Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Gem, set i mecz

"Chciałem zrobić Córkę trenera, by odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego mój ojciec poświęcił wszystko, by nic nie osiągnąć?" - przyznał w jednym z wywiadów Łukasz Grzegorzek. Autor Kampera w swoim drugim, bardzo osobistym choć nie autobiograficznym filmie, koncentruje się na na wskroś intymnej relacji, w której rodzic rezygnuje z własnego życia osobistego, by pokierować rozwojem dziecka, a dziecko zostaje zmuszone do podążania za marzeniami rodzica.

.
fot. materiały dystrybutora

Maciej Kornet to ojciec i trener w jednym. W swojej 17-letniej córce Wiktorii widzi przyszłą następczynię Agnieszki Radwańskiej, ale wie, że bez tytanicznej pracy nie ma co liczyć na Wielkiego Szlema. Zanim więc oboje trafią na korty Wimbledonu, muszą zaliczyć jeszcze niejeden prowincjonalny turniej tenisowy, w którym zamiast tłumów na trybunach siedzi najbliższa rodzina. Jeżdżą więc od miasteczka do miasteczka, od hotelu do hotelu i wyciskają siódme poty na treningach. Pewnego razu zabierają ze sobą Igora - młodego, choć nierozgarniętego zawodnika, którego Kornet również zaczyna trenować. W swoim nastawieniu na cel mężczyzna nie zauważa, że myśli Wiktorii coraz bardziej wybiegają poza świat tenisa.

W scenie otwarcia ojciec i córka podczas treningu przepychają sobie wzajemnie oponę od ciągnika. Skierowani naprzeciw siebie dyszą, pocą się, uczestniczą w milczącej grze spojrzeń, z której można wyczytać całe spektrum emocji - od sportowej determinacji i poświęcenia, przez złość i zawziętość, aż po poczucie więzi i bliskości, zapewne mocno dysfunkcyjnej, bo czymże innym jest przepychanie ciężaru, jak nie przerzucaniem się winą i odpowiedzialnością. Wszystko rozgrywa się tu bez słowa, a napięcie wyczuwalne jest podskórnie - przenika do głębi, chociaż jako niewypowiedziane cały czas pozostaje nieoczywiste.

Nowy film Grzegorzka sprawdza się doskonale właśnie w tym, co między słowami - ukrytym, niejawnym, dojrzewającym, buzującym gdzieś pod powierzchnią. Reżyser bowiem na szczęście nie próbuje podawać nic na tacy. Konsekwentnie buduje opowieść o ojcu, który pragnie, by jego córka była najlepsza i zapewne również szczęśliwa i generalnie bez wątpienia chce dla niej dobrze. Chcieć dobrze nie zawsze jednak oznacza robić dobrze, o czym dobitnie przekonuje się Wiktoria - może i jest córką i sportowcem, ale wolałaby pobyć też trochę nastolatką. Zapalić szluga, wypić piwko, zakochać się w łobuzie i wrócić nad ranem z długiego spaceru po lesie, by potem spać do obiadu. Zamiast tego pije izotoniki i lemoniadę bez cukru, z ręcznie wyciśniętego soku z cytryny, i kładzie się po dobranocce, bo jeśli nie wypocznie, nie starczy jej sił na trzeciego seta. Nic dziwnego, że w takim reżimie dojrzewa w niej bunt, który być może zaskoczy ją niemal tak samo mocno, jak jej kochanego staruszka.

Fabuła oparta w tak dużym stopniu na relacji między dwojgiem bohaterów rozpadłaby się niczym domek z kart, gdyby nie kreacje aktorskie. O Jacku Braciaku słusznie głosi się peany - wystarczyło, że dostał porządnie napisaną główną rolę i od razu bezczelnie udowodnił, że jest jednym z najlepszych współczesnych polskich aktorów. Na marginesie trudno uwierzyć, że ma na karku już piąty krzyżyk - wyglądu, werwy i energii mógłby mu zazdrościć niejeden o półtorej dekady młodszy. Debiutująca w pełnym metrażu Karolina Bruchnicka nie odstaje o krok - bywa harda i spokojna, złośliwa i sympatyczna, ironiczna i podporządkowana. Do roli podeszła bez kompleksów, mimo że to jej pełnometrażowy debiut. Wszystko wskazuje na to, że warto zacząć śledzić jej karierę. Nie będzie zresztą trzeba długo czekać na jej kolejny występ - za niespełna dwa tygodnie pojawi się ponownie na dużym ekranie, tym razem w Monumencie Jagody Szelc.

W Córce trenera nie wszystko jednak działa jak w zegarku. Nieco zgrzytają początkowe dialogi, poza tym nie imponuje drugi plan - Bartłomiej Kowalski jako Igor bywa boleśnie oczywisty, a postać Agaty Buzek ma co prawda potencjał, ale znika z ekranu dokładnie w momencie, w którym zaczyna budzić większe zainteresowanie. To jednak tylko kilka piłek nietrafionych w kort - najważniejsze, że cały mecz ogląda się z przyjemnością, a końcowy wynik satysfakcjonuje.

Adam Horowski

  • "Córka trenera"
  • reż. Łukasz Grzegorzek

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019