Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Dziadek z wnukiem i powroty po latach

Były na scenie zaręczyny i wizyta prezydenta Poznania, były też atrakcyjne propozycje zabaw dla najmłodszych. Przede wszystkim jednak dominowała nieszablonowa, znakomita muzyka. W niedzielę późnym wieczorem zakończył się trzeci LuxFest.

.
Fot. Tomasz Nowak

Ten festiwal to swoisty dowód poznańskiej filozofii pracy. Wbrew narzekaniom na sytuację na polskiej scenie muzycznej, członkowie zespołu Luxtorpeda własnoręcznie, i przy wsparciu przyjaciół, po raz trzeci zorganizowali swe muzyczne święto. Tym razem impreza była aż dwudniowa. Jej głównym organizatorem, pomysłodawcą, mózgiem i promotorem jest Robert Litza Friedrich - lider Luxtorpedy, członek wielu innych ważnych rockowych zespołów. W sensie artystycznym i koncepcyjnym festiwal był zdecydowanym sukcesem, nieco gorzej było z frekwencją.

Rodzina, ach rodzina

LuxFest to, w zamierzeniu organizatorów, festiwal rodzinny - i z pewnością nawet przypadkowy obserwator nie miałby wątpliwości, że to się udaje. W hallu Areny każdego dnia przez kilka godzin funkcjonowała tzw. strefa Lux Art, czyli ogromna przestrzeń przeznaczona dla zabaw, eksperymentów, doświadczeń plastycznych, warsztatów ekologicznych, etc. Można było też pograć na perkusji albo zrobić sobie zdjęcie z gwiazdami festiwalu. Całość animowało stowarzyszenie Enter Art, a współtworzyły m.in. Pracownia Artystyczna Lupa, Skład Kulturalny i Księgarnia Muzyczna.

Szeroki był też zakres wiekowy publiczności: od małych dzieci a nawet niemowlaków (większość z nich chodziła w dźwiękoszczelnych słuchawkach) poprzez tłumy nastolatków, po ich rodziców, a ponoć nawet dziadków. Takie szerokie spektrum wiekowe widzieliśmy też na scenie. Jednym z wydarzeń pierwszego dnia imprezy był koncert Arki Noego, która - jak wiadomo - gromadzi w swym składzie dwa pokolenia: dzieciom towarzyszą dorośli instrumentaliści. Furorę wśród widzów zrobił bodaj dwuletni Jeremiasz... wnuk Litzy, który także pojawił się na scenie. Jeszcze za mały, by śpiewać w Arce, dorównywał pozostałym dzieciom w scenicznych podskokach i zabawach.

Różnorodność

Ideą muzyczną LuxFestu jest z jednej strony szeroka i różnorodna gatunkowo oferta, z drugiej: próba odejścia od zwyczajowego festiwalowego pośpiechu i nerwowości. Każdy wykonawca otrzymuje więc do dyspozycji czas na zagranie długiego, ponad godzinnego koncertu, co w podobnych (festiwalowych) okolicznościach zazwyczaj się nie przydarza. Dlatego też LuxFestowe koncerty rozpoczynały się około godziny 13, a kończyły 10 godzin później.

W ślad za tym idzie wspomniana różnorodność stylistyczna. Luxtorpeda jak wiadomo jest grupą proponującą dość mocną odmianę rocka. Taka więc i jeszcze ostrzejsza (Acid Drinkers, 2Tm2,3) muzyka pojawiała się niemal naturalnym biegiem rzeczy. Ale było też trochę folku (Dikanda), sporo hip-hopu (Jarecki, 52 Dębiec), piosenka z poetyckim tekstem (Natalia Niemen) czy rock progresywny (Jelonek). Czy ta różnorodność nie jest aż nazbyt duża, to kwestia do dyskusji. Ja na przykład nie jestem przekonany co do nadreprezentacji muzyki hip-hopowej na tym festiwalu. Inna sprawa, że niewątpliwie tak "skomponowana" całość uczy słuchaczy otwartości. Oczywiście wypada także przyklasnąć pomysłowi udostępniania sceny mniej znanym zespołom. A zagrały też w Arenie: Drop, 8 lat w Tybecie, Eleanor Gray i Fuzz.

