Kultura w Poznaniu

Sztuka

opublikowano:

Sztuka ma siłę

Hanna Shumska w dziedzinie artystycznej i Piotr Kacprzak w dziedzinie projektowej zdobyli Grand Prix w 40. Konkursie im. Marii Dokowicz na najlepszy dyplom Uniwersytetu Artystycznego. Po raz pierwszy nagrodę przyznała także nasza redakcja - powędrowała do Piotra Owczarka za pracę Źrzadło.

. - grafika artykułu
Piotr Owczarek, "Źrzadło", fot. Uniwersytet im. Marii Abakanowicz w Poznaniu

Jesteśmy świadkami

z Hanną Shumską, ukraińską artystką, laureatką Grand Prix w dziedzinie artystycznej za pracę Tymczasowa mapa tymczasowych miejsc, rozmawia Julia Niedziejko

Łącząc w swojej pracy malarstwo ścienne z animacją i kolażem, podjęłaś kwestię wojen hybrydowych. Skąd pomysł na taki dyplom?

Pracowałam nad tym tematem kiedy kwestia wojny hybrydowej w internecie oraz propagandy medialnej zaczęła oddziaływać na rzeczywistość pozacyfrową. Kiedy przyjechałam do Polski, w dziesięciu obwodach Ukrainy został wprowadzony stan wojenny. Agresja Rosji wzrastała, a populistyczne nastroje wpływały na wybory. Miałam przeczucie, że to może nie skończyć się dobrze. Zaczęłam robić rysunki odnoszące się do medialnego przekazu, który był dla mnie głównym źródłem informacji. Kreśliłam też mapy działań militarnych w Ukrainie na podstawie wiadomości, które do mnie docierały. W trakcie studiów na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu rozwinęłam te działania i tak powoli doszło do tworzenia pracy dyplomowej z nimi związanej. Zdecydowałam, że nie chcę odnosić się wyłącznie do wojny w Ukrainie, ale też innych miejsc na świecie dotkniętych tym samym problemem. Mówię o wojnie, a warto wspomnieć, że media często zamiast nazywać sprawy po imieniu, posługują się takimi słowami jak "konflikt" albo "terakt" (ataki terrorystyczne), co wpływa na opinię publiczną. Zaczęłam zbierać materiały wideo z różnych zakątów świata i w ten sposób mój projekt się rozwinął.

Jak wyglądała praca nad dyplomem?

Dyplom magisterski zrobiłam w pracowni prof. Dominika Lejmana. Jednocześnie pisałam pracę teoretyczną na temat redefinicji malarstwa ściennego w sztuce współczesnej Polski i Ukrainy, czyli tego, jak to medium transformuje się w nowe strategie artystyczne. Dominik Lejman zajmuje się wideoprojekcjami, nazywając swoją metodę "wideofreskiem", czyli połączeniem medium malarstwa ściennego z medium cyfrowym. Z kolej artyści młodszej generacji transformują medium malarstwa ściennego w "postgraffiti". Zaczęłam zajmować się tym zagadnieniem, nawiązując również do swego doświadczenia podczas studiów we Lwowie na wydziale Malarstwa Monumentalnego, i ostatecznie taką formę przybrał mój dyplom. Stworzone przeze mnie abstrakcyjne malarstwo na ścianie przedstawia wymyślony, kosmiczny pejzaż. Ten mural jest z kolei połączony z wideoprojekcjami. Dodatkowo na specjalnych znaczkach na ścianie są ukryte krótkie GIF-animacje, które należy uaktywnić aplikacją z funkcją rzeczywistości rozszerzonej (Augmented Reality).

Jak wyglądały poszukiwania informacji i materiałów filmowych, które zostały użyte w Tymczasowej mapie tymczasowych miejsc?

Kiedy pracowałam nad tą realizacją, w tle odbywały się różne kampanie polityczne. Trwały wtedy wybory prezydenckie w Polsce, Ukrainie i USA, co było istotne dla mojego projektu. Przekaz polityczny przedostaje się do świadomości nie tylko w postaci bezpośredniego przekazu w wiadomościach, ale też poprzez memy, emotki, bajki dla dzieci itp. Utajony przekaz propagandowy ma dużą moc, dlatego do niego również odnoszę się w swojej pracy. Poza tym poszukiwałam politycznych, ideologicznych przemówień oraz fragmentów obrazujących wojnę. Wykorzystałam je przy tworzeniu GIF-ów, które można odczytać za pomocą aplikacji Augmented Reality. W kolażowy sposób mieszam militarystyczne elementy - samoloty, śmigłowce, czołgi, rakiety z absurdalnymi postaciami, które wypełniają moją mapę na muralu. Materiały pochodzą z Internetu - z różnych stocków, Instagrama czy Facebooka, i łączyłam je ze swoimi rysunkami. Pracując, zestawiałam techniki manualne z komputerowymi, czyli niektóre rysunki skanuję, a później obrabiam je w programach graficznych.

