Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Czas na nowe życie

W spektaklu Ciąg dalszy artyści z Grupy Teatralnej Wikingowie opowiadają o destrukcyjnym doświadczeniu alkoholizmu. Przedstawienie łączy zwyczajną prawdę ich doświadczenia, uważną reżyserię Doroty Abbe i niepośledni tekst Kuby Kaprala.

.
fot. Maciej Zakrzewski

Trzej panowie - Leszek Noster, Dariusz Baumann i Marek Kwieciński - zasiadają przed magnetofonami szpulowymi. Czwarte stanowisko jest puste - to zaznaczenie braku, śladu po Leszku Furmaniku, który zmarł w trakcie prac nad przedstawieniem. My, czyli publiczność, otaczamy ich zwartym kołem aby lepiej słyszeć słowa przefiltrowane przez zużyte głośniki starych urządzeń typu Unitra. Głosy mężczyzn ulegają zniekształceniom, nakładają się na siebie, a wreszcie zacierają, gdy konfrontują nas ze swoimi doświadczeniami, oraz prezentują wydestylowane motywy alkoholowe, czyli mechanizmy rządzące życiem osób uzależnionych.

W przedstawieniu kluczowe jest to, że bohaterom brakuje "znaków szczególnych", a więc są tacy, jak każdy z nas. Czwarty spektakl Wikingów podsuwa refleksję, że alkoholizm łączy wszystkich Polaków ponad podziałami politycznymi, społecznymi, ekonomicznymi, czy też  jest w przewrotny i złowieszczy sposób inkluzywny i nie wyklucza. Artyści akcentują tę potencjalność zaburzenia równowagi, które każdego z nas, skłonnych do stania się uzależnionymi, może wytrącić z normalnego rytmu życia, przenicowując je na drugą stronę - tę ciemniejszą i pogrążoną w chaosie. Gdy bohaterowie wyliczają co do minuty typowy układ ich dnia poznajemy, że w tym "szaleństwie" wciąż pozostaje jakaś metoda, rytm porządkujący picie. Noster, Baumann i Kwieciński nie tyle grają, co interpretują swoje przeżycia i przekazują nam gorzkie doświadczenia. Ich obecność jest przejmująca, wręcz przytłaczająca. Tekst, który wypracował z nimi Kuba Kapral, jest zupełnie pozbawiony pretensjonalności i wyrafinowania. Przez cały czas ma się poczucie, że jedynie porządkuje ich doświadczenia. Prezentuje nam je w stanie wciąż na tyle surowym, żebyśmy poczuli autentyczne nieprzyjemności nieoszlifowane przez słowo poetyckie, które zniszczyłoby surową wartość tego dokumentalnego spektaklu.

Trochę inną funkcję pełni w Ciągu dalszym Piotr Dąbrowski, profesjonalny aktor Teatru Polskiego i Sceny Wspólnej. To on deklamuje co bardziej górnolotne sformułowania, z których jedno przywodzi na myśl śliczny monolog Janusza Gajosa z Żółtego szalika, który w filmie celebruje kieliszki wódki w restauracji, czyli "sto gramów dobrze zamrożonej substancji", opatrując spożycie tekstem: "Tak to się właśnie robi. Pozwalamy minimalnym dozom ulubionej substancji spływać wolniutko w kierunku przełyku. Chłodne ścianki z rozkoszą wchłaniają każdą cząstkę mocy. Moc jest z nami". W tekście Kaprala ten stan przed konsumpcją, celebracja nadchodzącej przyjemności, ujęta jest tak: "Najcudowniejszy moment jest przed. Jak się człowiek szykuje, jak się człowiek krząta wokół tych drobniutkich sprawek, które ciupeńkimi kroczkami prowadzą go do przyjęcia (...) I nagle okazuje się, że wszystkie krwinki człowieka mają nóżki i tymi nóżkami przebierają, przebierają, przebierają! Tak, że człowiek cały w sobie chodzi, tańczy niemalże, ale jeszcze odwleka, jeszcze chwileczkę..."

