Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

FILOZOFIA ULIC. Nieznana historia znanego generała

29 października 2019 roku stadion klubu piłkarskiego NAC Breda na jeden dzień zmienił swoją nazwę na Stanislaw Maczek Stadion. W ten sposób Belgowie uczcili 75. rocznicę wyzwolenia miasta przez 1. Dywizję Pancerną PSZ. Bredzki stadion dołączył tym samym do licznych elementów przestrzeni publicznej - ulic, alei czy placów - w Holandii, Belgii, Francji, Szkocji i Polsce, noszących imię jednego z najbardziej błyskotliwych pancerniaków II wojny światowej.

. - grafika artykułu
rys. Marta Buczkowska

Własną ulicę Stanisława Maczka ma także Poznań. Idąc od strony Uniwersytetu Przyrodniczego w kierunku akademików na Winogradach, najprawdopodobniej korzystasz właśnie z traktu imienia człowieka, którego kariera zawodowa mogła się potoczyć w zupełnie innym kierunku.

Opowieść o Generale rozdziela się na dwie narracje. Z pierwszą - żołnierską - stykamy się już w szkole. Ta druga jest natomiast zdecydowanie mniej znana, a wiąże się z pasjami naukowymi młodego Maczka - pasjami, które tworzyły scenariusz dla wyboru odmiennej ścieżki życiowej i zupełnie innej profesji.

Stanisław Maczek przychodzi na świat w 1892 roku niedaleko Lwowa, w rodzinie o polskich i chorwackich korzeniach. Po maturze, zdanej z wyróżnieniem w gimnazjum w Drohobyczu, rozpoczyna studia na Uniwersytecie Lwowskim. To właśnie wtedy pojawia się w jego życiorysie wątek, który mógł zmienić losy przyszłego bohatera spod Falaise.

Już w trakcie studiów rozpoczyna swoją przygodę z wojskiem. Wybuch I wojny światowej zastaje naszego bohatera jeszcze w murach uczelni. Wcielony do armii austro-węgierskiej, walczy na froncie zachodnim, zostaje ranny, zdobywa szlify oficerskie by ostatecznie po kapitulacji państw centralnych wstąpić do powstającej armii polskiej. Kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie fakt, iż dla nowo utworzonego państwa pokój okazał się odległą perspektywą. Niemal z marszu Maczek zostaje skierowany na front polsko-ukraiński. Po zakończeniu konfliktu nie będzie mu jednak dane życie cywila i akademika. W roku 1920 wybucha bowiem konflikt polsko-bolszewicki, a dla młodego kapitana rozpoczyna się kolejny, ósmy już rok wojny. Po jej zakończeniu Maczek podejmuje decyzję o pozostaniu w armii.

W chwili wybuchu II wojny światowej, czwartej w jego żołnierskim CV, pełni funkcję dowódcy 10. Brygady Kawalerii, największej polskiej jednostki pancernej walczącej w kampanii wrześniowej i największego zgrupowania motorowego, którego Niemcy nie byli w stanie ani rozbić, ani zmusić do kapitulacji. Po klęsce wrześniowej Maczek trafia do Bretanii, a po zwycięstwie Niemiec nad Francją w iście bondowskim stylu przedostaje się przez Afrykę i Półwysep Iberyjski do Szkocji, gdzie obejmuje dowództwo jednostki, która stanie się wkrótce 1. Dywizją Pancerną. Ze słynnymi Czarnymi Diabłami przechodzi szlak bojowy od brzegów Normandii aż do twierdzy Wilhelmshaven. Za sprawą swych zwycięstw - wyłącznie zwycięstw - zapisuje się złotymi zgłoskami w historii II wojny światowej. Niepodważalne zasługi w pokonaniu nazistów - o ironio - nie zaskarbiają mu sympatii wśród władz Polski Ludowej. Po wojnie Maczek osiedla się więc w Szkocji, a w roku 1946 komuniści pozbawiają go obywatelstwa polskiego, które odzyska dopiero pod koniec życia. Lata powojenne nie oszczędzają dowódcy Czarnych Diabłów. Brak świadczeń przysługujących oficerom alianckim zmusza Maczka do pojęcia pracy fizycznej. Generał umiera, dożywszy 102 lat, i zostaje pochowany na cmentarzu w Bredzie - mieście, któremu jego dywizja przyniosła wolność, a jemu samemu status bohatera.

