Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Burząc zastany porządek

Poznański Teatr Nowy ma 95 lat, prawie stulecie, dobry wiek. Dużo, by spisać jego historię, za mało, by pokryć się nieznośną patyną.

.
Scena zbiorowa ze spektaklu "Śmierć Tarełkina" według sztuki Aleksandra Suchowo-Kobylina, reżyseria Izabella Cywińska, scenografia Andrzej Sadowski, premiera 22 grudnia 1973 r. Fot. Grażyna Wyszomirska/ Cyryl.poznan.pl

Nowy teatr w Poznaniu powstał w czasach monopolu w życiu teatralnym Poznania skupionym w ramach Teatrów Miejskich. W ich skład wchodziły dwa budynki i dwa zespoły pod wspólną dyrekcją: Teatr Polski i odziedziczony po Niemcach Teatr Wielki. Pierwszy szczycił się etosem sceny z misją ufundowanej przez naród sobie, drugi - imponującym gmachem. W pierwszym po odzyskaniu niepodległości grano repertuar lżejszy i operetki, w drugim - tzw. wielki dramat i opery. W 1923 roku miało się to wszystko zmienić - do Teatru Polskiego miał wrócić dramat, a w Wielkim prócz oper miano wystawiać operetki. I wtedy okazało się, że w całkiem pokaźnym mieście, jakim był wtedy Poznań, zabrakło sceny kameralnej, na której grano by sztuki "środka", nie wielkie, nie małe, ale porządne. Tak powstała nowa scena, początkowo nazwana imieniem Heleny Modrzejewskiej, a krótko potem Nowa z nazwy.

Była prywatną inicjatywą aktora Teatru Polskiego Mieczysława Rudkowskiego. Podobno miernego, ale energicznego. Przyjęto ją w Poznaniu całkiem dobrze i z ciekawością. Gorzej było w Warszawie. Tam ironizowano, że dwa teatry dramatyczne w stolicy Wielkopolski to stanowczo za dużo (łącznie w obu instytucjach było tysiąc miejsc) na taką mieścinę i skąd my weźmiemy tyle publiczności! Ta troska warszawiaków okazała się raczej na wyrost, bo kiedy 14 września 1923 roku dawano w Nowym na tyłach kamienicy przy ul Dąbrowskiego (w dawnej sali Bratniaka - Bratniej Pomocy Studentów UP) pierwsze przedstawienia, sala była pełna. Kulturalnych poznaniaków nie zabrakło. Na scenie pokazano Przechodnia Bohdana Katerwy, pod którym to pseudonimem ukrywał się ówczesny szef Księgarni św. Wojciecha Szczepan Jeleński. Spektakl został świetnie przyjęty, czego nie można powiedzieć o krytykowanej za poziom artystyczny kolejnej premierze - francuskiej komedii Panna mama. Te na przemian zachwyty i głosy krytyczne przewijały się przez cały okres dyrektorowania Rudkowskiego, który próbował godzić wysublimowane gusty ze sztuką popularną i rozrywkową. Ciekawe i często ambitne dzieła przeplatał infantylnymi komediami i farsami, ponieważ te ostatnie zapełniały widownię, a jego teatr musiał zarabiać. W tej dziedzinie Rudkowski początkowo działał mistrzowsko -  na początku lat 30. wymyślił (i zrealizował!) scenę na wodzie w parku Sołackim. Pokazane tam Skalmierzanki Kamińskiego ze scenografią Jarockiego zgromadziły tysiące widzów, wzbudziły nieopisany zachwyt i zostały okrzyknięte wydarzeniem sezonu. W pierwszych latach działalności Teatr Nowy wystawiał ponad 30 premier w sezonie, a zatrudniał zaledwie 20 aktorów! Co prawda Rudkowski zapraszał na gościnne występy aktorów warszawskich, w tym "gwiazdy", takie jak Osterwa, Jaracz czy Solska, ale i tak liczba premier była imponująca.

Pierwszy kryzys przyszedł szybko. Rudkowski niebezpiecznie zbliżył się repertuarem do wielkiego dramatu, który programowo miał być przypisany Polskiemu, sceny skonfliktowały się i Nowemu groziła jeżeli nie katastrofa, to przynajmniej stagnacja. Ratunkiem okazał się kolejny mistrzowski ruch Rudkowskiego, potwierdzający jego niesamowity instynkt - zatrudnił Edmunda Wiercińskiego, który właśnie opuścił wraz z grupą aktorów teatr Reduta Osterwy. Rok jego działalności w Teatrze Nowym był okresem tzw. eksperymentu ekspresjonistycznego na poznańskiej scenie, intensywnego i barwnego, ale  nie do końca trafiającego w gusta konserwatywnej poznańskiej publiczności. Po roku Wierciński wyjechał. Rudkowski jeszcze przez kilka lat próbował ratować teatr i wyciągać go z finansowej zapaści, potulnie wracając na swoje rozrywkowe poletko, ale nie dał rady. W 1934 roku zostawił tonącą w długach scenę i wyjechał do Warszawy. Trzy lata później teatr został zamknięty, potem wybuchła wojna i sala w secesyjnej kamienicy przy ul. Dąbrowskiego została przebudowana na kino.

