Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

Przełamując smętne schematy

Przez pół roku kino Muza świętuje swoje 110-lecie. Kluczem do tej rocznicy są kultowe tytuły, do których kinomani żywią prostą miłość. A sierpniowe pokazy upłyną pod znakiem aktorów - Audrey Hepburn i Robina Williamsa.

.
Kadr z filmu "Stowarzyszenie Umarłych Poetów"

Obsesje widzów na punkcie gwiazd srebrnego ekranu zmieniały się wraz z rozwojem kina, kultury czy dostosowując się do przemian i potrzeb społecznych. Zmienny był popyt na konkretne mity i wpisujące się w nie postacie. Jednak ci najlepsi aktorzy, którzy wracają na srebrny ekran Muzy, potrafili przełamać smętne schematy, odgrzewając pozornie wyświechtane typy i przydając nowego uroku czemuś, co wydawało się już tak nieznośnie przewidywalne i głupie, jak opowieści naszych rodziców o ich chmurnej i durnej młodości.

Gdy lata siedemdziesiąte z ich kontrkulturowym bagażem oddały pola konserwatywnej erze Reagana, powróciła kultura pop z całą swą mocą i lekkością konformizmu, któremu trudno było nie ulec. Seksownych i cynicznych buntowników o twarzach z defektami (tu nieznaczne przebarwienie, tam drobna blizna, a z daleka ten paskudny brak symetrii) zastąpili bohaterowie kina akcji o idealnych ciałach i - wraz z nadejściem Saturday Night Live - zastępy błaznów. Jednym z nich został Robin Williams.... 11 sierpnia w kinie Muza przypomnimy sobie emocje związane z filmem "Stowarzyszenie Umarłych Poetów". Akcja ma miejsce w latach 50., gdy do elitarnej i ultrakonserwatywnej Akademii Weltona przybywa nauczyciel angielskiego John Keating (Williams), wywracając do góry nogami świat swoich podopiecznych za pomocą garści ekscentrycznych zabaw, górnolotnych idei i wątpliwej jakości poezji Anglosasów.

Anarchistyczny bunt przeciw kindersztubie schodzi w filmie Petera Weira na dalszy plan względem opowieści o konflikcie między rodzicami a ich dziećmi, poszukiwaniu własnej tożsamości, jaka z racji ograniczeń dekady przybiera formę symboliczną. Dociec, o co tu tak naprawdę chodzi, musi aktywnie myśląca publiczność, o ile starczy jej odwagi na solidne squeerowanie "Stowarzyszenia...".

27 sierpnia z kolei Muza pokaże "Rzymskie wakacje" w reżyserii Williama Wylera. Zadebiutowała w nich Audrey Hepburn, która swoją niezmanierowaną elegancją w roli księżnej z (nieokreślonej) europejskiej monarchii zjednała sobie widzów, przemysł i Akademię Filmową. Hepburn, wcielając się w rolę grzecznej dziewczyny, uniknęła zaangażowania się w powojenną batalię, którą gwiazdy prowadziły o seksualność, wyrażaną niedosłownie, lecz często dość ostentacyjnie. Aktorka uchodzić miała odtąd za dowód na żywotność naturalnej gracji, a także sztucznej, konwencjonalnej gry, jaka była standardem jeszcze przed wojną. W "Rzymskich wakacjach" Hepburn realizuje fantazję plebsu o dobrej arystokratce o czystym sercu, która udręczona obowiązkami ucieka z pałacu, aby zażyć trochę wolności i zbratać się z ludem. Klasę pracującą Wyler ukazuje jako zbiorowisko komicznych, dobrodusznych i brzydkich Włochów, podporządkowanych siłom amerykańskim. Siły te reprezentuje zubożały i zagubiony, choć cwany Joe Bradley, reporter serwisu informacyjnego USA, którego zbliżając się do czterdziestki zagrał Gregory Peck.

I tak "Rzymskie wakacje" oglądać można dziś tylko krytycznie, jako kapsułę czasu. Film pokazuje przekonanie Amerykanów o ich wyższości i dominacji nad światem. Wyler zdewastowaną stolicę zaludnia groteskowymi rzymianami rodem z bajek. Obraz balansuje między dekoracjami neorealizmu a studyjnym stylem Hollywood. Dlatego to jedyny w swoim rodzaju film rozgrywający się w Wiecznym Mieście.

Marek S. Bochniarz

  • 110 lat kina Muza w sierpniu:
  • 11.08, g. 21 - "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" (seans w 4 rocznice śmierci Robina Williamsa)
  • 27.08, g. 21 - "Rzymskie wakacje" (seans w 65. rocznicę światowej premiery filmu)
  • kino Muza, ul. Masztalarska 8
  • bilety 18, 15, 12 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018