast zdjęć oraz o tym, dlaczego nie jest łatwo pisać o rzeczach uniwersalnych - na wtorkowym spotkaniu w Zamku opowiadała Swietłana Aleksijewicz.

. - grafika artykułu
fot. Maciej Kaczyński / materiały Centrum Kultury ZAMEK

Przez ponad 30 lat opisywała historie, o których wielu wolałoby zapomnieć. Pisała o katastrofie w Czarnobylu, radzieckiej interwencji w Afganistanie, kobietach i dzieciach, które brały udział w drugiej wojnie światowej oraz codziennym życiu "czerwonego człowieka" po upadku komunizmu. - Nie lubię fotografować ani siebie, ani innych, bo to, co jest tylko zewnętrzne, nie jest tym, czym naprawdę jesteśmy - mówiła we wtorek białoruska reporterka. - No bo czym jest te dwieście zdjęć, które przywozi moja córka z wakacji? Pytam ją: "Oglądasz je?". "Nie". To po co je robi? Ja kolekcjonuję uczucia i doświadczenia - to, co zrobiło na mnie wrażenie. W Rosji mówi się, że krótko przed śmiercią spod wieka trumny nie będziesz oglądał zdjęć, tylko wspominał to, co przeżyłeś - opowiadała.

Żywot człowieka czerwonego

Aleksijewicz mówi, że jej książki to "historie uczuć", a nie klasyczne reportaże. Sama też nie jest zwykłą dziennikarką czy "kolekcjonerką katastrof", jak się ją czasem nazywa, bo w swoich opowieściach sięga dużo głębiej. - Ja zajmuję się czymś na poziomie mentalności i duszy człowieka. Próbowałam opisać to, czym jest "czerwony człowiek" i w czym tkwi jego niebezpieczeństwo - tłumaczyła przy okazji pytania o książkę "Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka", za którą kilka tygodni temu otrzymała Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego. Pisarka oddaje w niej hołd zwykłemu człowiekowi, który nie jest w stanie uciec przed kolejami losu. - Putin wzniecił nienawiść w całym narodzie. Potrafił ją połączyć. I to właśnie m.in. chciałam przedstawić w tej książce. Zainspirował mnie rosyjski pisarz Szałamow, który był przekonany, ze łagier deprecjonuje jednocześnie i ofiarę, i kata. A to nam się właśnie przytrafiło - mówiła.

Bezsilność słowa

Bohaterka spotkania w Zamku kilkakrotnie wspomniała o tym, że męczą ją obrazy szpitali, pokaleczonych młodych ludzi czy zniszczonych wojną kobiet, w związku z czym zdecydowała, że będzie pisać o rzeczach bardziej uniwersalnych, np. o miłości. To jednak okazało się nie takie proste... - Nie możemy wyjąć człowieka spoza kontekstu. Zawsze będzie w nim osadzony. Może to być biznesmen czy przedsiębiorca - obojętnie, ale zawsze będzie on określony czasem. W miłości bywa taki moment, kiedy ludzie myślą, że są sami we wszechświecie, ale to trwa tylko chwilę - mówiła, przywołując koszmarne obrazy m.in. z kijowskiego Majdanu.

Podobne uczucia targały pisarką podczas pracy nad "Cynkowymi chłopcami". To reportaż powstały na bazie opowieści - weteranów, pielęgniarek, matek, żon i prostytutek - z których wyłania się obraz niepotrzebnej wojny w Afganistanie. - Mamy XXI wiek, a człowiek nadal zabija człowieka. To moja bezsilność słowa - przyznała Aleksijewicz. - Wcześniej szukałam odpowiedzi na pytanie, dlaczego nasze pragnienie wolności się w nią nie przeistacza, a teraz pytam: dlaczego nie potrafimy być szczęśliwi i dlaczego nie wspomina się o tym w naszej kulturze - dodała. Książka "Cynkowi chłopcy" ukaże się w Polsce w sierpniu.

Reporter-architekt

Reporterka, oprócz wspomnianych pozycji, napisała także reportaże: "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety", "Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy" czy "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości". Każdy z nich wymagał od niej niebywałego wysiłku emocjonalnego, nad ostatnim pracowała jedenaście lat. - O książce "Czarnobylska modlitwa" nie da się zapomnieć. To było nieznane zjawisko. Pisano o wojnie, socjalizmie, ale o Czarnobylu nikt wcześniej nie słyszał. Bohaterowie opowiadali mi po prostu to, co im się przydarzyło. Wypowiadali po raz pierwszy teksty, które pojawiły się również po raz pierwszy w historii człowieczeństwa - wspominała.

To właśnie w tej książce sama zabrała głos, choć zwykle pozwala mówić tylko swoim bohaterom. - Wypowiedź autorska zawsze przegrywa z tekstem bohaterów. Tym bardziej, że wybieram teksty bardzo gorące. Walka z nimi nie ma sensu. Jestem jak architekt. Jeśli spotkałam się z człowiekiem i zapisałam 50 czy 80 stron tekstu, to już dokonywałam wyboru, bo to ja zadawałam pytania. Drugi raz natomiast dokonuję wyboru, kiedy z tych 80 stron zostaje tylko kilka. Moja obecność w tekście jest stała, tylko w innej formie - opisywała swój warsztat pracy.

Na podstawie "Czarnobylskiej modlitwy" powstało kilka spektakli oraz film. Aleksijewicz jednak, poproszona nie tak dawno przez szwajcarskiego reżysera o kontakty do osób, z którymi wówczas rozmawiała, powiedziała mu, że boi się teraz do nich dzwonić. - Już kilka lat po Czarnobylu, kiedy dzwoniłam, to słyszałam: "wie pani, mama umarła albo tata zmarł". To czarnobylskie pokolenie już praktycznie odeszło, a w szczególności ci, których opowieści spisywałam. Można jeszcze znaleźć likwidatorów, ale staruszków, którzy nie chcieli wyjeżdżać z Czarnobyla już nie ma - mówiła.

Monika Nawrocka-Leśnik

  • "Zamek Reporterów": spotkanie ze Swietłaną Aleksijewicz
  • Sala Kinowa CK Zamek
  • 16.06