Jak z perspektywy dwóch lat, które minęły od obrony dyplomu, patrzysz na tę pracę?

Staram się nadal rozwijać ten projekt, bo mam poczucie, że poruszany w nim temat jest wciąż aktualny. Jesteśmy świadkami ideologicznych przemian, które dzieją się za pośrednictwem mediów. To, co teraz widzimy w mediach, czyli agresję Rosyjskiej Federacji w Ukrainie, dociera do nas z różnym przekazem i jest to przerażające. Ten temat jest dla mnie bardzo trudny emocjonalnie i ciężki do pracy twórczej. Jestem jednak zdania, że o tym trzeba mówić. Sztuka ma siłę przekazu i trzeba korzystać z tej jej funkcji. Nie tylko standardowe formy informowania są obecnie potrzebne, zwłaszcza wobec kwestii wojen hybrydowych. O tym między innymi jest mój projekt dyplomowy.

.

Doświadczyć książki

z Piotrem Kacprzakiem, laureatem Grand Prix w dziedzinie projektowej za pracę Kulmhof - projekt książki upamiętniającej ofiary pierwszego nazistowskiego obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem, rozmawia Adam Jastrzębowski

Kulmhof to bardzo ciekawa praca o charakterze historycznym. A przecież studiowałeś na Uniwersytecie Artystycznym!

Mój dom rodzinny jest w Grabowie. Jeżdżąc do liceum plastycznego w Kole, mijałem po drodze pozostałości po budynkach byłego obozu koncentracyjnego w Chełmnie. Wskutek bliskości obozu czułem odpowiedzialność, aby poruszyć ten temat w swojej twórczości. Kolejnym impulsem była moja rodzina - chociaż rodzice są artystami, to tata interesuje się historią i w domu często rozmawialiśmy o II wojnie światowej, Holokauście.

Czyli ten temat był w Twojej głowie od zawsze.

W procesie edukacji bardzo rzadko opowiada się o tym obozie koncentracyjnym - fakt, że był to pierwszy nazistowski obóz zagłady, nie jest wiedzą powszechną. Dzięki moim rodzicom wiedziałem o tym więcej niż moi rówieśnicy.

Jak długo pracowałeś nad Kulmhofem?

Pierwsze zdjęcia - byłej synagogi w Grabowie - zrobiłem jeszcze w 2014 roku. Wiedziałem, że ten temat chcę zrealizować jeszcze podczas studiów, wiedziałem, że nie mogę go zmarnować, zrobić pracy na szybko i po łebkach, w trzy miesiące. Na czwartym roku studiów rozpocząłem kwerendę materiałów. Dużym ułatwieniem były dokumenty udostępnione mi przez tatę. Nieoceniona była również pomoc byłego dyrektora muzeum w Chełmnie. Udało mi się dotrzeć do zdjęć "rzeczy ostatnich". Mają dla mnie fundamentalne znaczenie, uważam, że przez takie przedmioty życia codziennego, jak widelec, broszka czy dziecięca zabawka, utożsamiamy się z ofiarami; nie są oni dla nas abstrakcyjną, dużą liczbą, tylko konkretnymi jednostkami.

Kulmhof jest bardzo oszczędny w formie. Starałeś się nie przytłoczyć tematu niepotrzebnymi ozdobnikami.

Zależało mi na tym, by nie przegadać tej pracy, czułem na sobie odpowiedzialność za ten temat. Chciałem, by Kulmhof był godny. Ten temat jest tak poważny, że nie mogło w nim być efekciarstwa. Starałem się nawiązać do świętych ksiąg - Tory czy Biblii - za pomocą formatu, łamu na dwie kolumny tekstowe, wyboru papieru. Zostawiałem również puste miejsca - uważam, że przy tym ciężarze gatunkowym tematu potrzebna jest, niczym w utworze muzycznym, pauza, swoiste wyciszenie. Te puste przestrzenie budują napięcie, książka upodabnia się do muzyki.

Lubię pracować tak, aby moje projekty były nie tylko efektowne wizualnie, ale przede wszystkim czytelne dla odbiorców. Uważam, że to jest ważne w projektowaniu użytkowym.

Jak na książkę artystyczną Kulmhof zawiera bardzo dużo tekstu.

Od początku wiedziałem, jaką formę ma mieć ta książka. Potrzebowałem tylko wypełnić ją treścią. Pomogła mi w tym... pandemia. Kiedy w 2020 roku rozpoczęła się pierwsza fala i wszyscy nie wiedzieliśmy co dalej, zostałem sam z tematem Kulmhofu. Miałem bardzo dużo czasu: wertowałem książki, oglądałem filmy, szukałem w sieci zdjęć i dokumentów. Do tego dużo jeździłem - do Grabowa do rodziców, ale również do Chełmna czy do Łodzi na cmentarz żydowski.

