Kultura w Poznaniu

Sztuka

opublikowano:

Wiele tryumfów

Zapach starego papieru, miękkość stawianych kroków, głębia zdobiącej ściany zieleni i ramy. Różniące się wielkością i kolorem, czasem czarne, najczęściej jednak jasne, drewniane, wyraźnie odcinające się od ciemnego tła. A w nich - tryumf talentu, spojrzenia, kreski. Tryumf koloru.

. - grafika artykułu
fot. Grzegorz Dembiński

Noszącą dokładnie taki tytuł wystawę tworzą pochodzące ze zbioru krakowskiego Muzeum Narodowego arcydzieła grafiki francuskiej przełomu XIX i XX wieku. Był to czas intensywnego rozwoju sztuk plastycznych, architektury, muzyki i literatury. Każda z tych dziedzin, choć wypracowała charakterystyczne dla siebie środki wyrazu (mające z założenia wyraźnie odciąć je od dokonań poprzedników), odzwierciedlała podobne tendencje, odbijające w lustrzanej tafli panujący ówcześnie światopogląd i nastroje. We Francji koniec XIX wieku był dla grafiki wyjątkowo łaskawy - nie tylko przez wzgląd na ewolucję związaną z wykorzystaniem koloru w miejsce czerni i bieli, ale również na uznanie jej niezależną dziedziną sztuki.

Wystawę otwiera umieszczona przed główną salą plansza przedstawiająca koło barw - model objaśniający zasady mieszania się i powstawania kolorów, który w tej konkretnej postaci został stworzony przez Michela Eugene Chevreula, XIX-wiecznego chemika. Już ona, przedziwnie hipnotyzująca, staje się zachętą do tego, by przysiąść na chwilę i zatopić w niej wzrok na dłużej. Słowo "zatopić" w ogóle wydaje mi się dość zasadne w kontekście tej wystawy. Zacznę jednak od kwestii drugoplanowej, bardziej... przyziemnej. I to dosłownie, bo dotyczącej kwestii wystroju dwóch sal wystawowych. W kontraście do wspomnianej już zieleni, sala została wyłożona jasną wykładziną. To pozornie niepozorne rozwiązanie wprowadziło mnie na niezaznany do tej pory podczas wędrówek po muzeach poziom komfortu. Moje wygłuszone kroki nie odbijały się po pomieszczeniu pustym echem, nic pod ich naciskiem nie trzeszczało, wprowadzając lekko przerażający klimat. Było cicho (ale nie w ten niezręczny sposób), przytulnie, przyjaźnie i miękko. Aż chciało się stąpać powoli, nie spiesząc się i delektując zatrzymaniem przed każdą kolejną ramą. Choć nie wiem, jakie przesłanki za tym stały, było to posunięcie genialne. Może miało zachęcić do głębszego odczucia całości i zastanowienia się nad fakturą? Wszak na wystawie w głównej mierze podziwiać możemy litografie, w której, oprócz koloru, ma znaczenie również właśnie faktura.

Nad całością ekspozycji unosił się absolutnie wyjątkowy, dla mnie, klimat. Trudny do uchwycenia, ale jeszcze trudniejszy do przegapienia. Świadomość obcowania z dziełami artystów współtworzących francuską bohemę oraz przebłyski ich barwnych życiorysów - i te pochodzące z książek, i te z wyobrażeń, sprawiły, że choć zwiedzałam wystawę całkiem sama, miałam poczucie przebywania w tłumie. Barwnym, kipiącym twórczą energią, ale i nieco melancholijnym, jakby zawieszonym... Nawet teraz, pisząc te słowa, jestem pewna, że gdyby ktoś wtedy podał mi rękę, spodziewałabym się zobaczyć dłoń, której bok naznaczony jest grafitem ołówka, lekko nieobecny wzrok i uśmiech, w którego kącikach kryłaby się opowieść z gatunku nieprawdopodobnych.

