Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

FRAZY. Dylan jak Byron

W swojej prozie opisuje pewną niezmienność świata, ludzi, zachowań, wydarzeń. - Spędzanie bydła z pastwisk na całym świecie zawsze będzie odbywać się o tej samej porze i nic tego nie zmieni - mówił Andrzej Stasiuk na poniedziałkowym spotkaniu autorskim w ramach Festiwalu Frazy, na którym dzień wcześniej wystąpił z zespołem Haydamaky. Studentki chodzące po Dukli z jego "Duklą" pod pachą nie znajdą jednak już niektórych miejsc opisanych w tej książce. Po prostu przestały istnieć.

.
fot. Biblioteka Raczyńskich/ T. Proć

W "Opowieściach galicyjskich" których akcja "w zasadzie może dziać się wszędzie", jak powiedział sam autor w jednym z wywiadów, mowa jest o ludziach pozostających na marginesie konsumpcyjnego świata. Jego "Jadąc do Babadag" to znakomity zbiór refleksji podróżnych, a w zasadzie rozważań nad mentalnością mieszkańców środkowo-wschodniej Europy. W "Murach Hebronu" opisuje los więźniów, którzy za swoje czyny zapłacili najwyższą cenę - cenę wolności. - W pewnym sensie są więc nawet bardziej uczciwi od sędziów - mówił prof. UAM Zbigniew Kopeć, wprowadzając słuchaczy do spotkania z pisarzem. - Andrzej Stasiuk nigdy nie podróżuje jako turysta, a zawsze jako ktoś, kto czegoś szuka. Pisze o ojcach, o niezmienności pewnych prawd i jednocześnie zmienności życia, które właśnie na zmianie polega - podsumowywał.

Stasiuk na spotkaniu pojawił się w koszulce z wizerunkiem Boba Dylana. - Przypadek, czysty przypadek - zapewniał. - Dopiero wczoraj dowiedziałem się o tym, że mam mówić o Dylanie. Zgodziłem się, bo jako szesnastolatek miałem o dwa lata starszą dziewczynę - zawsze ceniłem sobie mądrość kobiet starszych, która podarowała mi płytę "Desire". Bardzo lubię jeździć w długie trasy, na przykład z Moskwy do Władywostoku, i słuchać muzyki w samochodzie. Tysiące kilometrów, przestrzeń totalna. Próbowałem kiedyś słuchać rosyjskiej muzyki, ale mi to nie wychodzi. Może dlatego, że Rosjanie nigdy nie przemieszczali się z własnej woli, nie to co Amerykanie. Przez Ural albo Syberię najlepiej jeździ się z Cashem albo Dylanem. Nie mam takiego wrażenia, że Dylan jest w Polsce nieobecny. Zna go każdy, kto jest wrażliwy estetycznie, muzycznie. Nie byłoby wcale tak dobrze, gdyby znali go absolutnie wszyscy.

Na pytanie prowadzącego spotkanie Krzysztofa Gajdy o to, co sądzi o polskim tłumaczeniu tekstów Dylana w przekładzie Filipa Łobodzińskiego, odpowiedział: - Gigantyczna praca i wielki szacunek dla autora, że się z tym zmierzył. W końcu Dylan dostał tego Nobla, który należał mu się jak mało komu.

Krzysztof Gajda: - Mnie po polsku jakoś to zgrzyta. Mogę tego słuchać dopiero od momentu, w którym wmówiłem sobie, że to nie jest Dylan.

Andrzej Stasiuk: - Bo tego nie da się przełożyć 1:1, to zbyt wielka poezja. Przecież "Black Diamond Bay" jest tak idealny, że nie da się tego przełożyć. Po polsku to "Zatoka Czarnego Diamentu", straszny kicz, ale po angielsku sam tytuł to też kicz. Za to sama piosenka jest kongenialna. U Dylana znakomite jest to, że w ciągu trzech minut piosenki można zmieścić całą historię, jak i trubadurów albo u Byrona.

K.G.: - U nas trzeba by skrzyżować Marylę Rodowicz z Jackiem Kaczmarskim...