Ćwierć wieku po debiucie

Muzycznym wydarzeniem festiwalu był - zgodnie z oczekiwaniami - specjalny występ zespołu Acid Drinkers, który w całości wykonał muzykę ze swej debiutanckiej płyty sprzed ćwierć wieku - "Are You A Rebel". Wykonał w szczególnych okolicznościach, bowiem w oryginalnym składzie, zatem z Litzą na gitarze i wokalu. Początkowo dało się wyczuć pewną tremę, ale gdy już artyści się rozpędzili, zabrzmieli rewelacyjnie. Usłyszeliśmy wszystkie nagrania z pierwszej płyty, włącznie z "Barmy Army", "Woman With The Dirty Feet" czy "I F... the Violence". Raz jeszcze odżył niezwykły duet gitarowy Litzy i Popcorna, z dynamitem sekcji rytmicznej Titus - Ślimak za plecami. W drugiej części występu do zespołu dołączył aktualny gitarzysta Jankiel (raz po raz powracał też na scenę Litza) i zabrzmiało kilkanaście późniejszych utworów. Całość, mimo drobnych potknięć wynikających ze scenicznej improwizacji, brzmiała fantastycznie. Niespodzianką było pojawianie się na scenie prezydenta Grobelnego, który wręczył zespołowi Srebrną Pieczęć Miasta Poznania. Acids potwierdzili ćwierć wieku po debiucie, że nadal są numerem jeden polskiej sceny muzyki metalowej.

Tymoteusz "na ostro"

Innych muzycznych zjawisk czy wydarzeń nie zabrakło. Bezdyskusyjnie należały do nich też występy grupy 2Tm2,3, Natalii Niemen i zespołu Luxtorpeda. 2Tm2,3 czyli popularny Tymoteusz, to jedna z legend polskiej sceny rockowej, supergrupa, utworzona przez liderów wielu wybitnych zespołów. Jeśli w ostatnich latach koncertowali w Poznaniu, to w swym bardziej kameralnym, akustycznym wcieleniu. Tym razem na scenie Areny pojawili się w wersji "na ostro", dynamicznej, bardzo rockowej, jaką ostatnio słyszeliśmy w stolicy Wielkopolski (o ile mnie pamięć nie myli) 8 lat temu podczas trasy promującej płytę "888". Zresztą, nagrania z tego właśnie albumu zdominowały repertuar wieczoru.

Jeśli ktoś miał wątpliwości, w jakiej formie dziś po latach jest zespół, musiał być zachwycony. To było spójne, mocne, motoryczne brzmienie, w którym natchnienia punkowe brzmią obok metalowych, w których post punkowy hard core znajduje dopełnienie delikatnymi echami reggae. Porywające wokale Tomasza Budzyńskiego i Dariusza Malejonka zyskiwały znakomite wsparcie w brzmieniu instrumentalistów. Śpiewał również trzeci z liderów - Litza, który wykonał m.in. pamiętne "Marana Tha" z pierwszej płyty grupy. Niezwykle gęstą tkankę rytmiczną organizowały dwa zestawy perkusyjne: znakomita Beata Polak i Tomasz "Krzyżyk" Krzyżaniak (który na tym "stanowisku" zastąpił zmarłego przed trzema laty Piotra Żyżelewicza). Wspaniały, wstrząsający, pełen niezwykłych emocji i wielkiej mocy koncert. Czekamy na obiecaną nową płytę grupy, nawet jeśli ma ona być "tylko" akustyczna.