Większość tekstu to są dokumenty źródłowe. Starałem się dobrać je tak, by same przez się opisywały historię. Chciałem, by ta książka była publikacją, którą można przeżyć. Zależało mi na tym, by ktoś, kto choćby uważnie przekartkuje Kulmhof, mógł się utożsamić z opisanymi w niej historiami, mógł jej doświadczyć.

Czy tematykę obozów koncentracyjnych, Zagłady, wojny będziesz jeszcze poruszał w swoich pracach?

Ciągle jest to temat, który wywołuje we mnie duże emocje. Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa, ale jestem świadom, że wysoko postawiłem sobie poprzeczkę. Najpierw chciałbym wydać tę książkę w większym nakładzie - jak na razie wydrukowanych zostało tylko sześć egzemplarzy.

.

Męskość w zwierciadle

z Piotrem Owczarkiem, laureatem nagrody redakcji IKS-a za pracę Źrzadło, rozmawia Jan Matusewicz

O czym jest Twoja praca dyplomowa?

Zarówno teoretyczna, pisana pod opieką prof. Marty Smolińskiej, jak i praktyczna praca jest  o męskości w sztuce. Punktem wyjścia była teza Jacka Zwierzynieckiego: "akt męski pozwala w perspektywie historycznej określić kierunek przemian w społeczeństwie pozostającym pod silnym wpływem kultury patriarchalnej, gdyż jest najbardziej radykalnym medium ekspozycji męskości i jako taki pozwala badać jej ciągle zmieniający się status". Tezę tę odniosłem do wizerunku męskości w rzeźbie (nie tylko samym akcie). W pierwszej części opisałem tradycyjny model męskości, który budują takie imperatywy, jak: negacja bycia zniewieściałym, walka o wysoki status społeczny, zakaz okazywania słabości oraz gotowość do agresji i podejmowania ryzyka.

Jest dostępnych wiele modeli męskości, ale postaci z Twoich rzeźb dyplomowych nie sprawiają wrażenia sprawdzających się w żadnym z nich.

Rzeźby poruszają temat kondycji współczesnego mężczyzny, który w mojej opinii nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Źrzadło, czyli ze staropolskiego lustro, ma odzwierciedlić w sposób krytyczny kondycję aktualnej męskości. Trzy ciała wykonane w realistycznej stylistyce z polichromowanego silikonu przedstawiają zdeformowane, rachityczne postaci niezdolne do podjęcia jakichkolwiek działań. Moim zdaniem - choć wydaje mi się, że stawiając mocną tezę, można stworzyć  asumpt do interesującej debaty - kondycja mężczyzny jest co najmniej mierna i że szkodliwe jest to również dla kobiet. Mężczyzna słaby, niezdolny do obrony lub odpowiedzialności za swoje czyny jest miernym partnerem. Jedna z prac łączy cechy zarówno męskie, jak i żeńskie, co nawiązuje do coraz częstszego problemu samookreślenia się. Wydaje mi się, że trudno zbudować bliższą relację z drugą osobą, jeżeli nie potrafimy określić samych siebie.

Rzeźby z jednej strony odrealniają ciało poprzez zniekształcenia, z drugiej dalej są realistyczne.    

To chyba widać nawet w tych pracach - fascynują mnie głównie sztuka figuratywna i klasyczne środki wyrazu, warsztat jest dla mnie bardzo ważny. W tym się spełniam. Wydaje mi się, że organiczność i nawiązanie do ludzkiej figury potrafią bardziej przemówić do odbiorcy niż zimno abstrakcji. Obserwacja ludzi na wernisażu konkursu to potwierdza. Każdy chciał dotknąć moich rzeźb, wejść z nimi w pewną interakcję, pomimo ich odpychającego charakteru. Dzięki zastosowaniu silikonu rzeźby są "cieliste".

Czyli te odkształcenia, mutacje nie są typowe dla Twojej twórczości.   

Nie. Kiedy przeglądam prace z całego okresu nauki, jaki mam za sobą, widzę, że deformacje te stopniowo postępowały. Jestem więc zadowolony, że zniekształcona forma to wynik procesu, a nie obranej stylistyki. W tę stronę ewoluują moje prace, ale dla odświeżenia spojrzenia i umiejętności tworzę zarówno mniej przedstawieniowe obiekty, jak i realistyczne portrety.

Czym zająłeś się po obronie dyplomu? 

Od czasu ukończenia UAP w 2020 pracy twórczej jest u mnie mniej niż dotychczas. Teraz tworzę małe silikonowe płaskorzeźby, które niebawem będzie można zobaczyć. Na razie nie mam warunków do tworzenia większych prac. Uczelnia pozwalała na więcej. Teraz jestem na etapie układania sobie życia, jak znajdę pracownię, będę mógł rzeźbić więcej. Skupiam się na pracy zarobkowej - pracuję jako sztukator. Myślę, że dużym problemem dla absolwentów rzeźby jest brak funduszy i warunków do pracy. Wielu, tak jak ja, trafia na rusztowania budowlane - zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

Julia Niedziejko, Adam Jastrzębowski, Jan Matusewicz

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022