Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

ALE KINO. W kostiumie Indianina z Walmartu

W kanadyjskim dramacie "Kolonia" możemy odkryć wielki talent Emilie Bierre, wschodzącej gwiazdy kina kanadyjskiego. W programie Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino to jeden z najlepszych filmów, jeśli nie najlepszy.

.
fot. materiały festiwalu Ale Kino!

Geneviève Dulude-De Celles w swoim fabularnym debiucie pełnometrażowym sięga do poetyki i tematyki potocznie identyfikowanej z tzw. amerykańskim kinem niezależnym. Jego twórcy mają pewne ambicje artystyczne, choć nie przesadzają z ekscentrycznością formy. Trzymają się artystowskiego mainstreamu, czyli ogólnego gustu jurorów festiwalu Sundance, czy panującej filmowej mody. Akcja ich dzieł to często przedmieścia i peryferia Ameryki Północnej, a bohaterami są zwyczajni ludzie, czasem niedopasowani i zagubieni, walczący o podmiotowość. Dodatkowo punktowane jest też podejmowanie tematyki rdzennych Amerykanów w nieszablonowy i realistyczny sposób. Ot - wypisz, wymaluj, taka "Kolonia" Dulude-De Celle.

Główną bohaterkę - zdystansowaną Mylię (Emilie Bierre) - poznajemy, gdy po letnich wakacjach idzie do nowej szkoły. Niekoniecznie dobre dla niej przyjaźnie zawiera w poczuciu bliskim bezradności. Przełyka ślinę i stara się poddać normom społeczności licealnej, choć boleśnie widzimy, iż średnio jej to wszystko wychodzi. Koleżanki są okropne, a koledzy chcą świntuszyć. Mylię denerwuje też młodsza siostra Camille - czuje się już trochę "za stara" na wspólne tańczenie z nią i matką, choć gdy leci Joy Division to można się jeszcze po-raz-ostatni pobawić w te tańce-połamańce. Wyczuwamy przy tym, że coś jest nie tak w ich rodzinnym domu na spokojnej, choć dość brzydkiej kanadyjskiej prowincji. Ojciec unika matki i śpi na kanapie. Z kolei rówieśników irytuje odmienność tej rodziny - a poza rozpuszczaniem absurdalnych plotek jest też i miejsce na znęcania się nad tymi dwiema "odmiennymi" dziewczynami. Mylię i Camille łączy "tajemnica" takich doświadczeń, ukrywanych przed rodzicami.

W tym nieprzystępnym środowisku Mylia poznaje Jimmy'ego, który mieszka w rezerwacie Abenaki. Na tle tanich gierek i agresji rówieśników, chłopak zaskakuje ją empatią i altruizmem. W pewnym sensie oboje są outsiderami - tyle, że Jimmy nie łudzi się, iż zostanie zaakceptowany przez rówieśników. Mylia te złudzenia pielęgnuje w sobie na przekór ceny nowych "przyjaźni", wpychających ją w mało komfortowe sytuacje.

A że nie mamy do czynienia z typowym amerykańskim filmem o nastolatkach, to w tej relacji mało uświadczymy durnego bohaterstwa i fałszywej charyzmy. Gdy podczas lektury rasistowsko ujętej w podręczniku szkolnym "indiańskiej historii Kanady" Jimmy staje się obiektem drwin - zarówno nauczycielka nie przychodzi mu z pomocą, jak i Mylia. A gdy dziewczyna planuje poddać się presji "koleżanki" i ubrać na szkolną imprezę w skąpy i obcisły strój - to chłopak nie szczędzi jej słów krytyki. Bo przecież, jak to on ujmuje, jest "myśliwą" a nie "kurwą". Mylia próbuje więc również i jego zranić, kpiąc z tego, iż nie zna języka Abenaki, a na imprezę ubierze się w "strój Indianina z Walmartu".

Gdy w finale filmu Mylia opuszcza kanadyjską wieś i pisze do Jimmy'ego list z miasta, słyszymy po raz pierwszy jej własny, już znacznie bardziej pewny siebie głos: "Miałam już pierwsze zajęcia. Lekcję geografii. Nauczycielka opowiedziała nam, że pewnego razu zebrała się cała Europa, aby podzielić Afrykę. Podzielili ją na kawałki jak tort. Nauczycielka poprosiła nas, abyśmy narysowali kolonie na mapie. Na moim rysunku kreski poszły poza linię, w ocean. (...) Szkoda, że nie widzisz uczniów z mojej klasy. Są w niej osoby z Afryki, Hiszpanii, Francji, Grecji. Ale nie ma nikogo podobnego do ciebie. Zapytali mnie, skąd jestem. Powiedziałam, że z lasu. A mój najlepszy przyjaciel jest abenackim wojownikiem. Nikt mi nie uwierzył. Jeden dzieciak powiedział, że jestem dziwna".

"Kolonię" charakteryzuje świeżość, która wynika z doskonale skonstruowanego scenariusza. Opowieść zaskakuje nas unikaniem kliszowości i realizmem, lekko przełamującym schematy typowych historyjek o dorastaniu. Autorką scenariusza jest zresztą sama Geneviève Dulude-De Celles i doskonale widać, ile wysiłku włożyła w to, aby zaskoczyć nas przebiegiem zdarzeń. Do końca jednak nic nie zostaje " objaśnione" i po seansie wciąż będziemy układać nie pasujące do siebie puzzle, zapełniając puste plamy dzieciństwa Mylii.

Zarazem, "Kolonia" reprezentuje tę modną wizualność kameralnych dramatów z prowincji, którą rozpoznalibyśmy w filmach prezentowanych na Ale Kino! w latach ubiegłych - kanadyjskich "Na wskroś" i "Weirdos", czy amerykańskim "Lane 1974". Twórcy tych wszystkich tytułów grali - każdy w inny sposób - z historią kina, typowością przedstawień młodych bohaterów czy ich otoczenia. Wizualnie jednak da się to wszystko - i wiele więcej tytułów - zebrać razem w dość spójną całość - metkując popularną poetyką "amerykańskiego kina niezależnego". To jakby ilustracja dla ironicznej refleksji, iż nawet próba wyróżniania się i tak spycha w uleganie pewnym konwencjom - o ile chcemy znaleźć dystrybutora, czy trafić na festiwale filmowe.

"Kolonia" dostała na Berlinale Kryształowego Niedźwiedzia dla najlepszego filmu pełnometrażowego w sekcji Generation Kplus (dawnego Kinderfilmfest), a to wyróżnienie przyznało jury młodzieżowe. Na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino! zobaczymy również inne tytuły z sekcji Generation na Berlinale, w tym dwa filmy, które otrzymały Grand Prix - chińskie "Pierwsze pożegnanie" Liny Wang i południowokoreański "Dom kolibra" Bory Kim. Poza tym, do specjalnego pokazu krótkometrażowych dokumentów "Lenno i skalary i inne krótkie filmy" trafił świetny obraz "#bullyingstory" - o dziewczynce, która padła ofiarą znęcania się w mediach społecznościowych i próbuje odbudować nadszarpniętą pewność siebie.

Marek S. Bochniarz

  • "Kolonia"
  • reż. Geneviève Dulude-De Celles
  • Multikino 51
  • 2.12
  • kolejny seans: 4.12, g. 17

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019