Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

KOŁONOTATNIK. Kot w kapuście

25 lat temu, w lutym 1995 roku, Wisława Szymborska została doktorem honoris causa UAM. Odbierając wyróżnienie, mówiła: "Urodziłam się na ziemi wielkopolskiej, co oczywiście nie jest żadną moją zasługą, ale tutaj pracował mój ojciec i jeszcze do niedawna żyli ludzie, którzy go pamiętali. Na tej ziemi odnajduję za każdym razem swoje pierwsze ujrzane w życiu krajobrazy. Tutaj było - i jeszcze jest, choć mniejsze, moje pierwsze jezioro, pierwszy las, pierwsza łąka i chmury...".

. - grafika artykułu
Dwór w Koszutach, fot. Monika Nawrocka-Leśnik

Rok temu w październiku Literacką Nagrodę Nobla dostała Olga Tokarczyk. Dziś czekamy na premierę jej kolejnej książki. Czuły narrator w ręce czułych czytelników trafi w listopadzie. W 1996 roku to samo wyróżnienie dostała urodzona w podpoznańskim Kórniku Wisława Szymborska "za poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości".

Przejść, przysiąść i pomyśleć

Wybraliśmy się do Kórnika. Bo Nobel, bo jak jesień, to i poezja! Start: Wilda. Dalej: Dolna Wilda (uff, ścieżka rowerowa jest coraz dłuższa). Mijamy park im. Jana Pawła II, ogrody działkowe. Przecinamy Dębinę, przejeżdżamy most. I dalej pędzimy (powiedzmy, bo wiało tego dnia dość mocno) na południe. Starołęka, Minikowo. Potem jeszcze Koninko i Borówiec. Prosto i płasko. Do Zamku w Kórniku prowadzą nas znaki. Nie zwiedzamy go jednak (robiliśmy to nie raz), nie wchodzimy do arboretum (oczywiście polecam!), tylko kierujemy się na pobliską Promenadę im. Wisławy Szymborskiej. Droga - poezja! Na lewo brązy, żółcie i czerwienie. Na prawo Jezioro Kórnickie. Po 25 km przystanek przy ławeczce filigranowej noblistki, na której siedzi kot. Odsłonięto ją rok po śmierci Szymborskiej. Michał Rusinek zapewniał wtedy, że lokalizacja zachwyciłaby poetkę. Bo można "przejść, przysiąść i pomyśleć".

Naprzeciw ławeczki znajduje się Kórnicki Dom Kultury, budynek wchodzący kiedyś w skład obszaru dworskiego; właśnie tam urodziła się Szymborska. Warto go objechać, a nawet zejść z roweru, ponieważ od strony ulicy otaczają go ciekawe rzeźby/instalacje, które pojawiały się tam w minionym roku w ramach Sztuki na Prowencie. Moją uwagę przykuł przede wszystkim Czerwony Peleton, na który składa się kilkadziesiąt starych rowerów. Ich zbieraczem okazał się m.in. Tomasz Akusz, poznański malarz, rzeźbiarz i scenograf. Są tam też Tańczące - kompozycja rzeźbiarska z 2008 roku Agnieszki Ciszewskiej, absolwentki UAP; oraz Polaków uśmiech własny, który nawiązuje do legendarnej wystawy z 1979 roku w Muzeum Narodowym w Krakowie. Obejrzało ją 82 tys. widzów, budziła "wzruszenie, podziw, dumę, tęsknotę i żal za utraconym". Akusz jest także autorem stojącej tam instalacji poświęconej Tadeuszowi Kantorowi i jego Umarłej klasie. To obiekt niezwykle aktualny. Białe figury w maseczkach wśród suchych liści porażają.

Kossak i syrop z cebuli

Z Kórnika, kierując się na południowy wschód przez Biernatki (ul. Rekreacyjną), Bożydar (a tam pola, pola i polujący kot w kapuście), Jaszkowo pojechaliśmy do Annopola (ok. 10 km) - malutkiej wsi, gdzie znajduje się znany Browar Gzub. Klimat sprzyjał piwkowaniu, ale środek lokomocji już nie. Miałam nadzieję, że odpocznę na uroczym, zielonym przystanku kolejki wąskotorowej. Ale niestety go nie znalazłam. Pierwszy pociąg przejechał tamtędy w 1910 roku. Dziś odbywają się tam tylko w okresie wakacyjnym kursy turystyczne.

Łyk wody i jedziemy dalej. Uczta (dla ciała i ducha) czekała nas dopiero w Koszutach. Nie dość, że zajechaliśmy tam jak Państwo - drogi  pięknie utwardzane, jak nie asfalt, to i tak błota nie było, to jeszcze na samym wjeździe do wsi, przy drodze krajowej Poznań - Katowice, którą musieliśmy przeciąć, przywitały nas trzy piękne wiatraki z XVIII wieku. Przeniesione tam zostały z okolic Środy Wielkopolskiej. Jeden z nich zachowany jest prawie w całości, dwa pozostałe są w stanie niekompletnym. W samym dworze (rzut beretem od wiatraków, nawet jest drogowskaz) mieści się Muzeum Ziemi Średzkiej. To późnobarokowy dwór szlachecki z trzeciej ćwierci XVIII wieku. Piękny, symetryczny, z werandą. Kryty gontem. Ekspozycja stała muzeum rozmieszczona jest w siedmiu salach. To meble, obrazy (nawet Kossak się tam znalazł!) i tkaniny. Na biurku pana domu leżał "Tygodnik Ilustrowany", na toaletce pani przedwojenne opakowanie po kremie Nivea, w pokoju dzieci dwustronnie malowane żołnierzyki, mebelki do domku dla lalek i liczydło. Jednym z cenniejszych dzieł w dworku jest Jesień w Bystrej Juliana Fałata, którą podziwiać można w salonie. Tam też stoi fortepian Carla Bechsteina z 1905 roku, wokół którego skupiało się życie towarzyskie i kulturalne rodziny (ostatnio mieszkali tam państwo Rekowscy). Jeśli się tam wybierzecie - to koniecznie - pierwsze, drugie albo nawet trzecie śniadanie zjedzcie  przy stoliczku obok stawku, z widokiem na dworek. My opróżniliśmy tam termos z herbatą, była pyszna.  

Powrót do Poznania przez Kórnik, wcześniej jednak trochę modyfikujemy trasę i jedziemy przez Trzebisławki i cudowną Aleję Drzew (pomnik przyrody). Po drodze: zrywanie jabłek niczyich oraz wspomnienia z dzieciństwa. Bo na polach, po zbiorach, leżały kopce cebuli nikomu już niepotrzebnej. Obym nie złapała kataru (no i koronawirusa).

Byt nie­sprzecz­ny ce­bu­la,
uda­ny ce­bu­la twór.
W jed­nej po pro­stu dru­ga,
w więk­szej mniej­sza za­war­ta,
a w na­stęp­nej ko­lej­na,
czy­li trze­cia i czwar­ta.
Do­środ­ko­wa fuga.
Echo zło­żo­ne w chór*

* fragment Cebuli Wisławy Szymborskiej

Monika Nawrocka-Leśnik

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020