Po wojnie teatr uruchomił prywatny przedsiębiorca Zbigniew Szczerbowski. Próbował nawiązać do tradycji Rudkowskiego, budując scenę popularnorozrywkową i zapraszając nań znanych aktorów, Ludwika Solskiego czy Mieczysławę Ćwiklińską. Nie dano mu jednak szansy na rozwinięcie działalności, ponieważ w 1949 roku teatr został upaństwowiony. Do 1972 roku właściwie nie istniał, działał raczej jako jedna z sal dramatycznych w molochu, jakim była Dyrekcja Państwowych Teatrów Dramatycznych, na dodatek prezentując swoje spektakle w Olimpii, wówczas Domu Kultury MO, ponieważ przy ul. Dąbrowskiego trwał generalny remont.

W 1972 roku obie poznańskie sceny zyskały odrębne kierownictwa artystyczne. Z Kalisza do Nowego przyjechała Izabella Cywińska i zaczął się niesamowity, elektryzujący i zadziwiający na spokojnym poznańskim podwórku okres kilkunastu lat, w którym teatr wyznaczył sobie, widzom i miastu zupełnie nowe role, dodatkowo podsycane szczególnym czasem w polskiej historii, który nadciągał, burząc zastany porządek. Cywińska zasiała ferment na tak wielu płaszczyznach, że trudno było tego nie słyszeć i nie widzieć. Trzeba było uczestniczyć. Najpierw stworzyła Zespół, potem wyszła do ludzi ze swoją energią, entuzjazmem i pomysłami, zaciekawiła ich i pociągnęła, a w efekcie zaproponowała teatr zaangażowany, twórczy, ale pozbawiony zbędnego moralizowania, którego punktem wyjścia była intensywnie dziejąca się rzeczywistość. Coś w Poznaniu niebywałego! W tym czasie Teatr Nowy stał się najważniejszą sceną dramatyczną Poznania, dystansując pogrążony w marazmie Teatr Polski. Cywińska zaprosiła do współpracy Nyczaka i Wiśniewskiego, osobowości bardzo różne, ale znakomicie się w formule jej teatru uzupełniające. We trójkę zaprezentowali poznańskiej publiczności spektakle, z których kilka tryumfalnie weszło do historii nie tylko lokalnego, ale i polskiego teatru. Nowa dyrektorka zaczęła od Gigantów z gór, pięknej baśni, do której inscenizacji zaprosiła wybitnego choreografa Conrada Drzewieckiego. Wyreżyserowała Łaźnię Majakowskiego z muzyką Satanowskiego, która mimo skromnej formy była sukcesem frekwencyjnym (102 przedstawienia obejrzało prawie 30 tys. widzów). W czerwcu 1981 roku na afisze wszedł jej słynny spektakl Oskarżony: Czerwiec Pięćdziesiątsześć. Zgromadził imponującą liczbę ponad 33 tys. widzów, a byłoby ich więcej, gdyby nie ogłoszenie stanu wojennego. Dzień później, 14 grudnia, Cywińską internowano i teatr zamknięto. Dopiero 5 marca 1982 roku teatr wznowił działalność premierą wizjonerskiej sztuki Janusza Wiśniewskiego Panopticum à la Madame Tussaud. Koniec tej świetnej dekady w dziejach teatru także jest dziełem Wiśniewskiego - w 1983 roku jego Koniec Europy zdobył Grand Prix na festiwalu w Belgradzie.

Izabella Cywińska opuściła Teatr Nowy w 1989 roku i poszła w ministry. Poznańską scenę objął rekomendowany przez nią Eugeniusz Korin. W czasie jego dyrektorowania na scenie w czasie próby do Króla Leara zmarł jeden z najwybitniejszych polskich aktorów Tadeusz Łomnicki. Dziesięć lat później dzięki staraniom Korina Teatr Nowy otrzymał jego imię. W 2003 roku do teatru wrócił Janusz Wiśniewski i objął jego dyrekcję. Odwołano go w 2011 roku, a jego miejsce zajął poznaniak, architekt i reżyser Piotr Kruszczyński, który przyjechał do Poznania w blasku sławy, jaką zdobył, czyniąc z Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu jedną z najważniejszych scen w Polsce.

Danuta Bartkowiak

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018