Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Nowe formy życia

Tworzymy przede wszystkim w medium instalacji.  Staramy się odpowiadać na zastaną przestrzeń, a poprzez nawarstwianie elementów zmieniać ją i modyfikować - mówią artyści Ula Lucińska i Michał Knychaus, którzy od pięciu lat działają razem w duecie Inside Job*.

. - grafika artykułu
"Moth", Inside Job, 2020, fot. Inside Job

Skąd nazwa Inside Job?

Ula Lucińska: Wybraliśmy tę nazwę bardzo spontanicznie i intuicyjnie na samym początku, gdy powstał nasz duet. Wynikała z zainteresowań, które wtedy były kluczem do ujęcia naszej praktyki.  Nawet jeśli się one od tamtego czasu zmieniły albo ewoluowały...

Michał Knychaus: :... to decydowaliśmy się zostawić tę nazwę jako swego rodzaju "artefakt". Poza tym wydaje nam się, że nadal dobrze oddaje ona to, co w jakiś sposób jest obecne również w naszych aktualnych pracach. Myśląc o nazwie Inside Job chodziło nam o pewną subwersję, funkcję zakłócającą działania albo postrzeganie systemów, których jest integralną częścią. 

To co teraz Państwa łączy - jakie są to zainteresowania?

U.L.: Interesują nas wszelkie wątki związane z konstruowaniem wizji przyszłości - te obecne w literaturze, sztuce, filmie, teorii i muzyce. Są to również fantazje i mitologie, które działają w sposób, który łamie normatywne granice, wprowadza wątki nieludzkie, związane z przekształceniami materii.  

M.K.: Ciekawi nas to, jak poprzez działania w sferze wyobrażeń i spekulacji można wpływać na teraźniejszość. W tym sensie interesuje nas współoddziaływanie na siebie różnych czasów - przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. W tej wieloczasowości interesuje nas to, jak te zagadnienia można oddawać poprzez budowanie wielowarstwowych środowisk artystycznych. Nie chcemy proponować jednej pracy, a raczej serię prac...

U.L.:...które wchodzą ze sobą w różne relacje, przekształcając tkankę galerii czy innej przestrzeni. Przygotowując kolejne wystawy nie skupiamy się na jednym obiekcie, a raczej zastanawiamy się, jak kolejne elementy będą na siebie wpływały, tworząc środowisko i budując pewną emocję czy poczucie. Często łączymy to z dźwiękiem, który potęguje wrażenie bycia zanurzonym w konkretnej atmosferze.

M.K.: Nasze prace funkcjonują gdzieś na przecięciu tych wątków, a raczej emocji, które są z nimi związane. Rodzaj strachu, lęku, ale i uwikłanej zależności wszystkich istot żywych i nieożywionych. Nadmierna wiara, perwersje, obsesje, zaburzenia granic poznania, niekontrolowane namiętności, które są obecne w mitach, pozostają aktualne także współcześnie - nawet jeśli rzekomo zostały "egzorcyzmowane". Nasze obiekty i środowiska można odczytywać jako rodzaj spekulacji na temat postapokaliptycznej przyszłości - zarówno tej dystopijnej, jak i utopijnej.

Od kiedy się Państwo znacie - i co się kryło za chęcią utworzenia duetu Inside Job?

U.L.: Poznaliśmy się mniej więcej dziesięć lat temu, na długo wcześniej, nim zaczęliśmy wspólnie tworzyć i założyliśmy nasz kolektyw. Studiowaliśmy na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza różne kierunki - ja historię sztuki, a Michał historię kultury.  Już wtedy zaczęło nas interesować to, w jaki sposób inspiracje dyskursywne, kwestie teoretyczne można przepracować w sposób eksperymentalny, na przykład w sztukach wizualnych.

M.K.: Chcieliśmy wyjść poza akademicką metodologię. Poznaliśmy się w Kaliszu, naszym rodzinnym mieście, w czasie jednego ze spotkań ze znajomymi. Wzajemna synergia napędziła nas do tego, aby rozpocząć studia na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu.

