Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Krem z malinowym sokiem

Pandemia, lockdown, troska o bliskich, pracę, niepewność jutra - można by w kółko wymieniać słowa, które siedzą nam od marca w głowie, straszą w nagłówkach gazet, pojawiają się w rozmowach i snach. Aby nie zwariować - szukamy choć na chwilę ucieczki w beztroskę i zapomnienie. Jedni odnajdują to w Netflixie, inni - w przepastnych powieściach. Ci wrażliwsi na dźwięk - w operze lub "w tej drugiej", jej młodszej, mniej poważnej siostrze.

. - grafika artykułu
Piotr Friebe, fot. Michał Leśkiewicz

"Wielkie i nieprzeliczone są obrzydliwości widowiska scenicznego zwanego operetką. Nędza idjotycznego szablonu, mdłej tkliwości, taniego wyuzdania i posępnych dowcipów, chamstwo <>, głęboka, czarna nuda odwiecznych sytuacyj, banały smutnych <<efektów>> - cały ten stęchły tort, napchany melodramatycznemi czy figlarnemi słodkościami, oblany przesłodzoną śmietaną, jakimś kremem z malinowym sokiem czyli <<muzyczką>>, ta ohyda, oblizywana lubieżnie przez kretynów z parteru i bawichamków z galerji, słowem cała ta instytucja sceniczna, zwana operetką, powinna być nareszcie tak gruntownie w odpowiednie miejsce kopnięta, aby się w niej coś przewróciło" - pisał Julian Tuwim w swoich Kilku słowach o operetce. No i ja się pod tym podpisuję, jednak z małym, zupełnie ludzkim "ale". Bo czy tego samego nie można by napisać o wielu serialach, piosenkach, świątecznych lub familijnych filmach, a także i operze, która do cna przesiąknięta jest banałem, kliszami i kiczem? A jednak wciągamy ten lukier aż miło, by przez chwilę było nam ze sobą i w tym świecie lepiej. A więc - na smutki, odmóżdżenie, zapomnienie, miarkując dawkę polecam, a nawet zalecam operetkę.

W rytm walczyka

W końcu mamy zapusty. Mamy też ogromną potrzebę zabawy, wyjścia z chaty, pogadania i potańczenia. Pogódźmy pandemiczny rygor z potrzebą zabawy - spędźmy czas z Teatrem Wielkim, który na jeden, ostatni wieczór karnawału przywdzieje płaszcz z brokatem, wprowadzi do naszych przykurzonych pokoi nieco splendoru i wniesie tort. Może nie najświeższy w smaku, może przy akompaniamencie niezbyt ambitnych akordów, może z melodramatycznym gestem, ale jednak tort!

Zostawmy na chwilę żartobliwy ton i przyjrzyjmy się temu gatunkowi z innej strony. Jak piszą organizatorzy wydarzenia "Młodsza siostra opery, operetka, ma wiele do zaoferowania. Co prawda niektórzy mówią, że jest nadto frywolna, a na dodatek stroszy piórka. Inni podkreślają kompletny brak powagi i zbyt lekkie podejście do każdego tematu. My wiemy jedno - nikt inny nie gwarantuje tak dobrej zabawy! Wiemy też, że między nutami często ukrywa się niejedno trafne spostrzeżenie, a celne ostrze krytyki społecznej wcale nie zostało stępione dowcipem".

Program wieczoru zawiera przegląd najsłynniejszych numerów z trzech operetkowych nurtów - paryskiego (Jacques Offenbach), wiedeńskiego (Johann Strauss syn) i węgierskiego (Ferenc Lehár, Imre Kálmán). Usłyszymy m.in. fragmenty Wesołej wdówki, Księżniczki czardasza, Zemsty nietoperza, ale także utwory z musicalu My Fair Lady i Showboat. Na scenie wystąpią soliści Teatru Wielkiego Monika Mych-Nowicka, Magdalena Wilczyńska-Goś, Piotr Frieba i Rafał Korpik, którym akompaniować na fortepianie będzie Olena Skrok. Koncert poprowadzi Jaromir Trafankowski.

"Wszystko musi się tam rymować, więc co robić?" - pisał w cytowanym wcześniej tekście Tuwim. Ano chyba nic. Bo czasem do szczęścia potrzebujemy rymu, historii z happy endem i rytmu walczyka.

Aleksandra Kujawiak

  • Koncert operetkowy
  • 16.02, g. 19
  • Teatr Wielki
  • bilety: 20-40 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021