Idąc dalej, w tych dwóch wymiarach - wyobrażeniowym i rzeczywistym, pierwszą postacią, którą spotkałam, był Henri de Toulouse-Lautreck. (Nie?)wstyd przyznać, że kojarzyłam go najbardziej z kultowego filmu Moulin Rouge z Nicole Kidman i Ewanem McGregorem w rolach głównych. Wspomniany Toulouse, ze względu na swoje ograniczenia fizyczne (polecam samodzielnie zapoznać się z tą historią) nie miał dostępu do zbyt wielu powszechnych aktywności, dlatego poświęcił swoje życie sztuce. Jego litografie i ilustracje uwieczniały kadry i postaci paryskiej bohemy (a więc artystów wspomnianego już, słynnego Moulin Rouge, a także innych teatrów, kabaretów i burdeli). Tworzył także obrazy i postimpresjonistyczne plakaty, które miały duży wpływ na późniejszy rozwój gatunku. Jego Panna Marcelle Lender w popiersiu to litografia na profil z wyraźnie zaznaczonym nosem, szeroki uśmiech, płomiennorude włosy, głęboki dekolt. Tryumf czujności spojrzenia i wyobraźni.

Kolejnym napotkanym twórcą był Alfons Mucha. Choć z pochodził z Czech, na wystawie nie mogło zabraknąć miejsca ani dla niego, ani dla Sarah Berndhardt, i hołdującej jej litografii jego autorstwa, na której przedstawiona została niemalże jako święta. Aureola z imienia i nazwiska, korona z lilii i powaga doskonale uchwycona na twarzy w kolorze kości słoniowej... Wszystkie te elementy tworzyły styl charakterystyczny dla Muchy i były znakami rozpoznawczymi jego grafik w duchu belle époque. Tryumfu podziwu, uwielbienia i czułości.

Spędziłam też chwilę z Alexandrem Charpentierem i jego Dziewczynką ze skrzypcami (tryumf delikatności), z Georgesem de Feure i jego La Femme fatale (tryumf namiętności) i Henrim Gabrielem Ibeisem i jego cyrkową areną (tryumf... koloru, a jakże!). Wyróżnionych na wystawie grafik jest ponad 100. Poza wspomnianymi, znajdziecie także prace między innymi Maurice Denisa, Pierre Bonarda, Jacquesa Villona oraz Paula Signaca. Wszystko to osadzone w tematyce koloru, uważności na jego potencjał, energię i nieskończone możliwości. Warto zatem, wybierając się do Zamku, wyposażyć się nie tylko w czas, ale i otwartość na to, by wyczulić swoje zmysły na doświadczenie wykraczające poza ramy tego, do czego przyzwyczailiśmy się w codziennej gonitwie. Na doświadczenie nieuchwytnego...

Cieszę się, że to kolejna w tym roku tak interesująca, wartościowa i fenomenalnie przygotowana wystawa, z bogatym programem edukacyjnym i świetnym audioprzewodnikiem. Po wypełnionych światłem i ciszą portretach i pejzażach Hammershøia w Muzeum Narodowym przyszedł czas na czarodzieja architektury w CK Zamek i fantastyczną wystawę poświęconą Gaudiemu. Obecnie, salami Narodowego zawładnęła awangardzistka, Maria Nicz-Borowiakowa, a znów w Zamku królują najwybitniejsi twórcy grafiki francuskiej. Choć obie te instytucje znajdują się na dwóch przeciwległych końcach placu budowy, jakim jest obecnie centrum naszego miasta, warto wybrać się w tę podróż między koparkami i dźwigami. Mimo, że mijane widoki (delikatnie rzecz ujmując) niezbyt napawają entuzjazmem, obydwa punkty docelowe i zaproponowane przez nich wystawy warte są czasu i nawet ubłoconych kostek!

Marta Szostak

  • Tryumf koloru. Arcydzieła grafiki francuskiej z przełomu XIX i XX wieku z kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie
  • kuratorka: Krystyna Kulig Janarek
  • otwarcie: 10.09
  • Centrum Kultury Zamek
  • czynna do 11.12
  • bilety: 15-25 zł

@ Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022