Co daje Państwu współpraca, jaka jest zaleta działania artystycznego w duecie?

U.L.: To przede wszystkim nieustające rewidowanie własnego punktu widzenia, inspiracji, pomysłów. To wszystko następuje bezpośrednio, bez żadnego oczekiwania i stało się dla nas już czymś naturalnym. Są związane z tym również kwestie praktyczne - podział poszczególnych zadań przy pracy w studio, wykorzystanie różnych umiejętności. Te elementy pracy są o wiele trudniejsze, jeśli tworzy się samemu.

Wiele z naszych pierwszych projektów wiązało się z włączaniem do nich innych artystów czy twórców z różnych dziedzin. Skłonność do nawiązywania siatek współpracy pozostało nam do dzisiaj i teraz realizujemy je już jako duet.

M.K.: Ja mam za sobą doświadczenie graficzne, a Ula scenograficzne. Potem oboje studiowaliśmy Intermedia. Szeroko korzystamy więc z różnych backgroundów, ale dzielimy podobne zainteresowanie tematyczne. Od początku naszej praktyki jesteśmy też parą w życiu prywatnym. Wspólne mieszkanie, dzielenie przestrzeni do pracy, wymiana poglądów i spostrzeżeń sprawiły, że każdy projekt był w jakiś sposób przez nas współdzielony.

U.L.: Doszliśmy wtedy do wniosku, że duet jest najbardziej naturalną konsekwencją naszego procesu twórczego. Zresztą potrzeba działań kolektywnych towarzyszyła nam chyba od początku. Wiele z naszych pierwszych projektów wiązało się z włączaniem do nich innych artystów czy twórców z różnych dziedzin.

Czy oddzielają Państwo życie od pracy, czy jest tak, że cały czas "proces trwa"?

M.K.: W przypadku twórczości artystycznej ciężko mówić o wyraźnym oddzieleniu sfery prywatnej od tej przeznaczonej pracy. Jest to związane przede wszystkim z tym, że nie da się, jakkolwiek by się nie chciało, zdyscyplinować procesu artystycznego. Sfera życia prywatnego zostaje przez pracę przejęta. Z drugiej strony, to nie jest przecież praca, która nie rozwija i nie wzbogaca. W naszym przypadku bardzo płynnie się to przenika.

U.L.: Są jednak momenty, gdy trzeba zadbać o higienę i rozdzielenie godzin, które przydzielamy na pracę i rezerwujemy dla siebie. Myślę, że taka jest niestety prekarna charakterystyka naszego sektora. Ta płynna specyfika zawodu artysty jest niestety bardzo często wykorzystywana przez system projektowy, w którym się tworzy. Często pracuje się pod presją bycia non-stop produktywnym i kreatywnym. To wpływa na życie codzienne i staje się normalnością, na którą chyba już każdy narzeka.

Gdy umawialiśmy się na rozmowę, byli Państwo w rozjazdach, kończąc montaż wystawy w FUTURA w Pradze i planując wyjazd na rezydencję w Wilnie...

M.K.: Ostatnie kilka miesięcy pracowaliśmy nad wystawą do Centrum Sztuki Współczesnej FUTURA w Pradze, która ze względu na pandemię wielokrotnie była przekładana. Jednocześnie dało nam to sporo czasu do rozwinięcia projektów i wszystkie prace powstały specjalnie z myślą o tym miejscu. Teraz zamontowana wystawa czeka na otwarcie, które nastąpi jak tylko restrykcje w Czechach zostaną poluzowane.

Na Rupert Residency w Wilnie będziemy przez kolejne dwa miesiące. Nasz pobyt w tych bardzo wyjątkowych, pandemicznych warunkach jest możliwy przede wszystkim ze względu na wsparcie, którego udzielił nam Instytut Adama Mickiewicza. Czas spędzony tutaj zamierzamy poświęcić na research i przygotowanie projektów do nowej serii prac, które zostaną najpewniej pokazane na wiosnę. Nasza praca przebiega dość specyficznie ze względu na obowiązujący na Litwie pełny lockdown. Z drugiej strony, Rupert jest położony na obrzeżach Wilna, w zasadzie nad samą rzeką i w środku parku, co daje nam sporo przestrzeni do myślenia, czytania i koncentracji.

