Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Czułość i wyrazistość w najcichszych pianach

Jubileusze są okazją do przywołania najlepszych wspomnień i zarysowania optymistycznych planów na nadchodzące lata. W piątkowy wieczór w Auli Uniwersyteckiej i przeszłość i przyszłość sprzyjały uroczystej atmosferze. Ale najważniejsze było to, co działo się na oczach (na uszach) publiczności.

.
fot. A. Hoffman

70-lecie poznańskiej Filharmonii melomani świętowali w doskonałym towarzystwie. Zespół, prezentujący bardzo dobrą formę, i wybitny solista - Rafał Blechacz sprawili, że obchody rocznicy pierwszego koncertu okazały się wyjątkowo huczne.

Wyrazistość i energia

Utwór, którym filharmonicy rozpoczęli wieczór, Nokturn Stanisława Wisłockiego, upamiętniał kompozytora dzieła, pierwszego dyrygenta poznańskiego zespołu. Pomysł organizatorów jest wart dostrzeżenia -  Wisłocki to twórca, którego dorobek jest bardzo rzadko wykonywany.

W Nokturnie orkiestra miała okazję pochwalić się pełnią brzmienia. Utwór stwarza okazję do zaprezentowania możliwości kolorystycznych różnych instrumentów - ilustracyjność dzieła jest jego dużym atutem. Stworzenie tła, na którym wyraźnie ukazały się rozmaite barwy to zasługa dyrygenta orkiestry, Marka Pijarowskiego, czujnego na dynamikę i proporcje brzmień. Zespół z wyczuciem podążył także za zmiennymi nastrojami Nokturnu - który na przemian wzbierał mrocznym niepokojem (zasługa perkusji) i łagodniał w płynnych partiach sekcji smyczkowej.

Po utworze Wisłockiego zabrzmiał Koncert na orkiestrę Witolda Lutosławskiego, dzieło o szczególnym potencjale dramatycznym, w którym wydarzenia muzyczne przywodzą niekiedy na myśl teatralne dialogi. Utwór, wykonany z niezwykłą charyzmą i ekspresją, potwierdził świetną formę orkiestry. W pierwszej części zwracała uwagę wyrazistość powtarzającego się motywu rytmicznego - z równą werwą i czujnością podchwytywanego przez kolejne grupy instrumentów. Druga część, ruchliwa i migotliwa, była popisem orkiestrowej wirtuozerii. Trzecia dopełniła obrazu dzieła - w finałowych kulminacjach zespół zabrzmiał pełną mocą.

Lutosławski nie obawia się brutalności brzmienia - również zespół niekiedy szarżował, grając na granicy wytrzymałości słuchaczy. W pewnej chwili powtarzający się wysoki ton w skrzypcach prawdziwie drażnił. Było to estetycznie bezwzględne, chropowate, ale jako efekt artystyczny - imponujące. Wyobrażam sobie słuchaczy, którzy właśnie w takich momentach wykonania czują się najbardziej usatysfakcjonowani.

Szczególne znaczenie w pierwszej części koncertu miały partie solowe. Znakomicie zaprezentowała się sekcja dęta i perkusyjna - obie zdyscyplinowane i punktualne. Solowe popisy skrzypiec zachwycały głębią i płynnością. Największe emocje i najbardziej niezwykłe wrażenia czekały jednak słuchaczy po przerwie.

Estetyczne - nadestetyczne

Sposób, w jaki artysta pojawia się na estradzie, jest zawsze ciekawy - stanowi informację o jego temperamencie. Blechacz przywitał publiczność krótko, życzliwie i z uśmiechem. Słynna już skromność wirtuoza przejawiła się także w zdyscyplinowanej kreacji scenicznej, nie pozostawiającej miejsca na nic własnego, nic manifestującego osobowość - poza muzyką.

Wirtuoz zajął miejsce przy fortepianie. Dyrygent uniósł batutę i zabrzmiały pierwsze frazy ekspozycji.

Na czym polega fenomen Rafała Blechacza? Wsłuchując się w kolejne części Koncertu fortepianowego f-moll Fryderyka Chopina, wciąż trudno było uchwycić zasadniczą, a przede wszystkim możliwą do nazwania, przyczynę jego artystycznej niezwykłości. Jej punktem wyjścia jest absolutna precyzja wykonania, wyrazistość, którą wirtuoz osiąga nawet w najcichszych pianach. Czuć tu szacunek dla każdego dźwięku, szacunek przywodzący na myśl czułość. Pochylenie się nad najdrobniejszymi wartościami nie wiedzie jednak do rozchwiania frazy - oznacza wnikliwe jej przemyślenie.

Ciekawe i zarazem zupełnie niezrozumiałe jest to, że chociaż wykonanie Blechacza wydawało się w piątkowy wieczór jedynym słusznym, najlepszym z możliwych, jego gra była przecież bardzo odkrywcza i pomysłowa. Nieoczywiste rubata, ostrożne kulminacje, ściszenia i zawahania wydawały się czasem zaskakujące - ale zachwycająco zaskakujące, jak przypomnienie czegoś pięknego i oczywistego, ale dawno zapomnianego. Jednoczesna finezja frazowania i coś z prostoty, dziecięcej niemal naiwności pierwszego wykonania sprawiały, że wirtuoz całkowicie zawładnął publicznością. W uważnych interpretacjach fragmentów dzieła, pamiętał o tym, że są one tylko częścią utworu - czuć było, że realizował gruntownie przemyślaną wizję całości.

Skłonność do porządkowania, dyscyplinowania formy, dbałość o przejrzystość wykonania były kolejnymi zaletami interpretacji i może właśnie one stanowiły o niezwykłej głębi gry, wyrafinowanej subtelności, swoistej poetyckości - a także o czymś niewyrażalnym, dalekim i ponadestetycznym, czego doświadczyli słuchacze.

Rzadkie i wyjątkowe poczucie obcowania z metafizyką, z sacrum jest możliwe tylko dzięki sztuce pięknej - pięknej w sposób absolutny. Władysław Stróżewski w eseju Wokół piękna pisze o takim doświadczeniu: "Wartość estetyczna <> czy <> sobą dzieło - i w swej szczególnej jakości - w nim się wyczerpuje. Wartość nadestetyczna stoi jakby poza dziełem (...). Istotne jest jednak to, że pośrednictwo dzieła jest tu absolutnie konieczne, albowiem ten oto sposób przejawiania się owej wartości możliwy jest tylko w tym i tylko dzięki temu właśnie dziełu". W wywiadzie, którego Blechacz udzielił dla "Niedzieli", przyznał, ze muzyka jest dla niego jak modlitwa. Jeśli rzeczywiście sztuka umożliwia kontakt z Absolutem, słuchacze zawdzięczają wirtuozowi jeszcze więcej niż tylko niezapomniane wrażenia - a może: jeszcze więcej, niż w ogóle mogliby oczekiwać śmiertelnicy.

Blechacz bisował aż trzykrotnie, a zachwycona publiczność niechętnie pozwoliła opuścić mu estradę. Myślę, że wyraziła na to zgodę tylko dlatego, że artysta jeszcze w tym sezonie wróci do Poznania. Najbliższy koncert z udziałem wirtuoza zaplanowany jest na maj. Po ostatnim występie melomani będą oczekiwać go jeszcze niecierpliwiej.

Agata Szulc-Woźniak

  • Koncert 70-lecia
  • Orkiestra Filharmonii Poznańskiej, Marek Pijarowski - dyrygent, Rafał Blechacz - fortepian
  • Aula UAM  
  • 10.11
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.