Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Rzeczy, których nie widzimy

Formy w przestrzeni. Poznańskie rzeźby plenerowe z lat 60. i 70. XX wieku w Muzeum Narodowym w Poznaniu to wystawa kameralna, jednak generująca bardzo poważne refleksje nie tylko na temat rzeźby plenerowej w Poznaniu, ale rzeźby funkcjonującej w przestrzeni miasta w ogóle i rzeźby jako takiej.

Na fotografii widać, z góry, salę wystawową w Muzeum Narodowym. Na białych stołach leżą wystawione do oglądania rzeźby i fotografie, wokół spacerują uczestnicy wernisażu. - grafika artykułu
Wernisaż wystawy "Formy w przestrzeni", fot. Sonia Bober

Anna Borowiec, kuratorka wystawy, podczas konferencji prasowej poprzedzającej wernisaż zwróciła uwagę na aspekt czegoś, co można scharakteryzować jako takie wtopienie się rzeźby plenerowej w otoczenie, które powoduje po czasie, że staje się ona niemalże niewidzialna. Rzeźba plenerowa skazana jest na jakiś rodzaj zapomnienia. Nie jest to jednak jedyny negatywny aspekt upływu czasu, który może odzierać ją z jej wartości artystycznej. Kolejnym jest stopniowy i nieuchronny proces niszczenia materiału, z jakiego jest wykonana. Nakłada się tu więc na siebie kilka bardzo ważnych wątków, wśród których na szczególną uwagę zasługuje obecność, współistnienie człowieka i materii w jednej przestrzeni oraz fizycznie uwidaczniający się upływ czasu, doprowadzający niekiedy do zatracenia się pierwotnych walorów rzeźby.

Element większej całości

Wystawa pomyślana została jako wielowątkowa opowieść o rzeźbie działającej w miejskiej przestrzeni. To zwrócenie uwagi na to, co jeszcze możemy w Poznaniu zobaczyć, oraz przypomnienie o tym, czego już nie ma lub czego po prostu z różnych względów nie zrealizowano. Organizatorzy ekspozycji skupili się na lokalnym przykładzie - jak wskazuje tytuł ekspozycji, na wystawie w Muzeum Narodowym obejrzeć można tylko realizacje związane z Poznaniem. Czy należy uznać to za minus lub poważne niedopatrzenie? Nie. W latach 60. i 70. formy przestrzenne projektowano dla przestrzeni publicznych w wielu innych miastach. Takie działania artystyczne wpisywały się w propagowany w PRL-u postulat włączania sztuki do życia społecznego.

Przykładano do tego na tyle dużą wagę, że w wielu miastach odbywały się biennale, spotkania oraz inne imprezy artystyczne, których celem było realizowanie rozmaitych projektów rzeźbiarskich, wyznaczających pewne kierunki zmian i rozwoju rozwiązań przestrzenno-urbanistycznych. Wymienić tu należy chociażby Biennale Form Przestrzennych w Elblągu z lat 1965-1973, Lubelskie Spotkania Plastyczne, które odbywały się w latach 1976-1978, a także pierwsze Spotkania Rzeźbiarskie w Orońsku z 1965 roku. Wydarzenia tego typu organizowane były także w Poznaniu. Tu należy wspomnieć chociażby o jednej z pierwszych takich imprez, którą był zorganizowany w 1961 roku Wielkopolski Festiwal Kulturalny czy Poznańskie Spotkania Rzeźbiarskie odbywające się w latach 1968-1971. Poznań należy tym samym widzieć jako element większej całości, którą był szereg działań podejmowanych w różnych miejscach w Polsce i kreowanych wedle wspólnej idei.