W Rezerwacie Przyrody Meteoryt Morasko przygotowali Państwo w roku ubiegłym instalację The Dull Flame of Desire, inspirowaną Stalkerem Tarkowskiego. Jak doszło do jej powstania?

M.K.: Zaprzyjaźniony z nami kurator Romuald Demidenko zaproponował nam stworzenie materiału do prowadzonego przez siebie i Magdalenę Adameczek internetowego magazynu "GuestROOms", co zbiegło się w czasie z pierwszym lockdownem. Zaprezentowanie naszych prac wymagało znalezienia jakiegoś miejsca nie będącego galerią, ani inną przestrzenią publiczną. Było to również tuż przed decyzją rządu o zamknięciu lasów i parków.

U.L.: Ten wybór stanowił też kontynuację naszych innych działań "niegaleryjnych", gdzie prace prezentowane były w środowisku naturalnym. Dwa lata temu, wraz z przyjaciółką i artystką Mayą Hottarek, udokumentowaliśmy nasze prace w jednej z jaskiń lodowych w górach Jura w pobliżu miasta Biel/Bienne w Szwajcarii. Ze względu na globalne ocieplenie zostało maksymalnie kilka lat, kiedy w tej jaskini można jeszcze będzie oglądać lodowe stalagmity i stalaktyty, tak wyjątkowe i specyficzne dla tego konkretnego miejsca. Interesuje nas eksplorowanie miejsc związanych z dziwną energią - świadków ważnego procesu historycznego czy geologicznego.

M.K.: W Parku Morasko około pięć tysięcy lat temu spadł natomiast deszcz meteorytów, a obecnie jest to jedno z największych skupisk tego typu kraterów w Europie. Są one wypełnione wodą, a teren pokryty jest dość rzadkim lasem dębów i grabów. Jak widać, oba te miejsca noszą silne ślady kataklizmów przeszłych i nadchodzących, i z tych właśnie powodów były dla nas interesującymi punktami wyjściowymi.

Czym się będą Państwo zajmować na Litwie?

U.L.: Jak już wspominaliśmy - będziemy przygotowywać nową serię prac, która w dużej mierze dotyczy transformującej w czasie materii.

M.K.: Do tego celu chcemy wykorzystać przede wszystkim recyklingowane materiały - takie jak skóra i wykorzystywany już przez nas metal. Interesuje nas domniemane "życie po życiu" obiektów codziennego użytku i to, jak w post ludzkiej przyszłości będą się one zachowywać, w jakie relacje będą wchodzić ze środowiskiem, budulcem jakich formacji się staną.

U.L.:  Już podczas pracy nad wystawą w FUTURZE wykorzystywaliśmy odzyskane okrycia wierzchnie, które poddane przetworzeniu bardziej przypominały dziwne stworzenia wyrzucone na brzeg przez ocean lub dopiero rozrastające się organiczne struktury. Ta międzygatunkowa synergia - połączenia materii ożywionej i nieożywionej będzie zapewne główną inspiracją do pracy na Litwie

M.K..: Ze względu na to, że trwa tutaj lockdown, a galerie i instytucje nie mogą organizować żadnych spotkań stacjonarnych, przygotowujemy także serię wywiadów i audycji online, które zostaną powiązanych z pracą w studiu.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Inside Job - Ula Lucińska (1992) i Michał Knychaus (1987) pracują razem jako duet artystyczny Inside Job. W swojej praktyce wykorzystują różnorodne media i materiały, a tworzone przez nich obiekty budują specyficzne, wielowarstwowe środowiska. Interesują ich procesy konstruowania tożsamości (w tym również tożsamości miejsc) w kontekście dynamicznych zmian takich, jak kryzys klimatyczny, technologiczne przyspieszenie, polityczna radykalizacja i rosnące poczucie niepokoju wobec nieznanej przyszłości. Wiele z ich dotychczasowych realizacji odnosi się do futurystycznych i post-katastroficznych scenariuszy.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021