Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Malta Festival. Traktat o marności

Spostrzeżenia Juliana Hetzela na temat współczesności tak naprawdę nie są niczym nowym. "Eksperci biją na alarm" od dekad, syreny coraz głośniej wyją, ale nikt ich nie słyszy. I jeszcze długo nie będzie, biegnąc ku swojej zgubie, potykając się o leżącego człowieka.

.
"Obstacle - Sculpting Fear"/fot. Klaudyna Schubert

Żyjemy w świecie, w którym nawet bezpardonowe interwencje w przestrzeni miejskiej zdążyły się nam opatrzyć. W "postępowych" i "dynamicznie rozwijających się" krajach Europy, leżący na ulicy człowiek już nie robi wrażenia. Zwłaszcza jeśli najpewniej wcale nie potrzebuje pomocy. Przechodząc obok niego, wydajemy się na to liczyć. Przyglądając się twarzom przechodniów, choćby na nagraniach z telewizyjnych prowokacji społecznych, wyraźnie rzuca się to w oczy. Na widok ludzkiego ciała bezwładnie spoczywającego na chodniku, ich krok delikatnie, niemal niezauważalnie przyspiesza. Staje się dziarski, zwarty, jakby broniący się przed czymś...

Wniosek gadających głów łypiących na nas ze szkiełka, "z powagą pochylających się nad problemem", jest na ogół taki, że im bardziej "nowoczesne" jest społeczeństwo, tym znieczulicę lepiej widać. Może i na zapadłej pegeerowskiej wsi wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, ale "jak trza, to pomogą". Klasyczny przykład myślenia stereotypowego? Wobec tego niech rękę do góry podniesie ten, kto naprawdę sądzi, że tendencja jest odwrotna. Nazwijmy rzecz po imieniu. Bycie-po prostu-człowiekiem przestało być dla nas atrakcyjne. A przynajmniej taki mamy trend. Świat nas ogłuszył i zagłuszył. Przypomina chwast, którym z niezrozumiałego powodu tak uwielbiamy się otaczać.

W dwudziestym pierwszym wieku mogą symbolizować go światłowody. Pęki kabli, sieci niewidzialnych połączeń, plątaniny danych. Znieczulają nas, a na dodatek dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Żyjemy w mylnym przekonaniu, że technologie pozwalają nam na permanentną kontrolę. Każdy z nas hoduje swojego własnego Orwella. Dzięki niemu może spać spokojnie. Ten niczym niewzruszony spokój przypomina ciszę przed burzą, której większość nawet nie chce się spodziewać. Holenderski reżyser i muzyk Julian Hetzel nie jest jednym z nich. Zauważa, że choć na każdy aspekt rzeczywistości mamy dziś specjalną aplikację, to przyjdzie taki czas, że jak jeden mąż cicho szepniemy o marności wszystkiego czym daliśmy się osaczyć.

W ramach Malta Festival zaprezentował swój dwuczęściowy projekt "Sculpting Fear". By lepiej wyeksponować swoją wizję, wykroczył poza teatralne wnętrza wprost na ulice. Ogłosił nabór dla performerów, którzy zechcieliby zainterweniować i zamanifestować nie tylko w Sali Wielkiej Centrum Kultury "Zamek", ale i w przestrzeni publicznej - na Paderewskiego, na Moście Teatralnym, nieopodal Półwiejskiej i na Dworcu. Wszędzie tam, gdzie tegoroczny idiom "Paradoks widza" mógłby zostać zrealizowany z rozmachem, bez którego w krzyczącej metropolii nie może się obejść. Choć wbrew pozorom, nikt z artystów nie zachowywał się głośno, raczej przeraźliwie cicho. Prowokowanie do refleksji statycznością jest w naszej teledyskowej rzeczywistości szczególnie trudnym wyzwaniem.

Obok leżących na ziemi "ludzi Hetzela" nie było kałuży krwi. Na ich schludnych ciałach nie było widać oznak przemocy. Tylko ten ich wstrętny, nieznośny dla widza bezruch... Jak na ulicy, tak i w Zamku rozegrał się przedziwny spektakl bez słów. "Oni" pospadali z krzeseł i zastygli w posągowych pozycjach. "My" patrzyliśmy jak wciąż wytrwale "są". Pomiędzy nimi wprawiony w ruch nowoczesny sprzęt. Mechanizm niczym niewzruszony, nieczuły na obecność ciał. Wyzuty z emocji, co my, niepoprawni głupcy, pewnego dnia uznaliśmy za atut. Jeśli kiedykolwiek zechcemy się z tego wyrwać, zwracając się w stronę Człowieka, nie liczmy na szybki sukces. Bo syndrom sztokholmski nie odpuści łatwo...

Sebastian Gabryel

  • Malta Festival Poznań 2016: "Sculpting fear"/"Obstacle - Sculpting fear" Julian Hetzel
  • CK Zamek i inne miejsca w Poznaniu
  • 24 i 25.06, g. 13, 25 i 26.06, g. 20