Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Odnaleziona powieść Krystyny Feldman [publikujemy fragment]

Teatr Nowy i Wydawnictwo Miejskie Posnania pracują nad wydaniem pierwszej, niepublikowanej dotąd powieści Krystyny Feldman "Światła, które nie gasną". Książka ukaże się w marcu - w okolicach setnych urodzin ulubionej poznańskiej aktorki. 

.
Powieść Krystyny Feldman ukaże się w marcu nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania

Rękopis powieści przekazali pod koniec roku Teatrowi Nowemu spadkobiercy aktorki. Nie wiadomo, kiedy i gdzie powstał, opatrzony jest za to dopiskiem "część 1", co może sugerować, że Krystyna Feldman planowała napisać kolejne części. - Powieść kończy się tak, że nie jesteśmy w stanie uwierzyć, że to rzeczywiście jest koniec - mówi Marek Grześkowiak z Teatru Nowego.

Bohaterką "Świateł, które nie gasną" jest Marta Zawiejska - aktorka teatralna. Akcja toczy się krótko po wojnie w jednym z polskich teatrów (nie wiadomo dokładnie w którym). Marta szykuje się do roli w spektaklu "Burmistrz Stylmondu". Poznajemy przyjaciół z teatru, pracę na scenie, teatr od kulis. Ale też historię jej życia - także traumatyczne, wojenne losy osób z najbliższego otoczenia.

Krystyna Feldman - "królowa epizodu", "mistrzyni drugiego planu", jak zwykło się przedstawiać ją w biografiach - przez 24 lata była aktorką Teatru Nowego w Poznaniu. Grała w filmach, serialach, pracowała z wielkimi reżyserami - Izabellą Cywińską, Olgą Lipińską, Jerzym Antczakiem, Andrzejem Barańskim. Jej życiową rolą była postać malarza prymitywisty Nikifora Krynickiego w filmie Krzysztofa Krauzego "Mój Nikifor". Zagrała go, mając 88 lat. Była to jej pierwsza w życiu rola pierwszoplanowa.

Zmarła 24 stycznia 2007 r. Pochowano ją w kostiumie z ostatniego monodramu ("I to mi zostało") w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Miłostowskim. We wrześniu 2007 roku zaułkowi w pobliżu Teatru Nowego nadano jej imię. (sk)

Krystyna Feldman, Światła, które nie gasną [fragment]

Część 1

Na scenie ustawiano dopiero dekoracje. Ktoś wołał coś podniesionym głosem. Wyglądało to na kłótnię. Z boku w drzwiach rekwizytorni stał wysoki, chudy człowiek i uśmiechał się drwiąco:

-Nie ma? Na próbę generalną jeszcze nie ma? - powtarzał z przyciskiem.

Nie zauważył Marty, a może tylko udawał? Minęła go szybko i przez scenę przeszła do garderoby. Tutaj głosy dochodziły znacznie słabiej, nie słychać było także denerwującego dopytywania chudego człowieka: -Nie ma? Na próbę generalną nie ma?

Tutaj można było usiąść, można było na chwilę bodaj nie widzieć nikogo, nie słyszeć nic, starać się nie myśleć o niczym. W garderobie było ciemno, więc można nawet zapomnieć, że poza zasłoniętymi oknami jest ciepły, bezwietrzny dzień.

Ktoś uchylił drzwi:

-Marta? Co ty robisz w tej ciemności?

Odwróciła się nerwowo.

-Nic...dopiero co weszłam.

-Co ci jest?

-Dlaczego?

-No, znam już ten twój ton. Znowu powrócił melancholji? Wstydź się!

Nie zapalił jeszcze światła. Marta wiedziała jednak, że musiał mieć na twarzy ten swój uśmiech na wpół drwiący na wpół pobłażliwy, którego tak nie lubiła u niego.

-Zapal światło - poprosiła.

Posłuchał. Stał przed nią i uśmiechał się. Widocznie przyszedł o wiele wcześniej, bo przebrał się już w kostium. Prężył się i stukał obcasami z jakąś dziecinną wprost chęcią pochwalenia się.

-Ładny ze mnie "leutnant" nie?

-Tak.

-Marto! Co znowu? Ja tak nie lubię u ciebie tych... - zawahał się.

-Histerji, co?

-Nie bądź złośliwa, wcale nie miałem tego na myśli. Chciałbym tylko wiedzieć co ci jest? Po co stwarzać wkoło siebie atmosferę cierpienia?

-Nie stwarzam. Ewusia słaba, nie spałam tej nocy. A teraz ten, mnię zdenerwował, ja wiem, że to śmieszne...

-Kto cię zdenerwował?

-Kocielski.

-A! Kocielski! Założę się, że wierci komuś dziurę w brzuchu o coś niegotowego na generalną próbę. Że też ty się jeszcze Kocielskim przejmujesz. Z góry uprzedzam, że kostiumów w komplecie jeszcze nie ma, że meble za nowoczesne, że rekwizytów brakuje, że będzie awantura Hirka z Kocielskim o światła, że masz jeszcze godzinę czasu do zaczęcia...

-Aha! I że mój mundur trzeba będzie na jutrzejszą premierę cztery razy ścieśnić, dwa razy przydłużyć i w ogóle uszyć nowy.

Zmrużył oczy. Przez chwilę stał w milczeniu, a potym powiedział dziwnie miękko i łagodnie:

-Martuś, to nie o Ewunię chodzi, co ci dolega? Znowu tamto?

Skinęła głową. Jej jasna, subtelna twarz w ostrym świetle lamp wydawała się jeszcze bledsza niż przed chwilą. Podszedł do niej, zdawało mu się, że zrobiła taki ruch, jakby się chciała cofnąć.

-Nie bój się - powiedział cicho.

Zmieszała się.

-Nie gniewaj się Romku.

Objął ją wpół. Przez szorstki rękaw mundurowej bluzy czuła silne, prężne muskuły.

-Może otrzymałaś jakąś wiadomość? - spytał ściągając brwi.

Drgnęła, popatrzyła na niego z wyrazem bezgranicznego zaufania.

-Nie, żadnej. (...)

(...)