Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

Zapośredniczona realność katastrofy

- Nie ma gwarancji, że po pandemii będziemy innymi ludźmi, ale istnieje możliwość trwałego przezwyciężenia tego, co wcześniej było powszechne - nudy. Współtworzenie kultury jako odkryta podczas pandemii możliwość spędzania czasu, jest czymś niesłychanie istotnym - powiedział prof. Przemysław Czapliński podczas wczorajszej debaty Pandemia jako źródło kultury, w której wziął udział wraz z Cezarym Michalskim. Spotkanie odbyło się w ramach tegorocznej edycji Malta Festival.

.
Prof. Przemysław Czapliński, Aleksandra Przybylska oraz Cezary Michalski podczas debaty, fot. M. Zakrzewski

Choć w dobie Covida-19 wiele festiwali zostało odwołanych, gospodarze Malta Festival postanowili sprostać wyzwaniom organizacyjnym czasów pandemii. Rzecz jasna formuła wydarzenia musiała ulec zmianom, dlatego tego roku zamiast napiętego kalendarza kulturalnego otrzymamy cykl rozciągniętych w czasie wydarzeń. 30-lecie Malty zostało zainaugurowane debatą Pandemia jako źródło kultury, w której wzięli udział prof. Przemysław Czapliński i Cezary Michalski, a rozmowę prowadziła Aleksandra Przybylska. Nieliczni mieli szansę uczestniczyć w wydarzeniu na żywo (po wcześniejszym odebraniu wejściówek do biura Fundacji Malta). Spotkanie dostępne było także w formie cyfrowej na profilu facebookowym festiwalu. Formuła ta okazała się skuteczna, a organizatorzy sprostali wymaganiom technicznym - jakość dźwięku i obrazu pozwoliła na bezproblemowy odbiór rozmowy.

Na wstępie Michalski zaznaczył, że trudno mówić o stanie kultury w czasach pandemii, skoro mamy problem z określeniem realności codziennych wydarzeń. W tym celu zaproponował dualistyczną perspektywę lockdownu. Powiedział, że dostrzega znaczącą różnicę między symulakrycznym ["symulakryczność" to czysta symulacja pozorująca rzeczywistość - przyp.red.] a bezpośrednim uczestnictwem w tym historycznym wydarzeniu i dlatego - pandemia jednocześnie zaistniała i nie zaistniała. Zauważył trudność w wychwyceniu tego, co przez katastrofę uległo rzeczywistym przekształceniom, a co tylko pozornie te zmianę przypomina.

- Trzeba pamiętać, że epidemia to doskonały towar dla mediów. Zastałą sytuację interpretujemy pod informacje, jakie przetwarzamy, a także rytm naszego podniecenia lub znudzenia tematem. Spotkałem się z opinią wśród młodych, że obecna pandemia jest ich przeżyciem pokoleniowym, ale w gruncie rzeczy lockdown mijał na powtarzaniu rutynowych czynności, które urosły symbolicznie, dlatego mam poczucie, że mamy do czynienia z zapośredniczoną realnością katastrofy - mówił Michalski.

Profesor Czapliński zgodził się co do niewyraźnej realności obecnej sytuacji, choć z dystansem przyjął zaproponowanie przez Michalskiego rozróżnienie na bezpośredniość i zapośredniczenie, które uznał za zbyt niejasne. Realności doszukiwał się głównie poza światem cyfrowym.

- Społeczny wymiar pandemii miał w sobie coś z wirusa ozdrowieńczego i to byłoby czymś realnym w nierealnym. Mówię o zmniejszonej dawce pracy oraz ograniczeniu konsumpcji, które zaistniały w czasie lockdownu. Okazało się, że większość rzeczy, które posiadamy w domu wystarcza do spełnienia naszych potrzeb życiowych. Zwróciliśmy się z większą ufnością do bliźniego. To jest właśnie realnością, którą dostrzegliśmy w czasie pandemii.

Z taką perspektywą nie zgodził się Michalski. - Odkrycie bliźniego poznałem poprzez obserwację wzrostu przemocy domowej, do której doprowadził lockdown. Także w mediach społecznościowych wzrosła eskalacja agresji. Zaobserwowałem też przyspieszenie tego, że stajemy się symulakrami w relacjach społecznych, które w dużej mierze uległy cyfryzacji. Ludzie odwracają się od bezpośredniego obcowania ze sobą, co nie jest jednak niczym nowym. Stajemy się coraz bardziej zindywidualizowani, ale ten proces zaczął się już dawno temu - lockdown tylko go przyspieszył. Najpierw wynaleziono pismo, które spowodowało większy dystans w relacjach z innymi, a teraz mamy ekrany komputerów - mówił.

