Spektakl "Mister Barańczak" to z jednej strony hołd dla wybitnego poety i tłumacza. Ale pozbawiony patosu, który samo słowo "hołd" ze sobą niesie. Z drugiej - benefis, z definicji podsumowujący dorobek twórcy. Ale i tu - pozbawiony całej benefisowej otoczki: wyściełanego czerwonym pluszem tronu, lekko zakłopotanego bohatera wieczoru i gości garnących się do niego tłumnie z kwiatami i życzeniami w finale... Takiej formuły zresztą benefis Stanisława Barańczaka przyjąć by nie mógł - przede wszystkim dlatego, że zabrakło na widowni samego benefisanta. Poeta od lat cierpi na chorobę Parkinsona, nie mógł uczestniczyć w premierze. - Nie chciałem robić przedstawienia o człowieku, który zmaga się z ciężką chorobą - zaznaczał przed premierą Jerzy Satanowski. - Ale bardzo żałuję, że nie mogłem się z nim podzielić moim scenariuszem - mówił reżyser.
"Mister Barańczak" w Teatrze Nowym [recenzja]
Zobacz również
Mikrofestiwal Urban Vibe Live Painting
Ucztowanie przy muzyce
Wszystkiego naj!