Wiele pytań

Na wystawie obejrzeć można projekty i modele zarówno rzeźb zrealizowanych, jak i niezrealizowanych, a także archiwalne i współczesne fotografie dokumentujące plenery i konkursy rzeźbiarskie oraz zdjęcia już gotowych realizacji we wskazanych w mieście miejscach. Nie wiem, na ile było to zamierzone, ale zestawienie starego z nowym każe widzieć w tym współczesnym coś, co za jakiś czas również stanie się archiwalne. Przestrzeń, w której rzeźby funkcjonują, zmienia się, przechodzi bardziej lub mniej drastyczne metamorfozy. W niektórych wypadkach dojść może do takich przestrzennych rewolucji, które nijak się mają do tego, do czego rzeźby pierwotnie były przeznaczone. Bo że w fazie projektowej artyści brali pod uwagę konkretne miejsce, gdzie dana forma miała stanąć - nie można mieć wątpliwości. Niektóre z rzeźb same w sobie, chociażby ze względu na materiał, z którego są wykonane, przechodzą przemiany - nie zawsze dla nich korzystne. Są one wynikiem uszkodzeń spowodowanych warunkami atmosferycznymi, ale także - niestety - celowych aktów wandalizmu.

Zmienia się jednak nie tylko miejsce czy wizualna warstwa konkretnych realizacji, ale i ich odbiór. Kuratorka podkreślała, że wiele z rzeźb stało się obiektami, do których się przyzwyczailiśmy i które wtopiły się w przestrzeń. Można nawet powiedzieć, że niektóre z form stały się transparentne dla mieszkańców. Z czego to wynika? Można podejrzewać, że składa się na to wiele czynników. Odbiorcy przez kolejne dekady zmieniają się. Dla nowych odbiorców geneza powstania niektórych rzeźb stanowi zagadkę. Tu nie można pominąć pytania o to, czy jest to zagadka, którą zawsze i każdy chce rozwiązać. Jeśli zastanawiać się nad tym problemem dalej, trzeba także zwrócić uwagę na zagadnienie oswojenia odbiorców ze sztuką współczesną i ich podejścia do niej.

Co niezwykle istotne: wystawa nie jest próbą przeniesienia na grunt przestrzeni galeryjnej tego, co przeznaczone było do oglądania w przestrzeni miejskiej. Z tego względu aranżacja wystawy, której pomysłodawcą jest Rafał Górczyński, nie jest próbą odtworzenia miejsc, w jakich konkretne rzeźby stoją - co byłoby pomysłem tyleż karkołomnym, co nietrafionym, ale nawiązuje do sposobu, w jaki modele i projekty rzeźb prezentowano przy okazji rozmaitych wydarzeń w latach 60. i 70. Wyeksponowano je na podłużnych, białych stołach, prostych i skromnych, ale przy tym takich, które umożliwiają oglądanie rzeźb z różnych stron, przyglądanie się szczegółom, a także porównywanie i konfrontowanie ich ze sobą. Pokazano modele i pomysły na realizacje powstałe w trakcie Wielkopolskiego Festiwalu Kulturalnego z 1961 roku, Poznańskiego Spotkania Rzeźbiarskiego na Cytadeli z lat 1968-1971 oraz rzeźby z Rataj.

Sposób, w jaki ustawiono rzeźby obok siebie, pozwala na dokonywanie porównań - odnotowywanie zarówno podobieństw formalnych, jak i różnic. Obok realistycznej Łyżwiarki Jana Bakalarczyka stoi wciąż figuralna, ale jednak zdecydowanie bardziej już niedookreślona w swoim wyrazie rzeźba zatytułowana Pion (Zakochani) autorstwa Mariana Banasiewicza. Obok Skrzydlatego Jerzego Sobocińskiego prezentowane są fotografie Zwycięstwa Juliana Bossa-Gosławskiego czy Kosmonauta Wacława Twarowskiego. Przykłady można mnożyć.

Skromna, ale z drugiej strony treściwa i pobudzająca do refleksji, a może nawet dyskusji - taka jest wystawa Formy w przestrzeni. Poznańska rzeźba plenerowa lat 60. i 70. XX wieku. Celem jej kuratorów jest również zwrócenie uwagi mieszkańców na rzeźby znajdujące się w ich otoczeniu. Czy cel ten zostanie osiągnięty?

Justyna Żarczyńska

  • Formy w przestrzeni. Poznańskie rzeźby plenerowe z lat 60. i 70. XX wieku
  • kuratorzy: Anna Borowiec i Mateusz Bieczyński
  • wernisaż: 12.07
  • Muzeum Narodowe
  • wystawa czynna do 13.09

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020