Kultura w Poznaniu

Teatr

opublikowano:

FESTIWAL MALTA. Idzie Troffea!

Igor Shugaleev to białoruski aktor, tancerz i performer, znany już maltańskiej publiczności. W zeszłym roku prezentował performans The body you are calling is currently not available, będący wyrazem sprzeciwu wobec przemocy białoruskiej władzy. Wówczas symulował sytuację zatrzymań i w pozycji klęczącej, ze schyloną głową i dłońmi splecionymi na plecach, spędził godzinę, sekunda po sekundzie odmierzaną na ścianie. Tym razem, podczas Ich heiße Frau Troffea, oddał się tanecznemu obłędowi, odnajdując w nim poczucie wolności.

Perfomer opiera głowę o ścianę, na której odbija się jego cień. Obok, na dużym ekranie, wyświetlona jest postać kobiety w starodawnym kostiumie. - grafika artykułu
fot. Adam Jastrzębowski

Igor Shugaleev mieszka w Polsce od dwóch lat. Przejechał tutaj w 2021 roku, po sfałszowaniu wyborów prezydenckich w Białorusi. Współpracuje między innymi z warszawskim Nowym Teatrem i reżyserem Sergeyem Shabohinem, z którymi stworzył zarówno The body you are calling is currently not available, jak i Ich heiße Frau Troffea. Chociaż oba projekty dotyczą opresji narodu białoruskiego, mają zupełnie inny charakter, co podczas maltańskiego pokazu nie uszło uwadze publiczności i co podkreślali sami twórcy. Ich heiße Frau Troffea nie jest spektaklem przygnębiającym i martyrologicznym, o co łatwo, gdy opowiada się o doświadczeniach politycznej emigracji. Przeciwnie - to projekt wypełniony muzyką techno i zaraźliwą energią.

Na publiczności jeszcze słychać rozmowy, kiedy na środek sceny wchodzi Igor Shugaleev. Jest nagi, przed nim leżą ubrania i kilka przedmiotów, w tym telefon, paszport i środki higieniczne. Zaczyna się ubierać i pakować rzeczy do przezroczystego plecaka. W tle wyświetlane są materiały audiowizualne dokumentujące zbiorowe protesty w Białorusi i wyjazd artysty z kraju, które wcześniej publikowane były przez niego w mediach społecznościowych. Nagraniom towarzyszy narracja Igora Shugaleeva. "Szykuję się na protekst" - informuje głos z offu, a na filmie w tym samym momencie widać przedmioty podobne do tych, które leżą przed performerem. Artysta szykuje się jednak nie tylko na protest. Celem jego podróży są berlińskie kluby techno, gdzie w dźwiękach, dostępnych substancjach psychoaktywnych i anonimowej ciemności odnajduje autonomię i swobodę. Protestuje nie tylko na ulicach białoruskich miast, ale też na scenie klubu - szalonym i wyzwalającym ruchem ciała. Zaczyna nieśmiało - od poruszania nogą w tempie muzyki. Z czasem dołączają do niej biodra i ręce. Muzyka staje coraz intensywniejsza, a jego ruchy coraz mniej skrępowane, aż w końcu cały oddaje się obsesyjnemu tańcu, zostając pochłoniętym przez kulturę rave. I chociaż choreografia oparta jest na improwizacji, składa się w dopracowaną, psychodeliczną całość. Jej wrażeniowość potęgują neonowe barwy i ostre, punktowe, przerywane światło, podkreślające ruchy performera i jego twarz wykrzywioną w tanecznym obłędzie.

Tytuł performansu odnosi się do epidemii tańca, która w 1518 roku w Strasburgu dotknęła kilkaset osób. Zapoczątkowała ją kobieta o imieniu Troffea. Jak czytamy w opisie spektaklu: "tańczyła cały dzień aż do późnego wieczora, a potem całą noc, padając ze zmęczenia, z zakrwawionymi stopami". Z czasem dołączało do niej coraz więcej osób. Ta choreomania miała swoje ofiary śmiertelne, przyczyniła się do ataków serca i skrajnego wycieńczenia niektórych tańczących. Postać Troffei jest też przywoływana w prezentowanym podczas performansu materiale wideo, na którym Igor Shugaleev w szesnastowiecznym stroju chłopki przemierza polne drogi, dochodząc do bram miasta, gdzie - jak wiemy - rozpocznie taneczną plagę. Jego ciało co jakiś czas opanowują mimowolne tiki, zapowiadające szaleńczy taniec, który za chwilę zawładnie całym ciałem. Tak jak dla Troffei taniec był formą buntu, tak tę wolność poszukuje w nim także Igor Shugaleev.

Poszukiwana wolność dotyczy dwóch aspektów tożsamości artysty - narodowej i queerowej. Narracja o opresji politycznej przechodzi płynnie w narrację o opresji środowiska LGBTQ+. "Mówią, że jesteśmy chorzy" - słyszymy z głośników. Performans staje się tym samym nie tylko osobistą historią, ale głosem reprezentującym całe grupy społeczne.

Zarówno podczas zeszłorocznego, jak i tegorocznego performansu artysta wystawiał swoje ciało na fizyczną próbę - przy The body you are calling is currently not available ułożone było ono w nienaturalnej pozycji, a przy Ich heiße Frau Troffea tańczyło bez wytchnienia przez czterdzieści minut (i to czwarty dzień z rzędu, bo maltański występ poprzedziły pokazy openerowe). W pierwszym przypadku publiczność mogła dołączać do artysty. W miarę trwania performansu pod ścianą we wspomnianej pozycji pojawiało się coraz więcej osób, a ten symboliczny gest solidarności stanowił najbardziej poruszający element performansu. Podczas spotkania po pokazie Ich heiße Frau Troffea wśród publiczności pojawiły się głosy, że i w tym przypadku można byłoby zaprosić do projektu widzów i widzki. Z jednej strony - tak jak w przypadku zeszłorocznego performansu - umożliwiłoby to wyrażenie solidarności oraz naturalnie łączyło się z treścią spektaklu i historią zarażenia tańcem (zwłaszcza, że dynamiczne techno zachęcało do tego, aby wstać z krzesła), z drugiej - stonowało obserwację obłąkańczego poszukiwania wolności.

W Ich heiße Frau Troffea taniec przestaje być postrzegany w kategoriach rozrywki, a staje się donośnym wołaniem o wolność i manifestacją swojej tożsamości. "Moje wygnanie, moja ceremonia, moja odyseja" - słyszymy w końcowej części performansu. Pozostaje mieć nadzieję, że po burzliwych przejściach odyseja artysty będzie miała taki finał, jak ta mitologiczna. Performans kończy nagłe zapalenie światła - wszyscy zostajemy oświetleni ostrą bielą, która wydobywa z ciemności to, co wcześniej było ukryte. Czy to koniec poczucia wolności, czy odwrotnie - początek rozprzestrzeniania jej dalej?

Magdalena Chomczyk

  • Ich heiße Frau Troffea w ramach Festiwalu Malta
  • Pawilon
  • 2.07

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2023