Spodchmurykapelusza

Z kolei Natalia Niemen zaśpiewała piosenki z repertuaru swego ojca. Została gorąco przyjęta przez publiczność, a dała fantastyczny koncert. Wspaniale, że zdecydowała się nie śpiewać zestawu obowiązkowych przebojów, ale przede wszystkim piosenki z trudnych i z pewnością mało znanych słuchaczom ostatnich dwóch płyt artysty: "Terra Deflorata" i "Spodchmurykapelusza". Artystka naprawdę nadaje nowe życie piosenkom Czesława Niemena, w miejsce obecnej na jego płytach elektroniki proponując elektryczne brzmienia, w których mieszczą się elementy rocka i jazzu. Natalia śpiewa znakomicie, ekspresyjnie, nie tylko piękną barwą głosu, ale i wiarygodnie interpretując teksty. Okazało się, że piosenki "Spojrzenie za siebie", "Pojutrze szary pył", "Jagody szaleju" czy "Począwszy od Kaina" okazały się koncertowymi hitami. Wisienką na torcie była piękna wersja piosenki "Dziwny jest ten świat" - to jedyny z wielkich przebojów, jaki artystka zaśpiewała podczas tego świetnego koncertu. Wobec wielu pretensjonalnych, złych i nieudanych prób odwołań do twórczości Niemena, jakie pojawiają się w ostatnich latach, koncert jego córki był zjawiskiem. Bardzo chciałbym posłuchać tego materiału na płycie. Podkreślić należy też, żę artystce towarzyszył znakomity zespół z fantastycznym saksofonistą Piotrem Baronem na czele.

LuxZaręczyny

Jak zawsze na tym festiwalu najgoręcej oczekiwani i przyjmowani są gospodarze - i tak było też tym razem. Luxtorpeda dała długi, blisko dwugodzinny koncert, potwierdzając wszystkie dobrze już znane zalety swego stylu. Bezkompromisowe brzmienie, perfekcję wykonawczą, mądry, wartościowy przekaz płynący z tekstów. Jak zawsze artyści stanęli dosłownie obok siebie - perkusja pojawia się z lewej strony sceny, a nie w jej głębi jak w przypadku innych grup. To drobny, ale symboliczny znak. Sporo było w repertuarze wieczoru piosenek z tegorocznej trzeciej płyty, ale oczywiście usłyszeliśmy też nagrania z obu wcześniejszych albumów. Większość została chóralnie odśpiewana przez publiczność. Niecodziennym zdarzeniem były... zaręczyny dwojga młodych ludzi z Bieszczad, których Litza zaprosił na scenę. Coś, co w przypadku innych wykonawców wyglądałoby dyskusyjnie, tu było całkiem bezpretensjonalne.

Jelonek szalony

Swoje zrobił też Jelonek, który znakomicie rozbawił publiczność. Nie jestem gorącym entuzjastą jego twórczości, ale w takiej festiwalowej formule sprawdziła się ona znakomicie. Grający na skrzypcach artysta jest nie tylko wybitnym instrumentalistą, ale też znakomitym showmanem. Na scenie pojawia się w hełmie z rogami (nazwisko zobowiązuje) i w towarzystwie kiczowatego plastikowego (?) jelenia. Jego koncert jest błyskotliwą mieszanką ech muzyki klasycznej z rockowym dynamizmem i estradowym spontanem.

Świetnie, bezpretensjonalnie i momentami bezkompromisowo zabrzmiała Arka Noego (to jeden z 4 zespołów, w których zagrał niestrudzony Litza). Grupa w błyskotliwy sposób łączy w koncertowym repertuarze urok i prostotę najstarszych piosenek z dynamicznym, gitarowym postpunkowym brzmieniem współczesnych utworów. Zabrzmiało również kilka tematów z czekającej na wydanie najnowszej płyty "Petarda", którą przedpremierowo można było kupić w Arenie.

Cdn.?

Czy będzie kolejny LuxFest i jaka będzie jego formuła? Być może za szybko padają te pytania, choć fakt, że - w przeciwieństwie do pamiętnych tłumów na pierwszej edycji festiwalu - tegoroczny nie był frekwencyjnym sukcesem, na pewno nie dodaje skrzydeł organizatorom. Tym niemniej LuxFest ma już swoje własne miejsce w muzycznym kalendarzu, dał fanom rockowych brzmień mnóstwo pięknych przeżyć. Miejmy nadzieję, że będą następne.

Tomasz Janas

  • LuxFest
  • 27-28.09