Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

Taniec czytam i rozumiem

- Bardzo chciałabym założyć zespół tańca, który funkcjonowałby również jako miejsce poszukiwań i badań ruchowych. Byłby to z jednej strony zespół z konkretnym składem, a z drugiej - otwarta grupa zapraszająca ludzi z zewnątrz - mówi Monika Błaszczak*, tancerka i choreografka, która w tym roku wraca do Poznania po 4 latach nauki oraz rezydentury w Trinity Laban w Londynie.

. - grafika artykułu
fot. Stella Scott

W Londynie nabrałaś bardzo wszechstronnego doświadczenia tanecznego i organizacyjnego. Byłaś tancerką, ale także choreografką i kuratorką wydarzeń, jak chciałabyś rozwijać się dalej w Poznaniu?

W obecnej sytuacji wszystko to, co sobie wyobrażam, jest na razie, w związku z pandemią, wyłącznie w sferze marzeń. Bardzo chciałabym założyć zespół tańca, który funkcjonowałby również jako miejsce poszukiwań i badań ruchowych. Byłby to z jednej strony zespół z konkretnym składem, a z drugiej - otwarta grupa zapraszająca ludzi z zewnątrz. Tak by każdy, kto tylko chce, czuł się zachęcony do wzięcia udziału w występach i wydarzeniach, ale także regularnych lekcjach tańca. Chciałabym móc zatrudnić parę osób na stałe, ale też zrobić z tego miejsca przestrzeń, do której ludzie mogą swobodnie wchodzić i z niej wychodzić, a jeśli tylko zechcą - dołączyć do wspólnych poszukiwań.

Czy masz swoją wymarzoną, poznańską przestrzeń do prowadzenia takiej inicjatywy? I konkretną grupę odbiorców, do których adresowałabyś swoje działania?

Myślę, że w Poznaniu wiele jest budynków i przestrzeni, które by się nadawały, ale często są to miejsca, w których działają już stali rezydenci. Ja jednak marzę o obszarze, który byłby w pełni "nasz", byłby stałym miejscem prób i lekcji, do tego moglibyśmy w nim działać częściej niż tylko raz czy dwa razy w tygodniu**. Wyobrażam to sobie tak: rano odbywałaby się tam otwarta rozgrzewka, później próby zespołu, a jeszcze później - zajęcia dla wszystkich albo dla konkretnych grup: dzieci, seniorów. Nie chciałabym zamykać się na nikogo. Uważam, że tańczyć może każdy, nie lubię też operować takimi zawężającymi kategoriami jak "poziom zaawansowania". To, że długo tańczę, wcale nie oznacza, że mam wyższy poziom zaawansowania niż ci, którzy dopiero zaczynają.

Przed wyjazdem do Londynu mówiłaś o tym, że taniec jest czymś więcej niż sekwencją ruchów, że chciałabyś nauczyć się taniec... zapisywać i czytać. Czy nauka w Londynie rozwinęła w Tobie taką umiejętność? Czy poszerzyła ten kąt rozumienia tańca i czy chciałabyś także tego uczyć?

Absolutnie tak. Właśnie dlatego wybrałam konkretną szkołę w Londynie - Trinity Laban, która nosi nazwę po swoim założycielu, Rudolfie Labanie. Był to choreograf i edukator, który zajmował się przede wszystkim problemem zapisywania tańca. Tak jak muzycy mają swoją partyturę z nutami, tak Laban poszukiwał systemu znaków do zapisywania ruchu, ruchu w ogólności, nie tylko dla tancerzy, ale także dla sportowców i dla każdego, kogo ciekawi jego własna specyfika ruchu. To bardzo ciekawa sprawa, bo w dzisiejszych czasach dużo mówi się o tym, że "tak, ale przecież mamy internet, kamery w telefonie, można wszystko nagrać". Tyle że nagranie czyjejś interpretacji partytury choreograficznej to nadal tylko... nagranie czyjejś interpretacji partytury choreograficznej. Systematyczny sposób zapisywania ruchu jest czymś zupełnie innym. Szkoła bardzo wiele mi dała w zrozumieniu tego systemu, który stworzył Rudolf Laban, ale to nie koniec, wciąż pojawiają się nowe pytania, moje własne poszukiwania. Tak, gdy tylko będzie taka możliwość, to chciałabym zaszczepiać w innych zainteresowanie metodą Labana, bo myślę, że jest niesłychanie ciekawa.

Czy teoria tańca może pomóc osobom początkującym, czy jest raczej dedykowana tancerzom zawodowym?

Dla każdej grupy to może być coś zupełnie innego. Zapisywanie swoich doświadczeń, takiego "pamiętnika" z poszukiwań ruchowych, może stać się procesem do głębszego zrozumienia siebie w tańcu, ale także w codziennym ruchu.

Czy chciałabyś, by Twoja praca pisemna poświęcona temu tematowi (wydane po angielsku The Manual of Soliloquy - przyp. red.) trafiła także do polskich odbiorców i służyła jako inspiracja do teorii nauki o tańcu?

O tak, bardzo chciałabym ją przetłumaczyć! Będę szukać wydawnictwa, które wzięłoby Soliloquy pod swoje skrzydła. Włożyłam w nią bardzo wiele pracy i wiedzy, jest dla mnie bardzo ważnym punktem w całym moim rozwoju.

Czym jest aktualnie tworzony przez Ciebie projekt choreomania? Każdy z filmików można obejrzeć na YouTubie, noszą bardzo intrygujące tytuły, jak Wielka Totalna Kosmiczna Choreografia czy Praktykowanie Dystansu.

To projekt powstający w ramach programu "Kultura w sieci". Bardzo chciałam "przynieść" taniec do ludzi zamkniętych w domach. Najpierw myślałam o nagrywaniu filmów, w których przeprowadzę krótkie lekcje. Potem stwierdziłam, że nie chcę siebie stawiać w centrum, nie chcę pokazywać ludziom, że mają robić tak, a nie inaczej. Uznałam, że zaproponuję zamiast tego pewnego rodzaju zabawy i poszukiwania ruchowe. Te filmiki są właśnie tym - krótkimi propozycjami, które można obejrzeć, a potem improwizować po swojemu, według własnych upodobań.

Rozmawiała Izabela Zagdan

*Monika Błaszczak - tancerka i choreografka, laureatka Medalu Młodej Sztuki oraz Plebiscytu IKS-a i portalu Kulturapoznan.pl - Człowiek Kultury w 2016 r., twórczyni spektakli, w tym m.in. Śnienia, angażującego 200 tancerzy i wystawionego podczas festiwalu Malta w 2016 roku. Ubiegłoroczna absolwentka Konserwatorium Tańca Trinity Laban w Londynie, przez rok pracowała tam jako President of Dance dla Trinity Laban Students' Union. Po czterech latach nauki wraca do Poznania.

**Jeśli znasz miejsce, które Monika Błaszczak mogłaby wykorzystać do stworzenia zespołu i spełnienia marzenia o otwartych lekcjach tańca, to zapraszamy do kontaktu z artystką za pośrednictwem jej strony internetowej.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020