Zdaniem Kaprala ważna w kontekście polskiej kultury jest filmowa adaptacja Pod Mocnym Aniołem Jerzego Pilcha, który był też scenarzystą Żółtego szalika, więc zbieżność literackich poszukiwań jest chyba nieprzypadkowa. A jednak trudno o dwie bardziej różne narracje. Pilch sięga przecież po motyw artysty alkoholika, przez co z uzależnienia robi się produkt uboczny tworzenia i cierpienia - a więc obraz doskonale zakotwiczony w kulturze i wiążący się ze społecznym przyzwoleniem. Pijący twórca o zdewastowanej twarzy ma w sobie przecież jakiś osobliwy urok, a choroba alkoholowa go dookreśla. Przecież najbardziej lubimy te filmy Larsa von Triera, które realizował, gdy ostro pił. W Ciągu dalszym nie ma już jednak miejsca na dalsze umacnianie tego rodzaju szkodliwych schematów. Miast tego bohaterowie dekonstruują właśnie tę schematyczność wymówek, które tak długo przetwarzają, aż tracą one jakikolwiek sens.

Sporo scen jest za to opartych na wyliczankach, a niektóre z nich mają dość upiorny charakter. Na przykład gdy aktor pyta o stan poszczególnych części ciała i życia, bohaterowie odpowiadają mu zgodnie: "- Nogi? - Przejebane. - Płuca? - Przejebane. - Wątroba? - Przejebana. - Rodzina? - Przejebana. - Mózg? - Przejebany. - Praca? - Przejebana. - Kasa? Przejebana".

A jednak siedzą przed nami ci, którzy w przeszłości stwierdzili, że może jeszcze zawalczą i zmienią swój los. Że jeszcze może czekać ich inne życie. Że coś nadal zostało z tego życia do wykorzystania. Aby symbolicznie ująć tę przemianę ponownie sięgają po magnetofony i nagrywają nowe, uzdrowione warianty ich dzienników. Tym razem godziny i minuty wyznaczają porządki dni trzeźwych, wypełnionych przez zwykłe, ale tak bardzo pożądane przez bohaterów sprawy, jak praca, odpoczynek i próby w teatrze. Mówią: "Jest fajnie, jest bardzo fajnie". Bo za pomocą przedstawień Wikingowie nie tylko zdają relację ze zmian w swoim życiu, ale i sam teatr jest dla nich częścią tego nowego życia, które obecnie sami sobie piszą.

Podobnie jak w przypadku spektakli prezentowanych w ramach projektu Teatr Powszechny w CK Zamek (w którym Wikingowie brali zresztą udział), Ciąg dalszy upomina się o głos wykluczonych z dominującej narracji. W tym przypadku wykluczonymi są byli bezdomni i bezdomni opowiadający o walce o zachowanie trzeźwości. Paradoksem pozostaje jednak to, że problem alkoholizmu nie jest niszowy, a jak najbardziej mejnstrimowy i powszechny. Zresztą, wracając z przedstawienia zobaczyłem w sklepie na swoim osiedlu obrazek dość przygnębiający: brzydko pachnącego alkoholika kupującego pół litra wódki i piwo, za co płacił wymiętymi banknotami o najniższym nominale i workiem drobnych monet. Ta scena mogłaby trafić do Ciągu dalszego, ponieważ - jak w przypadku dobrze zrealizowanych przedstawień dokumentalnych -  jego prawda wykracza poza przestrzeń teatru i znajduje swoje odbicie w naszej przykrej rzeczywistości. I może temu właśnie ma służyć, aby uczyć nas zwracać na nią baczniejszą uwagę, nie ignorować tego, na co patrzeć nie chcemy, oduczać nas obojętności.

Marek S. Bochniarz

  • Ciąg dalszy Grupy Teatralnej Wikingowie
  • Teatr Ósmego Dnia
  • premiera - 9.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019