A.S: -... z Kleyffem też... Dylan jest popularny nawet w Niemczech, a jak się jest popularnym w Niemczech to już coś. Fascynujące jest w nim to, że ciągle oszukiwał, ciągle zmieniał skórę, przeobrażał się. Miałem kiedyś przyjaciół na warszawskim Grochowie, którzy trochę grali i śpiewali. Dylan był dla nich bogiem. Śpiewało się Dylana, myślało się Dylanem, Dylanem się było. A drugi po Dylanie był Kleyff, on też był bogiem. Jego kasety nagrywało się domowymi sposobami i słuchało aż do zdarcia. Wiele lat później poznałem go, kiedy przyjechał do mnie w góry. Przegadaliśmy wtedy całą noc, bardzo ludzki okazał się ten bóg. Z kolei kiedy pojechałem na pierwszy koncert Dylana przekonałem się, że czasem lepiej, kiedy legenda pozostaje tylko w naszej głowie. Ale każdą nową płytę i tak kupowałem, w końcu on potrzebował tych alimentów na swoje byłe żony. Mówiłem sobie wtedy: "A masz ten pieniądz, przyda ci się".

K.G.: - A co z Kaczmarskim?

A.S: - Kaczmarski za duży jest dla mnie, za mocny trochę. Tak mocny w tym co śpiewał, że aż nierealny. Mówiło się kiedyś, że jeśli Kaczmarski nie napisze jednej dobrej piosenki dziennie, to jest chory. Wrócę znowu do kobiet... W tamtym czasie znałem pół-Rosjankę, która w dodatku grała na gitarze i śpiewała, więc słuchało się Wysockiego, a potem dopiero Kaczmarskiego, który był zaraz po Wysockim. Kiedy się go słucha nie chce się płakać, chce się od razu iść na barykady. Każda jego piosenka to zadanie do wykonania, wezwanie. A Kleyff i Dylan nie mieli żadnych wymagań.

K.G.: - Ma Pan wrażenie, że rock'n'roll obalił komunę?

A.S: - Może nie bezpośrednio, ale pewnie tak. Pewna buta, bunt, o to chodziło. Chociaż sam mieszkałem wtedy na zadupiu, z daleka od komuny. Dziewczyny i chłopaki żyli wtedy czymś innym. Laibach przyjeżdża do Warszawy! To było coś. U nas się mówi, że wyzwoliliśmy się z komuny. Z dupy się wyzwoliliśmy! U nas to był soft, nie komuna. Komunizm skończył się u nas w latach 60., 50. w zasadzie, kiedy minął stalinizm. Potem to już był tylko daleki odblask tego, co było w Sowietach, w Chinach. Tam była psychuszka, ginęły miliony.

K.G.: - Kogo ze współczesnych twórców Pan słucha?

A.S: - Nikogo. Ja tylko martwych słucham i czytam. Tylko ktoś kto umrze jest artystą. Słowo wydane, słowo skończone.

K.G.: - A Haydamaky?

A.S: - Haydamaków słuchałem już wiele lat wcześniej nim odezwali się do mnie. Nie tam że wielki fan, ale znałem. Więc kiedy napisał do mnie ich menedżer nie mogłem się nie zgodzić, spełniło się moje marzenie. Zawsze chciałem być rockendrollowcem i w końcu nim zostałem. Oficjalnie mówimy, że to piękna przyjaźń polsko-ukraińska, że ja gram z tymi czarnopodniebiennymi "banderowcami". A mnie to wszystko jedno z kim gram, ważne żeby był ten rytm, ta żywa lokomotywa, to "tut-tut-tut-tut"... Najbardziej lubię to kryptohomoseksualne poklepywanie się po plecach i przybijanie piątek po koncercie, to żywe mięso, kiedy te śmierdzące chłopy się przytulają i razem cieszymy się, że "Udało się! Dobre to było!".

spisała: Anna Solak

  • Festiwal słowa w piosence Frazy: spotkanie autorskie z Andrzejem Stasiukiem w ramach konferencji naukowej Polska w piosence (1989-2018)
  • Salon Mickiewicza, Collegium Maius
  • 5.11

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018