Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Szczęśliwy jazzman

Niewątpliwie jest jedną z największych legend polskiej muzyki jazzowej. Wydany przed dwoma laty album "Polish Jazz - Yes!" potwierdza, że wciąż znajduje się w świetnej formie. W sobotę 13 października w Poznaniu zagra Zbigniew Namysłowski.

.
fot. materiały prasowe

Nie da się podważyć jego miejsca na polskiej scenie muzycznej i roli w historii krajowego jazzu. Leszek Możdżer mówił o nim przed laty: "Namysłowski zawsze pozostanie moim mistrzem, od niego nauczyłem się najwięcej". A to tylko jedna wielu podobnych opinii. Słynny kontrabasista Zbigniew Wegehaupt twierdził wręcz, że "Ludzie w Polsce nawet nie zdają sobie sprawy z jakiego formatu twórcą mają do czynienia" i dodawał - oczywiście z odrobiną retorycznej przesady - "za to co zrobił dla polskiej muzyki powinno się przed nim za każdym razem rozkładać czerwony dywan". Bywa niełatwy, kontrowersyjny, nieprzejednany w swoich sądach, ale w dorobku ma mnóstwo świetnej muzyki. Zbigniew Namysłowski pojawi się w naszym mieście jako gwiazda corocznego konkursu dla młodych muzyków jazzowych Blue Note Poznań Competition.

Komeda i inni

Zaczynał od fortepianu, potem była wiolonczela, na których uczył się grać w krakowskiej i warszawskiej szkole muzycznej. W jazzowym świecie debiutował w zespołach grających muzykę dixielandową, takich jak na przykład Modern Dixielanders. Grał wówczas - co warto podkreślić - na puzonie. Był uczestnikiem słynnego pierwszego festiwalu jazzowego w Sopocie w 1956 roku - ale po stronie publiczności. Jak później przyznawał: "To mnie tak zmobilizowało, że w czasie wakacji, jeszcze w tym samym roku, zacząłem uczyć się na puzonie - sam". Niebawem porzucił jazz tradycyjny i zwrócił się w kierunku jego nowoczesnego nurtu. Wtedy też wybrał saksofon. Polska scena zapełniła się wówczas wieloma osobowościami - było z kim grać. Namysłowski pojawiał się więc w grupach cenionych liderów: Krzysztofa Sadowskiego, Jerzego Matuszkiewicza, Andrzeja Trzaskowskiego. Później kontynuował karierę u boku samego Krzysztofa Komedy - zagrał przecież na uważanej do dziś za najważniejszą w historii polskiego jazzu płycie Komedy "Astigmatic". Później przyszedł czas na własne zespoły.

Spełnienie?

W rozmowie dla miesięcznika "Jazz Forum" Namysłowski przyznawał przed kilkoma laty: "Oczywiście, że jestem szczęśliwy, że jestem muzykiem jazzowym, nie zamieniłbym tego zajęcia na żaden inny zawód. Jazz to jest niebywała możliwość twórczego rozwoju, swobody, możliwość wyboru stylu, improwizowanie, szansa wyżycia się, to daje radość i satysfakcję. Sądzę, że większość jazzmanów jest tego samego zdania. Natomiast czy ja się czuję spełniony? Wciąż chyba czekam na coś jeszcze. Odczuwam niedosyt wydarzeń w moim życiu, zdecydowany niedosyt". Wciąż poszukuje więc muzycznego spełnienia, wciąż wynajduje młodych i tych nieco starszych instrumentalistów, których zaprasza do wspólnego muzykowania. Zawsze słynął bowiem z tego, że miał rękę do odkrywania wielce obiecujących talentów.

"Cy to blues cy nie blues"

Pierwszy własny, autorski zespół założył w 1961 roku. Trzy lata później jego pierwszą płytę "Lola" opublikowała słynna oficyna Dekka, ta sama, która w tym samym czasie wydawała również albumy Rolling Stonesów. A później w prowadzonych przez Namysłowskiego formacjach, takich jak Jazz Rockers, Air Condition, The Q, autorskich kwartetach i kwintetach przewijała się cała czołówka polskich instrumentalistów. Nagrane w połowie lat siedemdziesiątych albumy "Kuyaviak Goes Funky" i "Winobranie" zaliczane są do absolutnej klasyki jazzu polskiego i europejskiego. Tych gorąco witanych albumów było, oczywiście, w późniejszych latach znacznie więcej. Wymieńmy chociaż takie jak "Follow Your Kite", "Open", "Cy to blues cy nie blues", albo też głośno komentowany, nagrany wraz z kapelą Jana Karpiela-Bułecki "Zbigniew Namysłowski Quartet&Zakopane Highlanders Band".

"Yes!"

Ostatnim jego dokonaniem fonograficznym jest płyta "Polish Jazz - Yes!" wydana dwa lata temu w legendarnej serii (Polish Jazz właśnie) z numerem 77. dokładnie w... 77. urodziny Namysłowskiego. Muzyka na niej kipi energią, lśni barwami, a zarazem nie idzie na stylistyczne ustępstwa. To jazz w stanie czystym. Mam wrażenie, że może spodobać się zarówno nowicjuszom, jak i wiernym wielbicielom gatunku.

W sobotni wieczór w Blue Note liderowi, grającemu na saksofonach altowym, sopranowym i sopranino, towarzyszyć będą: syn Jacek Namysłowski - puzon oraz Marcel Baliński - fortepian, Andrzej Święs - kontrabas i Dawid Fortuna - perkusja.

Tomasz Janas

  • Zbigniew Namysłowski
  • Blue Note
  • 13.10, g. 21
  • bilety: 95-120 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018