Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Jazz z głębi Etiopii

Żywa legenda, jazzowy wizjoner i jeden z największych szaleńców wibrafonu na Czarnym Lądzie. Mulatu Astatke to ktoś znacznie więcej niż tylko prekursor ethio-jazzu. To jeden z tych muzyków, którzy udowodniają, że muzyczne tradycje Afryki i amerykański jazz mogą łączyć się bez jakichkolwiek ustępstw czy kompromisów. Jak to działa w praktyce? O tym przekonamy się w klubie Tama.

, - grafika artykułu
Mulatu Astatke materiały prasowe 3

"Wszyscy wiedzą, że etiopski jazz to jedyny rodzaj muzyki, jakiego warto słuchać w dzisiejszych czasach" - zdaje się, że słowa, jakie padają w jednej ze scen kultowego już Wielkiego piękna Paola Sorrentino już nieraz poniosły się szerokim echem w dyskursie na temat współczesnego jazzu. Nie bez powodu. Bo choć ethio-jazz zawsze cieszył się zainteresowaniem o wiele mniejszym niż zdecydowanie bardziej pojemny, choć podobny w nazewnictwie ethno-jazz (co jest zupełnie logiczne, mając na uwadze jego lokalność), to obcując z nim trudno natrafić na jakąś muzyczną minę. Stąd też o ethio-jazzie niemal tyle samo rozprawia się w kontekście jego unikalnego smaku i charakteru, jak i fenomenu, który nie powinien ujść uwadze żadnemu miłośnikowi muzyki jazzowej.

Nie będzie przesadą powiedzieć, że ethio-jazzu praktycznie nie byłoby, gdyby nie Mulatu Astatke - jego prawdziwy prekursor, mistrz, ale i niestrudzony popularyzator. To właśnie on jako pierwszy, z wrodzoną pewnością i wdziękiem najwytrawniejszego wibrafonisty, pokazał o co tak naprawdę w nim chodzi, ale i co tak bardzo odróżnia go od wszystkiego, co na rozległej mapie jazzu dotąd mogliśmy znaleźć. Sięgając do samych korzeni kultury muzycznej swojego kraju, który z wyjątkiem krótkiego okresu pod włoską okupacją w latach 1936-1941, przez całe trzysta lat cieszył się niepodległością, tamtejszym muzykom dającą niczym nieskrępowaną wolność, zderzył je z amerykańskim jazzem. I wtedy zadziały się cuda.

Można mówić o Astatke jako znamienitym kompozytorze, wirtuozie wibrafonu i multiinstrumentaliście, któremu nie obce żadne perkusyjne, klawiszowe czy strunowe instrumenty, ale to tylko biograficzna notka. Znacznie lepiej podkreślić, że to właśnie jego twórczość pokazała nie tylko w jak śmiały sposób gra się w Etiopii jazz, ale że ethio-jazz to paradoks nie do przeoczenia - "dobrze znane novum", jak określił to jeden z dziennikarzy "New York Times" i przedziwny, choć pełny harmonii paradoks. Nagle okazało się, że etiopska taneczność i jedyny w swoim rodzaju groove pasuje jak ulał do wszystkiego, do czego już dawno zdążyli przyzwyczaić nas Amerykanie - Gary Burton, Milt Jackson, Bobby Hutcherson i ich kolejni następcy. I że to naprawdę działa.

Co ciekawe, działa znacznie bardziej niż w przypadku większości nawet najśmielszych prób podejmowanych na polu amerykańskiego jazzu w innych regionach Czarnego Lądu, co nieraz zostało już podkreślone przez czołowych krytyków jazzowych, a co najdobitniej pokazują choćby takie płyty Etiopczyka jak Vol. 4: Ethio Jazz & Musique Instrumentale z cyklu Éthiopiques z 1998 roku czy ostatnia, wydana przed ośmioma laty Sketches of Ethiopia. 78-letni już Mulatu Astatke to żywa legenda, bez której scena world music nie tylko byłaby inna, ale zwyczajnie uboższa. Jeśli coś jeszcze może nas na niej zaskoczyć, to właśnie jego muzyka.

Sebastian Gabryel

  • koncert Mulatu Astatke
  • 23.10, g. 19
  • Tama
  • bilety: 109 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021