Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Rozpłodowa dyktatura

Jeśli sztuka miałaby szansę wygrać z autokratycznym systemem, to jej działania nie byłyby ideologiczne i monumentalne, ale personalne i skromne w środkach. Artyści to nie wojujący rewolucjoniści, a zapomniani, aroganccy samozwańcy, których motywacją do działania nie jest dobro ogółu, lecz osobiste porachunki. Taki obraz klaruje się na deskach Teatru Nowego, podczas spektaklu "Baba-dziwo" w reżyserii Marii Kwiecień.

.
fot. J. Wittchen

Przedstawienie bazuje na tragikomedii Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ale nie jest jej wierną adaptacją. Pierwowzór odnosi się do konkretnego punktu historii: niepokojąco szybko rozwijającego się układu totalitarnego za zachodnią granicą Polski. Kwiecień z kolei więcej miejsca poświęca sztuce i jej relacji z polityką. Splata ze sobą i na przemian uwypukla dwa pytania: o miejsce, prawa i wolność kobiet oraz o rolę sztuki wobec politycznej i społecznej opresji. Formę tych pytań można jednak mieszać i hybrydycznie przekształcać. Zatem: Gdzie jest miejsce kobiety w sztuce? Kim jest ona wobec społeczeństwa? Czym jest wolność dla sztuki? Jakie prawa ma wobec niej polityka i społeczeństwo? Co czyni politykę wolną? Spektakl uruchamia kombinację pytań, jednak nie stawia precyzyjnych odpowiedzi. Ociera się o nie, wabi, ale nie zamierza po nich oprowadzać.

Zgodnie z konwencją groteski, w warstwie wizualnej spektaklu dominuje przesada i dowcip. Fluorescencyjne farby rozlano na podłodze, ścianach oraz meblach improwizowanej pracowni artystycznej. Na scenie panuje atmosfera niechlujnego przepychu, estetycznego brudu, swojskiego chaosu. Gdzieniegdzie znaczone grubym konturem pentagramy, świnie, kobiety o sześciu piersiach, napisy zwiastujące treść spektaklu. Kampowe kostiumy stanowią przedłużenie osobowości postaci. Przykładowo, artystka Petra (Gabriela Frycz) przywdziała plastikowy, przezroczysty płaszcz, a Validę (Mariusza Puchalskiego), jak na służbistkę przystało, ubrano w ciemną garsonkę. Dwie postaci szczególnie wyróżniają się na scenie: Agatika (Agnieszka Różańska) odgrywająca "kobietę-kwokę" w różowym, futrzanym kombinezonie o sztucznych piersiach i waginie i Skwaczek (Dorota Abbe-Kuźmińska) - prawa ręka Validy, przebrana za żeńską wersję Hitlera.

Zastosowany w spektaklu uwspółcześniony język nie drażni, a z powodzeniem buduje komizm słowny i sytuacyjny. Niekiedy nachalnie eksploatowana w teatrze stylizacja na mowę potoczną, wraz z jej slangowymi naleciałościami i modnymi zwrotami, w tym spektaklu nie zakłócają odbioru.

Premiera "Baby-dziwo" odbyła się mniej więcej miesiąc po emisji pierwszego odcinka nowego sezonu serialu "Opowieść podręcznej", opartego na powieści Margaret Atwood. Podstawowym motywem obu tekstów (a zarazem i obu adaptacji) jest panowanie "dyktatury rozpłodowej", która uprzedmiotawia kobiety i ogranicza ich wolną wolę. W każdym z przykładów narodziny dziecka stanowią priorytet wszelkich działań i decyzji, zarówno rządowych jak i osobistych. Potomstwo to symbol potęgi narodu, a zatem wszelkie przejawy niechęci do rozmnażania się traktowane są jako wystąpienie przeciwko państwu. W "Babie-dziwo" dyktatorka Valida jest niemalże odbiciem Ciotki Lidii - gorliwej  fanatyczki, która sprawuje pieczę nad płodnością innych kobiet. W spektaklu trzy bohaterki w różny sposób mierzą się z panującą dyktaturą: Agatika z radością sprowadza na świat kolejne bliźnięta, Petra jako bezdzietna mężatka stale odczuwa presję posiadania potomstwa, a Ninika (Karolina Głąb), jak podręczna z powieści Atwood, ma być ofiarą najnowszego rozporządzenia o przymusowym zapłodnieniu w specjalnych koszarach. Podstawowa różnica między amerykańską a polską wizją leży w konwencji. Pawlikowska-Jasnorzewska, a za nią Kwiecień, opisują rozpłodową dyktaturę za pomocą groteski, podczas gdy w zachodniej wizji przymusowego macierzyństwa fikcja nie zostaje rozładowana przez dowcip.

