Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Spadkobiercy Komedy

Drugi dzień Ery Jazzu upłynął pod znakiem Komedy. Duch kompozytora i pianisty patronował młodym poznańskim muzykom, natchnął austriacki radio.string.quartet i nadał całości koncertu wyjątkowy ton: nowoczesny i nostalgiczny, modern i retro.

.
fot. Tomasz Nowak

W pierwszej części koncertu usłyszeliśmy preludium projektu Czas Komedy, który - jak zapowiedział Dionizy Piątkowski, twórca Ery Jazzu - będzie kontynuowany w kolejnych latach. Na scenie pojawili się Piotr Scholz (gitara), Damian Kostka (kontrabas), Kacper Smoliński (harmonijka), Kuba Marciniak (saksofon) i Adam Zagórski (perkusja). Dionizy Piątkowski nazwał to wydarzenie spektaklem. Nazwa trochę wygórowana, biorąc pod uwagę, że między utworami Paweł Sztompke czytał ciekawostki z życia Komedy, a w tle widzieliśmy zdjęcia legendarnego muzyka. Taka forma: treść-przykład muzyczny, wydawała się sprawiać trudność samym muzykom, którzy po każdym utworze musieli odczekać swoje, tracąc dynamikę i energię zbudowaną w poprzednim numerze. Także mi i jak sądzę wielu osobom spośród publiczności forma wydarzenia nie pozwalała w pełni dać się porwać muzyce, świetnie zresztą wykonanej. Same wstawki lektora nie mogły zaskoczyć tych, którzy czytali książki biograficzne Komedy, jestem jednak świadoma, że dla tych osób z publiczności, które nie wiedziały o muzyku nic, stanowiły wartościowe dopełnienie koncertu.

Przechodząc do muzyki - artyści wykonali utwory inspirowane muzyką Komedy. Każdy z nich reprezentował bardzo wysoki poziom artystyczny, którego rozwój z przyjemnością obserwuję od kilku lat. Zdecydowanie liderskie zacięcie Smolińskiego i Marciniaka dało nam kilka niezapomnianych solówek, przejmujących, żarliwych, technicznie doskonałych. Jednak to Piotr Scholz, Damian Kostka i Adam Zagórski próbowali tę niepokorną, wymykającą się muzykę zebrać w całość, nadać jej charakter, ramę, formę (niekiedy jednak zbyt schematyczną). A muzyka którą wykonali, była zmienna jak sam jazz, czasem przywoływała wprost ducha lat 60., to znów skręcała w ekspresyjną współczesność, by chwilę później wycofać się w quasi ilustracyjne dźwięki korespondujące z tym, co słyszeliśmy z ust lektora. Szkoda, że koncert skończył się w momencie, gdy muzycy najsilniej poczuli jedność zespołu. Ostatni utwór stanowił wybuch zbiorowej energii, młodości, nowoczesności i buntu. I w tym właśnie najpełniej wybrzmiał spadek po Komedzie.

W drugiej części koncertu wystąpiła legenda kameralistyki, radio.string.quartet. I słowo to z pewnością nie zostało nadane na wyrost. Przedstawili się przy dźwiękach komedowskiej Kołysanki, utworu ogranego po tysiąckroć. A jednak tysiąc pierwszy wykon porwał publiczność. Ich aranżacja wzbudziła niepokój, zachwyt, strach, przywołała jakąś horroryczną aurę, jednak nie wprost, nie dosadnie, a w dynamice piano, w dziecięcej barwie głosu. Podczas koncertu w wykonaniu zespołu usłyszeliśmy nie tylko utwory komedowskie, ale także autorskie. Ich brzmienie wzbogacone elektroniką wychodziło znacznie poza jazz i klasykę, zahaczając o ambient, czy house. Muzyka kwartetu - transowa, wciągająca, o wypracowanym, zniuansowanym brzmieniu, zachwycała w odsłonie opartej na samplach. Usłyszeliśmy muzyków o niespotykanej charyzmie, spontanicznych, poszukujących w kaskadzie dźwięków czegoś wyjątkowego - niezależnie czy w tle słychać było walking bass, czy wykonywali komedowską Kattornę, czy rytmiczny pop. Usłyszeliśmy muzyków totalnych.

Aleksandra Kujawiak

  • Era Jazzu: koncert Czas Komedy, radio.string.quartet Komeda&More
  • CK Zamek
  • 13.04

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019