Cofnijmy się jednak do początku naszej opowieści, do chwili, w której jego biografia mogła jeszcze potoczyć się zupełnie inaczej. Wiedza na temat pierwszych, przedwojskowych fascynacji Maczka jest zdecydowanie mniej rozpowszechniona od tego, co przeczytać możemy w oficjalnych, żołnierskich biogramach. Mało kto wie, że przyszły generał w murach lwowskiej uczelni kształcił się w zakresie filozofii i filologii. Jako uzdolniony adept tej pierwszej był uczniem błyskotliwego logika Kazimierza Twardowskiego - twórcy słynnej Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. W swoich badaniach, o których wspomina Maczek w autobiograficznej książce Od podwody do czołga, zajmował się między innymi analizą poglądów Sebastiana Petrycego, wybitnego tłumacza i komentatora dzieł Arystotelesa. Pod opieką Twardowskiego pracował również nad zagadnieniami z pogranicza psychologii i filozofii literatury, realizując w ten sposób swoje humanistyczne i naukowe pasje badawcze. Świetnie zapowiadającą się karierę naukową przyszłego bohatera spod Falaise przerwał dopiero wybuch wojny i zamiana murów akademii na armijne okopy. I kto wie, jak mogłyby się potoczyć losy utalentowanego studenta filozofii, gdyby nie wielka polityka i kaprysy historii?

Przed podobnym wyborem - żołnierka czy filozofia - stawało wielu wybitnych myślicieli. To ciekawe, gdyż świat armii, z jego regulaminowym ładem, systemowym drylem i nieodzowną hierarchicznością, nie kojarzy się zazwyczaj z domeną filozofii. Ta druga, choć ceni sobie ścisłość oraz precyzję myślenia - to wszak jedna z jej cech dystynktywnych - jest jednak domeną kreatywności i wolności myślenia, walki z konwenansami, także swobody interpretacji. A jednak, jak się przewrotnie okazuje, wielu jej znakomitych przedstawicieli miało w swoich życiorysach żołnierskie epizody. W gronie tym znajdują się chociażby: weterani wojen peloponeskich Sokrates i Ksenofont, cesarz i filozof Marek Aureliusz, reformator filozofii i matematyki Kartezjusz, były rektor Uniwersytetu Poznańskiego i kapitan artylerii Kazimierz Ajdukiewicz czy wybitny współczesny filozof polityki John Rawls, walczący jako podoficer w wojnie na Pacyfiku. Interesujące okazuje się również porównanie wojennych losów młodego Maczka z historią innego filozofa - żołnierza Ludwiga Wittgensteina. Obaj panowie żyli i walczyli w tym samym okresie, obaj kształcili się w zakresie filozofii pod okiem wielkich logików, obaj zaciągnęli się do armii - tej samej armii - i obaj walczyli na froncie tej samej wojny. Różnica pomiędzy obiema historiami polega jednak na tym, że o ile Wittgenstein porzucił ostatecznie oficerskie szlify na rzecz filozofii - na tym gruncie zdobywając szacunek i sławę - o tyle Maczek postąpił odwrotnie, wybierając armię i zyskując miejsce w historii jako żołnierz. Na koniec warto więc postawić hipotetyczne pytanie: Czy gdyby Maczek dokonał w swoim czasie wyboru podobnego co Wittgenstein, idąc dziś z Uniwersytetu Przyrodniczego w kierunku akademików na Winogradach, przechodzilibyśmy ulicą profesora Maczka?

Mariusz Szynkiewicz

*Mariusz Szynkiewicz - adiunkt w Zakładzie Filozofii Nauki i Techniki na Wydziale Filozoficznym UAM. Interesuje się metodologią nauk, filozofią techniki i filozofią informatyki.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021