Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

SESJA FOTOGRAFICZNA. Po prostu biorę aparat i robię zdjęcia

- Zawsze uważałem, że prostota jest bardzo ważna - czy to w fotografii czy w muzyce. Nie potrzeba dodatkowych udziwnień, wodotrysków - mówi Łukasz Gdak*, poznański fotoreporter.

.
fot. Ł. Gdak

Pamiętam twoją scenkę rodzajową spod ICHOT-u, kiedy straszy pan pakował pralkę do syrenki. Masz dar przyciągania takich kadrów.

Gdy coś takiego pojawia się przede mną, po prostu sięgam po aparat i robię zdjęcie. Zawsze staram się patrzeć na różne strony, nie ograniczać się. Gdy chodziłem do szkoły muzycznej miałem do przegrania nuty, pasaże, ale i tak więcej czasu poświęcałem na to, by wymyślić coś swojego, zagrać jakieś własne dźwięki.

To dlatego nie zostałeś pianistą?

Koniec końców nie było mi dane pójść w kierunku muzyki, chociaż teraz trochę za tym tęsknię. Czasem chciałbym usiąść i zagrać.

Zostałeś fotografem.

Kiedyś fotografia była dla mnie odskocznią od pracy w handlu, pewnym rodzajem fototerapii. W dzień wolny wychodziłem z aparatem na miasto i szukałem miejsc, momentów, chwil przyciągających uwagę.

Już wtedy fotografowałeś tylko na mieście?

Nigdy nie interesowały mnie pejzaże czy widoczki. Od zawsze chciałem fotografować ludzi, a w mojej fotografii najważniejszy jest człowiek. Póżniej poprzez pracę w "Kurierze Lubelskim" i współpracę z serwisem poznan.naszemiasto.pl, pasja stała się sposobem na życie.i i moim głównym źródłem dochodu.

Teraz wszyscy fotografowie robią długoterminowe projekty, książki czy albumy. Tak naprawdę jesteś więc archetypem fotoreportera prasowego. Gdybyśmy wzięli Łukasza Gdaka i go wstawili z Leicą ręce w lata 60. czy z wielkoformatowym graflexem w lata 20., pasowałby idealnie.

Po prostu próbuje opowiedzieć historię w jednym ujęciu. Zawrzeć w nim konkretną osobę i jej historię.

Łatwo to zrobić? W czasach internetu i ilościowego zalewu zdjęć?

Staram się szukać swojego punktu widzenia, niekiedy próbuję pokazać wydarzenie z innej strony. Zawsze to powtarzam: najlepsze zdjęcia jakie robię to te, które robię w głowie. Zależy mi na tym, żeby miało to przełożenie na to co faktycznie widzę, ale nie zawsze się to udaje.

Czyli fotografując jakieś wydarzenie nie zwracasz uwagi na jego główny nurt?

Oczywiście do redakcji zawsze przynoszę także i te główne zdjęcia. Niemniej lubię odnajdywać tak zwane "boczki", to wszystko, co się dzieje pomiędzy. To mi sprawia największą radość w fotografii. Świat się zmienia, wszyscy teraz robią zdjęcia i nasze - fotoreporterów - giną w tym zalewie obrazów.

Jak zrobić, by nie ginęły?

Może tak jak pix.house, za pomocą publikacji książkowych? W internecie ludzie szukają czegoś innego niż my chcemy pokazać.

Dziennikarstwo regionalne nie ma sensu?

Zastanawiam się czy nie powinniśmy jako fotoreporterzy poszukać sposobu by pokazywać zdjęcia. Fotografia prasowa do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni powoli przestaje się liczyć. Ostatnio byłem z Łukaszem Cynalewskim z "Gazety Wyborczej" na temacie i zwróciłem mu uwagę: "Patrz, wszyscy wokół robią zdjęcia. Ciekawe czy ktoś nasze zdjęcia zobaczy?".

Zdjęcia jakościowe, takie jakie sam robisz, nie mają już racji bytu?

Mam nadzieję że mają, po to je robię. Wydaje mi się, że czytelnicy nadal potrafią odróżnić dobrą fotografię od złej.

Pamiętam twoją fotografię z Grand Press Photo 2017 - dzieci z ośrodka w Owińskach. Nie napastujesz estetyką, twoje zdjęcia nie są krzykliwe. To nie są zdjęcia które krzyczą: "To ja, Łukasz Gdak, zrobiłem to zdjęcie!"

To mój sposób fotografowania, właśnie tak chcę pokazywać świat. Być trochę obserwatorem.

To pytanie o skromność i pokorę w fotografii.

Ja tylko biorę do ręki aparat i fotografuję. Wolę być w cieniu i robić zdjęcia. Dla mnie fotografia i dziennikarstwo to misja. Chcę pokazywać otaczający świat.

Ale projektu "365" nie robiłeś do szuflady.

To był swoisty kurs fotografii, chciałem poćwiczyć oko. Były momenty trudne, bo wiesz - jest niedziela, mam wolne, ale jak już rozpocząłem ten cykl, to musiałem fotografować. A przecież czasem jest tak, że zdjęcie wpada pod nogi samo, a innym razem trzeba je "wychodzić".

A Ty codziennie publikowałeś kolejne zdjęcie.

Dla mnie to była większa mobilizacja. Spotkałem się z bardzo miłym odzewem. Stworzyłem folder na Facebooku, gdzie trafiały kolejne zdjęcia. Ci, którzy obserwowali moje poczynania, byli moją motywacją.

Od początku chciałeś się ograniczyć do tego folderu? Nie myślałeś o wystawie, czy publikacji?

Kilkanaście zdjęć znalazło się na wystawie w Bramie Poznania, ale większość pozostała na Facebooku. Robiłem to bardziej dla siebie, ale faktycznie chciałem pokazać moje codzienne poczynania. Nie czuję potrzeby pokazywania siebie. Chcę być w tym rzetelny i prawdziwy. Fotografując nie myślę o konkursach i wystawach.

Patrząc na twoje zdjęcia łatwo powiedzieć "też bym takie zrobił", bo są zrobione blisko nas, nie gdzieś daleko. W końcu każdy może wsiąść w tramwaj i podjechać pod ICHOT. Nie ma tej przepaści finansowej, sprzętowej. Twoja fotografia jest... prosta.

Zawsze uważałem, że prostota jest bardzo ważna - czy to w fotografii, czy w muzyce. Nie potrzeba dodatkowych udziwnień, wodotrysków.

Ja w tej prostocie widzę siłę twojej fotografii. Niekiedy to są scenki rodzajowe, kiedy indziej miejski pejzaż. Jak zdjęciu z ulicy Lechickiej, gdzie masz i bloki i działki. Każdy mógł tam wejść, zrobić tę fotografię. A zrobiłeś ją ty.

To były dawne ogródki działkowe, pojechaliśmy tam z kolegą. Teren był otwarty, można było wejść bez problemu. Potem wjechaliśmy na górę wieżowca, który był niedaleko. I wtedy zobaczyłem, że tam są różne światy - zniszczone domki, a potem deweloperka i wielka płyta. I po prostu to sfotografowałem. Tyle filozofii.

Co jeszcze Łukasz Gdak sfotografuje?

Mam nadzieję, że piękne rzeczy. Radość, smutek, ludzi.

rozmawiał Adam Jastrzębowski

*Łukasz Gdak - rocznik '82, fotoreporter. Laureat Grand Press Photo 2017 i Wielkopolska Press Photo 2015. Związany z "Głosem Wielkopolskim", swoją fotoreporterską karierę rozpoczynał w "Kurierze Lubelskim".

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018