Postaci ufryzowane na artystów wpisują się w stereotyp twórcy dumnego i zblazowanego. Bohaterowie to silne osobowości o wyrazistych poglądach i tendencji do podkreślania swojego indywidualizmu. Mimo poczucia odrębności funkcjonują jako wspólny organizm, czy też powielona, rozczłonkowana jedność. Różnią się nieco temperamentem, a ich intencje nie zawsze są zgodne, ale podmiotowość każdego z nich w równym stopniu opiera się na tych samych potrzebach i pozornym buncie. A ostatecznie też całkowitej degradacji tych cech, w momencie spotkania z Validą Vraną - uosobieniem najwyższej władzy, rodzicielką totalitaryzmu.

Postać Matki Narodu owładnięta obsesją nienawiści wysysa siły za pomocą słów i gestów. Jej głód nigdy nie zostaje zaspokojony, więc doprowadza siebie i otoczenie do ekstremalnych sytuacji. Rozpłodowa dyktatura, mimo sugestii podrzuconej przez sadomasochistyczne, lateksowe elementy kostiumów, nie jest rewolucją seksualną, przyzwoleniem na masowe wyuzdanie. Seksualność zastępuje nienawiść - poniżenie zamiast namiętności, przymus w zamian za czułość.

Choć artyści deklarowali sprzeciw wobec systemu, żadna z ich postaci nie ma potrzeby manifestowania swojej niezgody poza czterema ścianami mieszkania. Cieszą się mikrokosmosem własnej pychy i odgradzają od świata, który traktuje ich z proporcjonalnym lekceważeniem. Petra zapowiada wytworzenie najważniejszego w dekadzie dzieła, o którym wiadomo jedynie, że zawierać będzie kombinację trucizn, Kołopuk zajmuje się hodowlą nowej odmiany róży, jaką jest przekształcona w eksponat i umieszczona w szklanym akwarium Halima, a Norman pielęgnuje wyłącznie pamięć o swojej dawnej świetności. Do rebelii i kontrabandy skłania ich osobiste doświadczenie wstydu, małości i upokorzenia, jako skutku zamętu wprowadzonego do mieszkania przez dyktatorkę. Poniżenie nie jednoczy ich jednak silniej z dotkniętym przez reżim światem, od którego się odgradzali - nadal działają wyłącznie we własnym interesie. Gest sprzeciwu, a więc podrzucenie Validzie zatrutego bukietu, nie mógł być bardziej monumentalny i odważny, bo od początku nie reprezentował niczego poza reakcją na osobiste poczucie krzywdy. Nie stała za nim żadna myśl, próba sił, plan lub wizja. Przypadkowa rewolucja komfortu i egotyzmu. To dość niepokojąca diagnoza, ale przecież wypowiedziana w konwencji groteski, więc może jednak celowo przesadzona albo żartobliwa?

Kwiecień podkreśla, że w przeciwieństwie do Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, która pisała "Babę-dziwo" w odniesieniu do precyzyjnego momentu w dziejach, sama "nie chce konstruować idei przedstawienia wokół aktualnej sytuacji politycznej". Mimo to chcąc nie chcąc zasiewa ziarno sugestii na żyznym gruncie aktualnych na świecie dylematów. Spektakl nie odzwierciedla zastanej rzeczywistość (a przynajmniej nie bezpośrednio), ale z nią koresponduje, gra w podchody. Podrzuca wskazówki i ślady, ale nie ujawnia swojego miejsca. Pomimo niewielu symboli nachalnie wgryzających się w tkankę współczesności, wymowa spektaklu niepostrzeżenie wpasowuje się w ogólnie panującą atmosferę społeczną. Zasługa w tym nie tyle samej reżyserki co adaptowanego tekstu, którego problematyka nieśmiało ściera się z niektórymi aspektami naszych czasów. Jak to w grotesce, za maską przesady i śmiechu skrywa się słodko-gorzki komentarz. Przedstawienie Kwiecień samo w sobie jednak komentarzem, polemiką czy rozliczeniem nie jest - raczej sugestią, karcianym Jokerem, który jeszcze nie został rzucony na stół, ale o którym wiemy, że krąży w talii i może zasiać zamęt.

Julia Niedziejko

  • "Baba-Dziwo"
  • reżyseria: Maria Kwiecień
  • Teatr Nowy, Scena Nowa
  • premiera: 25.05

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018