Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

JA TU TYLKO CZYTAM. To nie jest tylko historia Lili i Oskara

"Jego specjalność to zamykanie" - pisze o jednym z radzieckich psychiatrów Maciej Zaremba Bielawski w swojej najnowszej książce "Dom z dwiema wieżami". O autorze też można tak krótko i w punkt: jego specjalność to otwieranie.

.
rys. Marta Buczkowska

Zaremba Bielawski nieraz już bowiem otwierał oczy całej Szwecji na to, czego usilnie nie chciała zobaczyć. Z puszki, którą otworzył, wydostały się i zalegalizowana prawem eugenika, i zadziwienie praktykami panującymi w pomocy społecznej. Mogliśmy to wszystko przeczytać już w książkach "Higieniści" czy "Polski hydraulik. I inne opowieści ze Szwecji". Pochodzący z Polski dziennikarz niemal na co dzień pokazuje Szwecji, gdzie jest niedoskonała - zwłaszcza w sferach, co do których była przekonana, że doskonałość maksymalnie wyśrubowała. Chciałoby się dziś w Polsce takich reportażystów, którzy drapaliby tematy aż nie dotrą przez wszystkie warstwy skóry do żywego mięsa.

Na szczęście Zaremba Bielawski po latach skrobania skandynawskiej współczesności, wziął na warsztat polskie piekiełko, m.in. antysemityzm. "Dom z dwiema wieżami" można czytać jako fascynującą historię rodzinną autora. Ale będzie to tylko ta pierwsza warstwa, to pierwsze otwarcie. Po nim autor otwiera przed nami drugie, trzecie, kolejne drzwi.

W "Domu z dwiema wieżami" jest więc historia Lili - matki autora - i jej żydowskich przodków, mieszkających na ziemiach polskich. Jest i opowieść o ojcu Zaremby Bielawskiego - Oskarze, słynnym psychiatrze, który metodami leczenia i podejściem do pacjentów o lata świetlne wyprzedzał lekarzy także z zachodniej Europy. Mamy wreszcie tytułowy dom z dwiema wieżami - szpital dla psychicznie i nerwowo chorych w wielkopolskim Kościanie.

Kiedy w powojennej zawierusze i początkach komunistycznej Polski losy Lili i Oskara się splotą, będzie - jak w życiu - najpierw wielka miłość mimo różnicy wieku, mimo tego, że on już ma rodzinę; a potem mniejsze i większe rozczarowania tak charakterystyczne dla codzienności, w której żyje każda rodzina. Ostatecznie to, co ją rozbije, będzie tak mocno tkwić korzeniami w latach 1939-1945, jak tylko można sobie wyobrazić. Bo powiedzieć, że losy wojenne Lili i Oskara były skrajnie odmienne, to nic nie powiedzieć. Ich syn Maciej opowiada o tych równoległych życiach, które jeszcze nie mają o sobie bladego pojęcia, w sposób tak mistrzowski, że trudno się oderwać i od uciekającej wciąż przed prześladowaniami Żydówki Lili, i od Oskara biorącego udział w kompletnie niesłychanej wojnie, w niemieckim oflagu.

Jednak ta rekonstrukcja rodzinnej historii (aż do dziadka, pierwszego sędziego Żyda w rodzinnej miejscowości) to zaledwie jedno otwarcie, jedne tylko drzwi w "Domu z dwiema wieżami". Ten znakomity reportaż ma bowiem kolejne przejścia. Jest tutaj i sam autor - Maciej w wieku dojrzewania, w roku 1968, gdy w Polsce rozgorzała na dobre antysemicka nagonka. I zanim Lila zostawi Oskara i na stałe wyemigruje z Polski do Szwecji, zobaczymy jeszcze Macieja idącego przez Warszawę i jedzącego banana (jak mawiają dziś młodzi - tego się nie da odzobaczyć, zwłaszcza że rzecz dzieje się w Polsce w latach 60., gdy niczego nie było na sklepowych półkach) oraz w tak niesłychanej akcji przed koncertem gwiazd światowej sławy, że twórcy Latającego Cyrku Monty Pythona by tego nie wymyślili.

Mogłyby to być jedynie niewiele wnoszące anegdotki, gdyby nie to, z jak wielką siłą rażenia pokazują paranoję 1968 roku w Polsce. I tu ciekawa rzecz: w 2018 roku, przy okazji okrągłej rocznicy, wyszło sporo książek poświęconych przymusowej emigracji Polaków pochodzenia żydowskiego, a jednak kilka obrazów nakreślonych przez Zarembę Bielawskiego oddaje atmosferę tamtego czasu tak znakomicie, że właściwie "Dom z dwiema wieżami" mógłby być jedyną książką, którą na ten temat przeczytacie. Tak samo rzecz ma się w przypadku holocaustu - opowieść o Lili to tak naprawdę historia setek tysięcy polskich Żydów podczas II wojny światowej. A przez to - dalej - historii naszego kraju i społeczeństwa. Wszystko to - i lata wojenne, i rok 1968 - prowadzi Zarembę Bielawskiego do rozważań czy przez lata, a także dziś, mamy na co dzień do czynienia z antysemityzmem w Polsce, czy jednak z polskim antysemityzmem. I - naprawdę! - nie są to rozważania, które z tych sformułowań brzmi lepiej.

Kolejne drzwi w "Domu z dwiema wieżami" zmuszają nas do przyjrzenia się szlacheckim korzeniom i do rozważań o rycerskości. Tych drzwi zresztą w książce jest tak wiele, że nie sposób wymieniać je dalej. Zaremba Bielawski po raz kolejny udowodnił, że jest specjalistą od otwierania. Czegokolwiek by przed nami, czytelnikami, nie uchylił, zawsze warto tam wejść.

Aleksandra Przybylska

  • Maciej Zaremba Bielawski "Dom z dwiema wieżami"
  • przełożył Mariusz Kalinowski
  • Wydawnictwo Karakter

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019