"Był na owym terenie mąż imieniem Jan, dobrej sławy, a jeszcze lepszego życia [...]. Jego to właśnie, prawie na piętnaście dni przed narodzeniem Pańskim, święty Franciszek poprosił do siebie [...] i rzekł doń: «Jeśli chcesz, żebyśmy w Greccio obchodzili święta Pańskie, pośpiesz się i pilnie przygotuj wszystko, co ci powiem. Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem». [...] Nagotowano żłobek, przyniesiono siano, przyprowadzono wołu i osła. Uczczono prostotę, wysławiono bóstwo, podkreślono pokorę, i tak Greccio stało się jakby nowym Betlejem". (Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy świętego Franciszka z Asyżu). Ta niezwykła inscenizacja wydarzeń mających miejsce w noc Bożego Narodzenia miała miejsce w 1223 r. Piękny, zapoczątkowany przez świętego Franciszka zwyczaj, szczególnie propagowany przez zakon franciszkanów, szybko stał się popularny w całej Europie. Już w XIII w. szopki trafiły także do Polski - najstarsze figurki pochodzące z XIV w., ofiarowane prawdopodobnie przez księżną Elżbietę Węgierską, znajdują się w krakowskim kościele św. Andrzeja.
U bernardynów... i w muzeum
W perspektywach ulic Długiej i Garbar dominują dwie kościelne wieże z barokowymi hełmami. Poznaniacy nazywają tę świątynię kościołem Bernardynów. Bernardyni - jak zwani są w Polsce franciszkanie obserwanci - osiedlili się w Poznaniu na przedmieściu Piaski już w 1456 r. Obecnie klasztor i świątynia należą do Zakonu Braci Mniejszych, a kościołowi patronuje św. Franciszek z Asyżu, z racji swej anielskiej duchowości nazywany "Serafickim". Zgodnie z franciszkańską tradycją od połowy XX w. (po kasacie zakonu przez Prusaków zakonnicy powrócili do Poznania dopiero w 1947 r.) w odrestaurowanym kościele budowana jest szopka, która z czasem zyskała miano "największej szopki ruchomej w Europie" - ubiegłoroczna miała 30 m głębokości, 17 m wysokości i 10 m szerokości i zawierała około 200 figur, w tym naturalnej wielkości postacie Świętej Rodziny.
Znajdujące się w pobliżu Muzeum Etnograficzne od siedemnastu już lat organizuje wystawy, na których prezentowane są szopki bożonarodzeniowe nadesłane na konkurs organizowany wspólnie z gimnazjum w Robakowie. Konkurs ma rozbudzać zainteresowanie tradycjami okresu świąt Bożego Narodzenia oraz folklorem, zabytkami architektury, pięknem i historią Wielkopolski. Szopki wykonywane są z rozmaitych materiałów: drewna, papieru, styropianu, a nawet nakrętek od butelek, a w ich architekturze obecne były między innymi wiatraki, Poznańskie Krzyże, koziołki, Okrąglak, a nawet budynek Poznań City Center i rogale świętomarcińskie.
Szlakiem poznańskich szopek
Dobrym zwyczajem, a zarazem pretekstem do zwiedzenia poznańskich kościołów może być w okresie Bożego Narodzenia wędrówka szlakiem szopek. Prasa i portale internetowe organizują nawet plebiscyty na najładniejszą szopkę; ja wspomnę tu o trzech wybranych.
Ruchoma szopka w kościele św. Wojciecha przyciąga nie tylko dzieci. Jej powstanie zawdzięczamy powojennemu proboszczowi parafii, ks. Hieronimowi Lewandowskiemu. Szopka ma charakter nie tylko religijny, ale także patriotyczny. W trwającym około pół godziny spektaklu przed żłóbkiem przemieszczają się postacie z dziejów Wielkopolski i Polski. Na czele kroczy Mieszko I, a cały pochód zamykają figurki postaci tworzących współczesną historię. Pochodowi postaci towarzyszy komentarz będący opowieścią o dziejach naszego narodu. Wraz ze świątecznymi podróżnymi odwiedzam też terminal lotniska na Ławicy. W okresie Bożego Narodzenia ozdobiony jest on żłóbkiem, którego pomysłodawcą był przed 10 laty ks. Witold Broniewski, twórca licznych żłóbków na lotniskach i dworcach na całym świecie. Do naturalnej wielkości figur z litego drewna (ich autorem jest Jerzy Kopeć) w ubiegłym roku dołączyła postać podróżnego z walizką.
Warto też zajrzeć do najbliższego w okolicach Poznania drewnianego kościółka - do Kicina; na chwilę wzruszeń, modlitwy i zachwytu nad często niedostrzeganym pięknem. Zawieszone na kutych zawiasach drzwi skrzypią, ich niski otwór już od progu każe pochylić się przed Dzieciątkiem. We wnętrzu czuć zapach drewna i mijającego czasu - wzmocniony wonią choinek i siana w szopce.
Witold Gostyński