Zaobserwował też odmienną tendencję w kwestii potrzeb materialnych. - Panika zaowocowała kompulsywną konsumpcją, także konsumpcją kultury - powiedział. Wypowiedź tę rozwinął opowiadając o osobistych doświadczeniach z dostępem do cyfrowych dóbr kultury, któremu towarzyszyło uczucie przebodźcowania. Wyznał, że w czasie lockdownu, zaobserwował u siebie zainteresowaniem dziełami literackimi, które czytał lata temu.

Mówiąc o kulturze, goście skupili się na odmiennych perspektywach. Czapliński zwrócił uwagę na zaobserwowaną w swoim otoczeniu tendencję do domowego kulturotwórstwa. - Zwłaszcza w domach z dziećmi pojawiła się stała potrzeba inwencji kulturalnej. Wśród dorosłych nastąpiło zrozumienie, że są w stanie w twórczy sposób spędzać czas ze swoimi potomkami, zaczynają czuć się pewniejsi swoich rodzicielskich kompetencji. Nastąpiło odkrycie, że człowiek jest twórcą kultury w jej najbardziej pierwotnym rozumieniu - wytwarza ją aby kultywować relacje międzyludzkie, spajać jednostki. Współtworzenie kultury, jako odkryta możliwość jest czymś niesłychanie istotnym - powiedział. Profesor zwrócił też uwagę na istotną cechę zaobserwowanej tendencji do domowych działań kulturalnych: - Przed pandemią perfekcjonizm był stanem zerowym, czymś oczywistym i pożądanym. Teraz odkrywamy, że w warunkach domowych powstają fantazyjne twory, którym daleko do ideału, ale ludzie przestali się przejmować, czy coś jest profesjonalne. Granie na szklankach czy tarce z pewnością bliższe jest kakofonii niż muzyce, ale nikt się tym nie przejmuje.

Czapliński porównał to zjawisko do międzywojennej formy spędzania czasu: - W tamtym okresie normą było umawianie się na przykład na wspólne muzykowanie, literackie odczyty, praktykowanie domowych form teatralnych. Ludzie machali wówczas ręką na profesjonalizm i robili to, by po prostu dobrze się ze sobą bawić - zauważył. Zaobserwowaną przez siebie tendencję przeciwstawił jednak obawie, że zapewne nie będzie to trwała zmiana. Wyraził też niepewność co do powszechności wspomnianego zjawiska.

Michalski wyraził dystans co do słów Czaplińskiego. Zaznaczył, że często prostota rodzi prostotę, która nie zawsze służy kulturze. Wspierając się swoim doświadczeniem z kontrkulturą lat 80., zauważył tendencję do pojmowania kultury jako czegoś skomplikowanego, a przez to powodującego niechęć. Uznał, że przedstawia perspektywę mizantropa i zasadniczo zgadza się z nienawiścią do prostoty głoszoną przez Nabokova.

- Ciekawi mnie zapośredniczenie poprzez skomplikowany format kulturowy, bo pozwala zachować dystans, nieco ukryć swoje emocje, a to w moim odczuciu służy kulturze. Martwi mnie, że często zapośredniczenie objawia się przez internetowy bluzg. Obawiam się, że prostota  często wyzwala emocje, a skomplikowany tekst kultury pozwala zbudować zimny grunt, który przysłużyłby się wszystkim - powiedział.

Żaden z dyskutantów nie podjął się prognozowania tego, co po pandemii zostanie w kulturze na stałe. Czapliński uznał, że prezentowane podczas spotkania perspektywy są jak awers i rewers tego samego problemu. Wyraził też nadzieję, że - wszędzie tam gdzie ludzie decydowali się bawić we współtwórców kultury, zostanie odkryta radość tworzenia.

Julia Niedziejko

  • Pandemia jako źródło kultury
  • Malta Festival 2020
  • uczestnicy: Przemysław Czapliński, Cezary Michalski
  • prowadzenie: Aleksandra Przybylska
  • 24.06, Fundacja Malta oraz online

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020