Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Napad w Gaju Wielkim i...

120 tysięcy dolarów zrabowali przestępcy, którzy 20 lat temu napadli na konwój z pieniędzmi w Gaju Wielkim pod Szamotułami. To wydarzenie zapoczątkowało serię kolejnych.

. - grafika artykułu
fot. policja.gov.pl

Bandycki napad na "starej dwójce" w Gaju Wielkim był dobrze przygotowany i wyglądał jak w amerykańskim filmie. 6 sierpnia 2001 roku, około 10 rano, trzy samochody zahamowały z piskiem opon i od przodu, z boku i z tyłu zablokowały drogę škodzie octavii. Tym samochodem wieziono utarg z kantoru w Pniewach do banku w Poznaniu. Czterej bandyci byli uzbrojeni i zamaskowani. Konwojenci także mieli broń i nie chcieli dobrowolnie oddać wiezionych paczek z pieniędzmi.

Doszło do strzelaniny. Ranny został jeden z konwojentów i dwóch bandytów. Mimo to gangsterzy nie odpuścili, wybili młotkiem szybę w škodzie i wydostali cenny ładunek. W ich ręce wpadło około 120 tys. dolarów (dzisiaj to około 450 tys. zł). Uciekli z pieniędzmi w stronę Poznania, unikając policyjnego pościgu, chociaż w akcji użyto śmigłowca. Przestępcy mieli jednak problem - dwóch z nich było rannych, w tym jeden ciężko. Leczenie rany postrzałowej w warunkach domowych nie wróży powodzenia, zdecydowali się więc zawieźć kompana do szpitala. Podjechali samochodem i wyrzucili go przed bramą Szpitala im. Raszei, gdzie znalazła go pielęgniarka. Ranny szybko trafił na salę operacyjną.

Nie wiadomo, na co liczyli przestępcy. Zapewne wiedzieli, że we wszystkich cywilizowanych krajach szpitale muszą informować policję o pacjentach z ranami postrzałowymi. Tak stało się i w tym przypadku. Gdy połatany przez chirurgów pacjent otworzył oczy po operacji, ujrzał przy swoim łóżku policjantów z kajdankami i notatnikami. Śledczy liczyli, że dzięki jego zeznaniom wyłapią pozostałych uczestników napadu w Gaju. Gdy tylko stan zdrowia na to pozwolił, Damian W. został przewieziony do aresztu. W śledztwie "pracowali nad nim" najlepsi poznańscy specjaliści od przesłuchań. Ale aresztant powiedział niewiele.

Tymczasem pozostali uczestnicy napadu byli na wolności. Policjanci szczególnie wytrwale tropili jednego z nich - Sebastiana Sz., którego nawet na krótko zatrzymano, ale z braku twardych dowodów został wypuszczony. Tymczasem śledczy przypuszczali, że to właśnie on był mózgiem akcji. Gdy jego udział w napadzie w Gaju Wielkim został potwierdzony dowodowo, rozpoczęto intensywne poszukiwania.

Niestety Sebastian Sz. zniknął. Kryminalni wiedzieli, że muszą go jak najszybciej odnaleźć i zatrzymać, bo w kartotekach figurował jako "uzbrojony i niebezpieczny". Poza tym policjanci od swoich informatorów w światku przestępczym wiedzieli, że Sz. powiększa swój arsenał broni palnej, że być może ma broń maszynową, a także, że odgraża się, że "policja żywcem go nie weźmie". Sz. ukrywał się bardzo długo, chociaż śledczy stale byli na jego tropie. Dopiero w kwietniu 2004 roku namierzyli kryjówkę Sebastiana Sz. w podpoznańskim Swarzędzu. Blok, w którym mieszkał, był pod obserwacją. Prowadzono ją jednak z dużej odległości, żeby przestępca nie zorientował się, że jest śledzony. 29 kwietnia wieczorem policyjny obserwator zameldował, że podejrzany jedzie do Poznania samochodem marki Rover. Ruszyli za nim policjanci w cywilnych samochodach. Gdy na skrzyżowaniu ul. Bałtyckiej z Gdyńską zapaliło się czerwone światło, postanowili zatrzymać podejrzanego.

Niestety, policjanci się pomylili. Śledzonym samochodem jechało dwóch nastolatków niezwiązanych ze sprawą. 19-letni kierowca wystraszył się biegnących w jego kierunku ubranych po cywilnemu ludzi z bronią i próbował uciec. Ruszył w kierunku nadbiegających, a wtedy policjanci zaczęli strzelać. To była prawdziwa kanonada - padło 39 strzałów, a więc co najmniej jeden z policjantów musiał zmienić magazynek.

W wyniku strzelaniny doszło do tragedii. Kierujący samochodem Łukasz Targosz został śmiertelnie postrzelony w głowę, a jego kolega Dawid Lis poważnie raniony w kręgosłup, w wyniku czego do dzisiaj jeździ na wózku. Ich samochód był podziurawiony jak sito.

Rodzice Łukasza zawarli ugodę sądową z policją i otrzymali 200 tys. zł odszkodowania. W przypadku Dawida sąd zasądził na jego korzyść 901 tys. zł odszkodowania i dożywotnią rentę w wysokości 2 tys. zł miesięcznie. Odszkodowania te wypłaciła policja, a w jej imieniu Skarb Państwa.

Proces czterech policjantów: Jarosława S., Marcina B., Roberta Z. i Pawła Ś., oskarżonych w tej sprawie, miał wiele odsłon i trwał ponad 10 lat. Najpierw sądy dwukrotnie uniewinniały policjantów od najcięższych zarzutów, by ostatecznie, w trzecim procesie, uznać ich za winnych przekroczenia obowiązków i nadużycia uprawień. Ostatecznie kary jednak nie ponieśli, bo sąd uchylił wyrok ze względu na przedawnienie. Kilkadziesiąt godzin po tragicznej strzelaninie na ul. Bałtyckiej policjanci zatrzymali w Swarzędzu Sebastiana Sz. Tym razem akcja była dobrze przygotowana. Bandyta został zaskoczony w solarium, gdzie nie miał szans na obronę. Policjanci znaleźli przy nim tylko nóż, jednak w mieszkaniu, w którym się ukrywał, znaleziono prawdziwy arsenał - był tam m.in. karabinek AK-47 Kałasznikow, karabin snajperski, granaty, materiały wybuchowe, kamizelki kuloodporne, a nawet kaski i policyjne kamizelki odblaskowe.

Policja natychmiast pochwaliła się zatrzymaniem groźnego przestępcy i zaprezentowała na stronie internetowej przechwyconą broń i amunicję, milczała jednak o sprawie strzelaniny na ul. Bałtyckiej. Jak się okazało, informację o tragedii udało się utrzymać w tajemnicy tylko na kilkadziesiąt godzin. Trzy dni później sprawa stała się głośna nie tylko w Poznaniu, ale w całej Polsce.

Sebastian Sz. i jego kompan Damian W. zostali w 2005 roku skazani na 15 lat więzienia. Procesowi towarzyszyły wzmożone środki ostrożności, budynek sądu i salę rozpraw obstawili antyterroryści, obu oskarżonych uznano za niebezpiecznych i doprowadzano do sądu w kajdankach na rękach i nogach. Szczot dostał później dodatkowy wyrok za udział w innych przestępstwach. Jednak nigdy nie wsypał kolegów, którzy przygotowali i wzięli udział w napadzie w Gaju Wielkim.

Szymon Mazur

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021